Abraham Stern — zegarmistrz z Hrubieszowa, który próbował zmechanizować liczenie, mierzenie i rysowanie świata.

Abraham Stern należał do tych wynalazców, których biografia łatwo daje się sprowadzić do jednego efektownego zdania. Zegarmistrz z Hrubieszowa, samouk, konstruktor jednej z pierwszych polskich maszyn liczących. Niby prawda, ale to tylko jej część. W źródłach wyłania się postać znacznie ciekawsza: człowiek, który próbował mechanizować nie tylko liczenie, ale także pomiary, rysowanie planów, pracę tartaku czy młócenie zboża.

Już współcześni mu widzieli w nim kogoś wyjątkowego. W „Przyjacielu Ludu” z 14 stycznia 1837 roku nazwano go jednym z największych polskich mechaników. Autor biogramu podawał, że Stern urodził się w Hrubieszowie w 1769 roku w bardzo ubogiej rodzinie. Dziś rok jego urodzenia nie jest całkowicie pewny — w opracowaniach pojawia się również 1762 — ale miejsce nie budzi wątpliwości. Początki miał skromne. Rodzice oddali go na naukę do zegarmistrza i właśnie tam miały ujawnić się jego niezwykłe zdolności techniczne.

Abraham Stern

Według tej samej relacji jego prace zwróciły uwagę nie tylko miejscowego otoczenia, lecz także Stanisława Staszica. Gdy Staszic przebywał w Hrubieszowie, miał poznać młodego zegarmistrza i dostrzec w nim talent matematyczny. Późniejszy biograf pisał wręcz, że Staszic został jego dobroczyńcą i przyjacielem. Za jego radą Stern opuścił rodzinne miasto i przeniósł się do Warszawy, gdzie zaczął uzupełniać wykształcenie.

Największą sławę przyniosła Sternowi maszyna arytmetyczna. W 1813 roku przedstawił jej konstrukcję Towarzystwu Przyjaciół Nauk, a dwa lata później urządzenie było już udoskonalone. Maszyna potrafiła wykonywać podstawowe działania rachunkowe, a kolejne rozwiązania Sterna pozwalały także na operacje bardziej złożone.

W 1817 roku skonstruował urządzenie służące również do wyciągania pierwiastków. Sam Stern przyznawał, że początkowo połączenie różnych funkcji wydawało mu się niemal niewykonalne. Nie porzucił jednak pomysłu. „Przyjaciel Ludu” przytaczał jego słowa o tym, że trudności tylko zwiększały wysiłki konstruktora. W kwietniu 1817 roku miał już ukończyć połączoną maszynę arytmetyczną i pierwiastkującą. Dokładny jej opis został przedstawiony na posiedzeniu Towarzystwa Przyjaciół Nauk 30 kwietnia 1817 roku.

Sukces nie oznaczał jednak, że jego pierwszeństwo przyjmowano bez zastrzeżeń. Bardzo ciekawy ślad takiej polemiki zachował się w „Pamiętniku Warszawskim” z 1819 roku. A. Chodkiewicz wystąpił tam w obronie Sterna po tym, jak w druku pojawiły się uwagi studenta wysłanego przez Uniwersytet Wileński. Młody autor pisał o podobnych machinach oglądanych za granicą i sugerował, że konstrukcja Sterna nie musiała być oryginalna.

Chodkiewicz odpowiadał, że samo podobieństwo nie jest dowodem zapożyczenia. Żeby rozstrzygnąć kwestię pierwszeństwa, należałoby dokładnie porównać konstrukcje, ich rozwiązania techniczne oraz daty powstania. Podkreślał też, że maszyna Sterna została dokładnie rozpatrzona przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk i właśnie ona otworzyła konstruktorowi drogę do środowiska warszawskich uczonych.

„Przyjaciel Ludu” pozostawił nawet bardzo plastyczny opis tej przemiany. Po sukcesie maszyny dom Sterna miała odwiedzać niemal cała Warszawa, a sam konstruktor zaczął obracać się wśród ludzi należących do elity naukowej i towarzyskiej. Bywał na posiedzeniach Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a jednocześnie — jak zaznaczał autor biogramu — nadal pojawiał się w tradycyjnym żydowskim stroju.

Maszyna arytmetyczna była jednak tylko jednym z pól jego działalności.

W 1818 roku Stern przedstawił Towarzystwu Przyjaciół Nauk modele trzech kolejnych konstrukcji: młockarni, tartaku oraz maszyny do żęcia zboża. Młockarnia miała osiem cepów pracujących naprzemiennie. Gdy cztery uderzały w przesuwane snopy, cztery pozostałe się podnosiły. Podobny mechanizm wykorzystał w tartaku, który według relacji miał osiągać znacznie większą wydajność od zwykłego. Konstrukcja maszyny żniwnej początkowo nie była jeszcze dostatecznie prosta i wygodna, ale później miała zostać udoskonalona.

Jeszcze ciekawszy wynalazek pojawił się w 1821 roku.

W majowym numerze „Pamiętnika Warszawskiego” opisano tzw. wózek topograficzny Sterna. Sam pomysł brzmi dziś zadziwiająco nowocześnie. Urządzenie miało poruszać się po terenie i jednocześnie mierzyć przebytą drogę oraz odwzorowywać ją na planie. Autor relacji wyjaśniał, że wózek składał się z kilku współpracujących ze sobą systemów: mierzącego, rysującego i niwelacyjnego. Obracające się koła uruchamiały mechanizm pomiarowy. System rysujący, połączony z busolą, pozwalał określać kierunki i kąty, a część niwelacyjna miała uwzględniać pochyłość terenu.

W założeniu użytkownik nie musiał więc najpierw osobno mierzyć każdego odcinka, a potem ręcznie odtwarzać go na papierze. Wystarczyło objechać określony obszar, a mechanizm miał przenosić jego kształt na tablicę w odpowiedniej skali. „Przyjaciel Ludu” ujął zasadę działania jeszcze prościej: należało objechać wózkiem figurę terenu, a po zakończeniu pomiaru miała być ona już narysowana na papierze w pomniejszonej, podobnej postaci, z wymierzonymi kątami i bokami.

Nie była to tylko maszyna do mierzenia niewielkich działek. W „Pamiętniku Warszawskim” rozważano wykorzystanie jej do wykonywania planów dużych powierzchni: powiatów, prowincji, a nawet całych krajów. Autor zaznaczał, że przejazd po drogach mógłby jednocześnie dostarczać danych o długościach i kierunkach, a dzięki pomiarom z boków dróg można byłoby nanosić na mapę także miasta, wsie i inne punkty.

Była to więc próba mechanizacji pracy topografa.

Właśnie w tym miejscu biografia Sterna staje się szczególnie interesująca. Nie chodziło mu jedynie o zbudowanie efektownej maszyny. W kolejnych konstrukcjach powtarza się podobna myśl: czynność wymagającą wielu ręcznych operacji należało zamienić w proces wykonywany przez odpowiednio skonstruowany mechanizm.

Maszyna arytmetyczna miała liczyć.

Maszyna pierwiastkująca wykonywać bardziej złożone działania matematyczne.

Wózek topograficzny miał mierzyć i rysować.

Młockarnia automatyzowała pracę cepów.

Tartak zwiększał wydajność cięcia.

Nie wszystko w jego biografii dotyczyło techniki. W latach dwudziestych XIX wieku angażował się także w sprawy społeczności żydowskiej. „Przyjaciel Ludu” wspominał jego udział w komitecie zajmującym się sprawami religijnymi i szkolnymi Żydów w Królestwie Polskim. Pisał także o jego rozprawach poświęconych zagadnieniom religijnym. Autor biogramu zaznaczał, że Stern był szanowany zarówno przez współwyznawców, jak i chrześcijan.

Zmarł w 1842 roku. Po jego maszynach nie pozostała legenda tak powszechna jak po niektórych innych wynalazcach XIX wieku. Być może dlatego jego nazwisko bywa dziś wspominane głównie w krótkich notach dotyczących historii techniki.

Nie trzeba nazywać go „twórcą komputera”, by zobaczyć wagę jego pomysłów. Ciekawsze jest coś innego: już na początku XIX wieku Stern próbował odpowiedzieć na pytanie, które później będzie wracało w historii techniki wielokrotnie.

Które czynności wykonywane przez człowieka można powierzyć maszynie?

Źródła

  • „Pamiętnik Warszawski, czyli Dziennik Nauk i Umiejętności”, 1819, t. 14, maj — „O machinie Abrahama Sterna”.
  • „Pamiętnik Warszawski, czyli Dziennik Nauk i Umiejętności”, 1821, t. 20, maj — opis wózka topograficznego.
  • „Przyjaciel Ludu”, R. 3, t. 2, nr 28, 14 stycznia 1837 — „Abraham Stern”.
  • Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk, t. XII — rozprawa Sterna dotycząca maszyny arytmetycznej i pierwiastkującej, przedstawiona 30 kwietnia 1817 roku.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

lub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Moje wydanie0