Bitwa Warszawska kojarzy się przede wszystkim z Radzyminem, Ossowem, walkami nad Wkrą i uderzeniem znad Wieprza. W sierpniu 1920 roku miała jednak również drugą twarz, taką mniej przyjemną. Warszawskie szpitale, do których trafiali żołnierze z przestrzelonymi kończynami, ranami od szrapneli, urazami głowy i innymi obrażeniami, pękały w szwach.

Jak wyglądała walka o zdrowie i życie? Kilka tygodni po walkach do jednego z takich miejsc wszedł reporter Stanisław Miłaszewski. Jego relacje opublikowane w „Kurjerze Warszawskim” oraz „Tygodniku Ilustrowanym” pozwalają dziś zobaczyć, jak wyglądało zaplecze medyczne Bitwy Warszawskiej niemal oczami człowieka, który oglądał je na własne oczy. Nie był to już front. Strzałów nie było. A wojna jednak trwała nadal… na salach chirurgicznych.
„Ranni przeważnie z wielkiej bitwy o Warszawę”
Najważniejszym miejscem odwiedzonym przez redaktora był Szpital Ujazdowski, noszący wówczas nazwę Głównego Szpitala Wojskowego. To tutaj trafiali ranni po walkach pod Radzyminem, Ciechanowem, Wyszkowem i Ossowem. Miłaszewski zwracał uwagę, że żołnierze odpowiadali na pytania o miejsca swoich walk, a za każdym z tych miejsc kryła się inna rana i inna historia.
Sala chirurgiczna nie była wielka. Stały w niej dwa rzędy łóżek, razem około trzydziestu miejsc. Ci, którzy czuli się lepiej, czytali albo palili papierosy. Ci po ciężkich operacjach wyróżniali się przede wszystkim bladością. Wśród nich leżał dziewiętnastoletni żołnierz nazwiskiem Gont.

Dziewiętnastoletni Gont stracił nogę
Młody żołnierz miał amputowaną nogę do kolana. Sam wspominał, że:
„Szrapnel trafił mię w nogę w okopach pod Wyszogrodem […] Jak raz słońce wschodziło…”
Reporter skomentował krótko:
„Zaiste, krwawy był ten wschód słońca dla niego!”
Obok niego leżał Władysław Zaorski, ochotnik 205. pułku piechoty.
Przestrzelono mu oba uda, a myślał o powrocie do pułku
Zaorski został ranny pod wsią Wrony nad rzeką Wkrą. Mimo tego młody ochotnik liczył, że wróci do zdrowia i ponownie trafi do swojej jednostki. Reporter zauważył, że gdy mówił o powrocie do 205. pułku piechoty, jego blada twarz ożywiała się.
W tej samej sali znajdował się także szeregowiec z 29. pułku piechoty, ranny w biodro i rękę. Opowiadał, jak mimo obrażeń zdołał uniknąć niewoli. Jeszcze ciężej wyglądał przypadek żołnierza nazwiskiem Przybysz, określonego przez Miłaszewskiego jako członek „Mińskiego pułku”. On zaś stracił stopę, gdyż istniało zagrożenie gangreną.
Sam ranny opowiadał:
„Jak mnie trafił szrapnel, byłem przytomny jeszcze z godzinę. Sam zdjąłem kamasz i odwiązałem owijaki. Potem przyszło zemdlenie.”
Na oddziale znajdowali się również żołnierze z ranami głowy. Niektórzy przeszli trepanację czaszki. Inni mieli twarze uszkodzone pociskami karabinowymi.
Szpital musiał mieć codziennie ponad tysiąc wolnych łóżek
Skala napływu rannych była tak duża, że Szpital Ujazdowski musiał działać inaczej niż zwyczajna placówka lecznicza. Zastępca dowódcy szpitala, ppłk dr Jakubowski, tłumaczył, że najważniejszym zadaniem stało się jak najszybsze udzielanie pomocy żołnierzom przywożonym z frontu i przygotowywanie ich do transportu dalej w głąb kraju. Placówka musiała codzień mieć z górą tysiąc łóżek wolnych i być gotową na przyjęcie rannych, potrzebujących pierwszej pomocy. Szpital Ujazdowski miał wówczas 18 oddziałów. Pięć z nich zajmowali chorzy na czerwonkę. W chwili wizyty gazety znajdowało się tam około 680 pacjentów. Wojskowi lekarze musieli więc równocześnie walczyć ze skutkami walk i chorobami zakaźnymi.
Wojna to nie tylko kule. Były też epidemie i wszy
W klasycznych opisach Bitwy Warszawskiej łatwo zapomnieć, że dla służb medycznych przeciwnikiem nie były wyłącznie pociski. Do szpitala przywożono ludzi z pola walki w ubraniach pełnych brudu, pasożytów i potencjalnych zarazków. Miłaszewski pisał, że w Ujazdowie działało osiem dezynfektorów służących do oczyszczania odzieży chorych z „robactwa i zarazków zawleczonych z pola”.
Problem był poważny, bo armia prowadziła działania w warunkach sprzyjających epidemiom. W szpitalu leczono m.in. czerwonkę. Lekarze zapewniali reportera, że śmiertelność była niewielka i większość chorych udawało się uratować, o ile nie trafiali do placówki już w stanie agonalnym.

Szpital był niemal małym miastem
Szpital Ujazdowski nie ograniczał się do sal chorych i bloku chirurgicznego. Rozciągał się na dużym terenie, posiadał główne budynki i mniejsze pawilony. Część drewnianych obiektów miała zapewniać chorym dostęp do świeżego powietrza.
Wojenne realia zmieniły nawet szpitalny ogród. Miejsca przeznaczone wcześniej na kwiaty i trawniki zajęły warzywa. Placówka prowadziła własne gospodarstwo i utrzymywała żywy inwentarz. Miłaszewski wspominał o około 150 świniach oraz działającej na miejscu wędliniarni. Szpital musiał w możliwie dużym stopniu sam zatroszczyć się o wyżywienie setek pacjentów i personelu…
… oraz rozrywkę:
Kino, teatr i pięć tysięcy książek
W Szpitalu Ujazdowskim działała biblioteka licząca około 5000 tomów. Poza nią funkcjonowało jeszcze 14 mniejszych bibliotek oddziałowych. Książki pochodziły w dużej części z darów społeczeństwa. Żołnierzom dostarczano także gazety i broszury. W sali koncertowej uruchamiano kinematograf. Warszawskie firmy dostarczały filmy, które miały nie tylko bawić, ale również pełnić funkcję edukacyjną.
Latem na dużym boisku organizowano przedstawienia pod gołym niebem. Ranni przynosili składane krzesła i oglądali występy warszawskich artystów. Miłaszewski wymieniał wśród nich m.in. Juliusza Osterwę. Była też kaplica, mieszcząca około pięciuset osób, świetlica oraz gospoda, w której rekonwalescenci mogli napić się herbaty, mleka czy kawy.
Rannych uczono czytać i pisać
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów działalności szpitala była akcja oświatowa. Redaktor gazety pisał, że jej zadaniem było nie tylko zwalczanie analfabetyzmu, ale także „uświadamianie żołnierza o obowiązkach obywatela-Polaka” oraz propaganda antybolszewicka.
Na poszczególnych oddziałach działały tak zwane siostry oświatowe, które organizowały pogadanki zatytułowane między innymi:
„Co to jest Ojczyzna?”,
„Ilu nas jest?”,
„O Józefie Piłsudskim, Naczelniku Państwa”,
„Kto w Polsce rządzi?”,
„Jak rządzą bolszewicy?”,
„O potrzebie wiary w zwycięstwo”.
Siostry wyszukiwały także żołnierzy, którzy nie potrafili czytać ani pisać. Nie było to proste — część ludzi wstydziła się przyznać do analfabetyzmu. Gdy jednak taki żołnierz zgodził się na naukę, otrzymywał elementarz i kilka godzin dziennie pracował z nauczycielką. Reporter widział rekonwalescentów, którzy niemal nie wypuszczali elementarzy z rąk, a wieczorem zasypiali, wkładając książkę pod głowę.
„Niech matka o mnie nie martwi”
Jeden z Górnoślązaków chciał napisać do matki, ale miał z pisaniem trudności. Dyktował więc list jednej z sióstr:
„Niech siostra napisze, żeby się matka o mnie nie martwiła, bo mi tu strasznie dobrze jest w Polsce!”
To zaledwie jedno zdanie, ale dobrze pokazuje, jak wiele różnych historii spotykało się wtedy na szpitalnych salach.
Przy Smolnej leżeli niemal sami ranni
Szpital Ujazdowski nie był jedyną placówką przyjmującą rannych po walkach. Redakcja Tygodnika odwiedziła również Szpital Czerwonego Krzyża przy ul. Smolnej. Mógł on pomieścić około 420 chorych. Naczelnym lekarzem był płk dr Grodecki. Pod jego kierownictwem pracowało dziesięciu lekarzy i 35 sanitariuszek.
„Obecnie leczą się w tym szpitalu niemal wyłącznie ranni”. – pisał dziennikarz. Chorzy na dolegliwości wewnętrzne stanowili tylko niewielką część pacjentów.




Cały szpital ewakuowano do Warszawy
Jeszcze inną historię przedstawia tekst zamieszczony w numerze 38 „Tygodnika Ilustrowanego”, poświęcony Szpitalowi W.P. „Mołodeczno”. Placówka została ewakuowana z frontu północnego i 18 lipca 1920 roku przybyła do Warszawy wraz z całym personelem lekarskim i pomocniczym oraz wyposażeniem. Umieszczono ją przy ul. Prostej 12, w gmachu Szkoły Kupców.
Historia szpitala sięgała wcześniejszego etapu wojny. Była to wcześniej placówka Rosyjskiego Czerwonego Krzyża, która po zajęciu Mołodeczna przez II Dywizję Legionów w lipcu 1919 roku pozostała na miejscu, opiekując się m.in. rannymi polskimi żołnierzami. Początkowo posiadała około 200 łóżek. Później zwiększono jej pojemność do 600.
Epidemia tyfusu plamistego zebrała jednak krwawe żniwo również wśród personelu. Według relacji zginął jeden lekarz, jedna siostra oraz 18 osób służby pomocniczej. Po ewakuacji do Warszawy szpital rozwinięto aż do 1000 łóżek.
Poniżej fotografie ze szpitala W.P. Mołodeczno:



Wojna skończyła się później niż bitwa
2 września 1920 roku „Kurjer Warszawski” opublikował reportaż pod wymownym tytułem „Ranni obrońcy stolicy”. Kilka dni i tygodni wcześniej gazety drukowały komunikaty z frontu, informacje o Radzyminie, Ossowie, Wkrze i odwrocie wojsk Michaiła Tuchaczewskiego. W pierwszych dniach września można już było mówić o wielkim polskim zwycięstwie. Na szpitalnych łóżkach jego bilans wyglądał jednak inaczej.
Dziewiętnastoletni Gont nie miał nogi. Przybysz stracił stopę. Zaorski miał przestrzelone oba uda. Inni dochodzili do siebie po trepanacjach czaszki, ranach twarzy i operacjach. Bitwa Warszawska skończyła się na mapach. Dla ludzi leżących w warszawskich szpitalach trwała znacznie dłużej.
Źródła i bibliografia
Stanisław Miłaszewski, „Ranni obrońcy stolicy”, „Kurjer Warszawski”, R. 100, nr 243, wydanie poranne, 2 września 1920 r., s. 2.
Stanisław Miłaszewski, „Szpitale wojskowe w stolicy”, „Tygodnik Ilustrowany”, R. 61, 1920, nr 36, s. 693–695.
W obrębie reportażu znajduje się również część „W szpitalu Czerwonego Krzyża”, dotycząca placówki przy ul. Smolnej w Warszawie.
„Szpital «Mołodeczno»”, „Tygodnik Ilustrowany”, R. 61, 1920, nr 38, s. 721–725.
Stanisław Ilnicki, „Prasa o szpitalach wojskowych w Warszawie w okresie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r.”, „Lekarz Wojskowy”, 2020, t. 98, nr 4, s. 272–280.
Pełny tekst:
https://lekarzwojskowy.wim.mil.pl/pdf-145659-71447?filename=71447.pdf
Romuald Rydz, „Zmagania polsko-bolszewickie w zbiorach prasowych Biblioteki Narodowej”, Blog Polona/Biblioteka Narodowa, 14 sierpnia 2020 r.
Podstawą opisów rannych, funkcjonowania Szpitala Ujazdowskiego oraz Szpitala Czerwonego Krzyża są przede wszystkim oryginalne relacje prasowe z 1920 roku.

Dodaj komentarz