Między rzemiosłem a wzornictwem. Henryk Grunwald i sztuka metalu

W 1935 roku na łamach miesięcznika „Arkady” ukazał się tekst poświęcony kondycji artystycznej obróbki metalu. Nie był to jednak zwykły przegląd rzemiosła. Autor stawiał znacznie szerszy problem: co stało się ze sztuką przedmiotu w epoce produkcji fabrycznej i czy możliwy jest powrót do rzeczy wykonywanych ręcznie, bez prostego kopiowania dawnych wzorów.

Jednym z bohaterów tego namysłu był Henryk Grunwald. Dziś jego twórczość można czytać nie tylko jako przykład metaloplastyki, lecz także jako fragment historii polskiego wzornictwa jako próbę pogodzenia funkcji przedmiotu, jego formy, materiału i indywidualnego warsztatu wykonawcy. Jak bardzo ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości, nieprawdaż?

Maszyna kontra ręka – historia nauczycielką życia

Punkt wyjścia artykułu z „Arkad” był zdecydowany. Rozwój przemysłu w XIX wieku miał doprowadzić do stopniowego upadku dawnej kultury rzemieślniczej. Produkcja seryjna pozwalała wykonywać przedmioty szybko, tanio i w dużej liczbie egzemplarzy, ale odbywało się to kosztem ich indywidualnego charakteru. Autor wspominał nawet sytuacje, gdy ręcznie wykonywane srebra zastępowano tańszymi, fabrycznymi platerami. To, co przez stulecia było zwyczajnym elementem kultury materialnej, zaczynało trafiać do muzeów jako osobliwość minionej epoki.

Szczególnie mocno miało to dotknąć kowalstwo artystyczne. Dawny kowal nie ograniczał się przecież do podkuwania koni czy wykonywania prostych elementów użytkowych. Potrafił kształtować metal również jako tworzywo dekoracyjne. W latach 30. XX wieku ślady tej tradycji dostrzegano jeszcze w sztuce ludowej, między innymi na Kurpiach i w niektórych regionach południowo-wschodniej Polski. W środowisku miejskim ręczna kultura obróbki metalu miała jednak niemal zaniknąć.

Powrót do warsztatu

Zmiana przyszła wraz z rosnącym zainteresowaniem rzemiosłem i sztuką ludową po I wojnie światowej. Projektanci i artyści ponownie zaczęli dostrzegać wartość ręcznej pracy. Nie chodziło przy tym wyłącznie o zachowywanie dawnych technik jako ciekawostki etnograficznej. Ręczny warsztat miał stać się narzędziem tworzenia nowych form.

Właśnie w tym kontekście „Arkady” wspominały pracownię metalu działającą przy Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem profesora Kotarbińskiego. Jej filozofia była niemal demonstracyjnie prosta: blacha, młotek, ogień i człowiek. Metal nie miał być materiałem podporządkowanym bezbłędnej powtarzalności maszyny. Uderzenia młotka pozostawiały na nim ślady, nierówności i fakturę. To, co z punktu widzenia przemysłowej produkcji mogło uchodzić za niedoskonałość, stawało się świadectwem wykonania przedmiotu przez konkretną osobę.

I właśnie z tego środowiska wyrastała twórczość Henryka Grunwalda.

Henryk Grunwald i metal na nowo

Samodzielna pracownia Grunwalda była jedną z pierwszych, która wyrażała rezultat tego nowego podejścia. Powstające tam przedmioty łączyły tradycyjne techniki kowalskie, doświadczenia rzemiosła artystycznego oraz współczesne poszukiwania formalne. Inspiracje mogły pochodzić zarówno ze sztuki ludowej, jak i średniowiecznej czy renesansowej, ale nie chodziło o wykonywanie historycznych kopii.

Grunwald nie próbował udawać dawnego rzemieślnika. Dawne formy i techniki traktował raczej jako język, który można wykorzystać do powiedzenia czegoś nowego.

W „Arkadach” jako przykład pojawiła się duża patera ze znakami zodiaku. Jej kompozycja mogła przywodzić na myśl rozwiązania renesansowe, ale autor wyraźnie podkreślał, że nie była imitacją zabytku.

Projekt powstawał także w materiale

Szczególnie interesujące było podejście do samego procesu twórczego. Autor tekstu przeciwstawiał artystę siedzącego przy stole z ołówkiem człowiekowi, który bezpośrednio pracuje z blachą i młotkiem. Nie oznaczało to odrzucenia projektu, lecz przekonanie, że część formy powinna powstawać dopiero w kontakcie z materiałem. Metal stawiał opór. Reagował na temperaturę i kolejne uderzenia. Artysta musiał odpowiadać na jego właściwości.

W efekcie przedmiot nie był jedynie mechaniczną realizacją wcześniejszego rysunku. Sam proces wykonania stawał się częścią projektowania.

Nie chodziło o powrót do przeszłości

Łatwo byłoby uznać krytykę fabrycznej produkcji z „Arkad” za zwykłą nostalgię za dawnym rzemiosłem. Tekst nie postulował powrotu do świata sprzed maszyny. Problemem nie była sama nowoczesność, lecz bezrefleksyjna standaryzacja.

Grunwald miał pokazywać, że tradycyjna technika może służyć współczesnej formie. Artysta korzystał z doświadczenia dawnych rzemieślników, ale jednocześnie świadomie unikał plagiatu i kopiowania historycznych ornamentów. Przeszłość nie była dla niego katalogiem gotowych wzorów.

Była pewnego rodzaju zapleczem.

Kto miał kupować takie przedmioty?

Jednak stawiono jakże współczesny problem takiego podejścia do dzieła. Ręcznie wykonany przedmiot jest droższy i powstaje wolniej. Nie może konkurować z produkcją seryjną jej własnymi metodami.

Dlatego przyszłość podobnych pracowni zależała również od odbiorców. Potrzebny był klient, który rozumiał różnicę pomiędzy przedmiotem wykonanym indywidualnie a produktem przemysłowym.

Czy maszyna może zrobić sztukę?

Najostrzejszy fragment tekstu dotyczył przemysłowej obróbki metalu. Autor tekstu krytykował modę na chromoniklowaną blachę i przedmioty imponujące przede wszystkim techniczną precyzją. Maszyna mogła zapewnić doskonałą powtarzalność, ale nie oznaczało to jeszcze wartości artystycznej.

Porównanie było proste: reprodukcja nie zastąpi obrazu, a odlew nie zastąpi pracy rzeźbiarza w kamieniu. Podobnie tłoczenie blachy nie mogło – zdaniem autora – zastąpić uderzenia młotka prowadzonego przez artystę.

Z perspektywy współczesnego wzornictwa taka opozycja między maszyną a człowiekiem może wydawać się zbyt radykalna. XX wiek pokazał przecież, że również przemysł może tworzyć wybitne projekty. Ale właśnie dlatego tekst z 1935 roku jest interesujący.

Pokazuje moment, gdy polskie środowisko artystyczne wciąż próbowało odpowiedzieć na pytanie, jaka powinna być relacja pomiędzy sztuką, rzemiosłem i produkcją przemysłową.

Grunwald pomiędzy dwoma światami

Henryka Grunwalda trudno po prostu nazwać projektantem przemysłowym. Był artystą i rzemieślnikiem, którego podstawowym środkiem wypowiedzi pozostawał metal. Jednocześnie jego twórczość znajdowała się już w przestrzeni, z której rozwijało się nowoczesne polskie wzornictwo. Interesował go przedmiot użytkowy. Eksperymentował z materiałem. Poszukiwał nowych form. Świadomie odnosił się do tradycji, ale nie chciał jej kopiować. Myślał o relacji między projektem a wykonaniem.

Grunwald reprezentował moment, w którym ręczny warsztat przestawał być wyłącznie dziedzictwem przeszłości, a stawał się jednym ze sposobów poszukiwania nowoczesności.

I być może właśnie ten aspekt jego twórczości brzmi dziś najbardziej współcześnie? Dziewięćdziesiąt lat po publikacji tekstu w „Arkadach” ponownie dyskutujemy o wartości materiału, trwałości przedmiotów, lokalnej produkcji, pracy ręcznej i różnicy między produktem seryjnym a rzeczą powstającą w krótkiej serii albo pojedynczym egzemplarzu.

Zmieniły się technologie. Pytanie o to, ile w projektowanym przedmiocie powinno pozostać człowieka, wcale jednak nie zniknęło.

Źródło

„Arkady”, 1935, R. 1, nr 2, artykuł poświęcony współczesnej sztuce metalu i pracom Henryka Grunwalda, Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

lub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Moje wydanie0