Nad dwiema odnogami Złotej Lipy, pośród mokradeł i dawnych wałów, wznosił się zamek, który przez stulecia uchodził za potężną warownię Rzeczypospolitej. W pierwszej połowie XIX wieku jego świetność należała już jednak do przeszłości. Reprezentacyjne sale pustoszały, dekoracje zrywano ze ścian, a kaplice i komnaty zamieniano na wojskowe magazyny.

Opis zamku opublikowany w 1840 roku na łamach „Przyjaciela Ludu” pozwala zobaczyć Brzeżany w szczególnym momencie — gdy dawna rezydencja Sieniawskich nie była jeszcze ruiną, ale jej najcenniejsze wyposażenie właśnie znikało.
Twierdza otoczona wodą
Brzeżany leżały około dziesięciu mil od Lwowa, w ówczesnym cyrkule brzeżańskim. Miasto otaczały wały, a sam zamek wzniesiono na rozległej równinie, pomiędzy dwoma korytami Złotej Lipy.
Położenie nie było przypadkowe. Woda, podmokłe grunty i umocnienia tworzyły naturalną osłonę warowni. Do środka prowadziło tylko jedno wejście, przez most zwodzony zawieszony na łańcuchach. Mury wyposażono w strzelnice przeznaczone zarówno dla dział, jak i ręcznej broni.
Nad bramą znajdowały się herby Polski i Litwy oraz znak rodowy Sieniawskich. Autor XIX-wiecznego opisu podkreślał, że zamek kilkakrotnie odpierał ataki nieprzyjaciół. Nie była to jedynie lokalna legenda. Brzeżańska twierdza oparła się między innymi wojskom kozackim oraz turecko-tatarskim.
Rezydencja godna wielkiego rodu
Zamek nie był wyłącznie budowlą obronną. Sieniawscy przekształcili go w okazałą rezydencję, której wnętrza miały przypominać najwspanialsze siedziby magnackie Rzeczypospolitej.
Po prawej stronie bramy znajdowały się krużganki wsparte na filarach. Autor „Przyjaciela Ludu” porównywał je do galerii zamku krakowskiego. Nad nimi umieszczono herby oraz trofea przypominające o wojennych zasługach właścicieli.
To podobieństwo do Wawelu nie ograniczało się do jednego elementu. Dziedziniec, reprezentacyjne komnaty, rodowa nekropolia i bogata dekoracja sprawiały, że zamek w Brzeżanach mógł uchodzić za prawdziwy Kresowy Wawel.
Sala wiedeńska i obraz wielkiej bitwy
Na pierwszym piętrze mieściły się tak zwane pokoje wiedeńskie. Ich urządzenie wiązano z Mikołajem Hieronimem Sieniawskim, hetmanem polnym koronnym, który w 1683 roku brał udział w wyprawie Jana III Sobieskiego pod Wiedeń.
Sieniawski dowodził lewym skrzydłem wojsk polskich. Zwycięstwo nad armią osmańską miało znaleźć odzwierciedlenie w wystroju brzeżańskiej rezydencji.
W jednej z sal znajdował się monumentalny obraz przedstawiający bitwę pod Wiedniem. Postacie ukazano w niemal naturalnej, a według autora nawet kolosalnej wielkości. W głębi malowidła rozciągała się panorama pola walki.
W 1840 roku sala była już całkowicie spustoszona.
Złote pokoje i triumf Bachusa
Jeszcze bogatsze miały być pomieszczenia na drugim piętrze, nazywane pokojami złotymi. Ich wystrój porównywano z komnatami wawelskimi.
Ściany zdobiły kosztowne makaty i obicia. Umieszczono tam również rzeźbione i malowane głowy sławnych ludzi. Najbardziej niezwykłym elementem był sufit malowany na płótnie, przedstawiający triumf Bachusa.
Była to zapewne jedna z najbardziej reprezentacyjnych części zamku. Jednak pod koniec lat 30. XIX wieku pozostałości jej wyposażenia usuwano. Autor relacji zanotował, że resztę dekoracji zrzucono „w roku zeszłym”, a więc prawdopodobnie około 1839 roku.
To jedno zdanie pokazuje, że tekst z „Przyjaciela Ludu” nie jest jedynie wspomnieniem dawnej świetności. Rejestruje proces niszczenia zabytku niemal na bieżąco.
Pogrzeb hetmana i zbrojownia w baszcie
Po lewej stronie bramy stała potężna baszta, w której przechowywano dawną broń. Zbrojownia musiała być zarazem miejscem podtrzymywania pamięci o historii rodu.
Znajdowało się tam malowidło przedstawiające pogrzeb Mikołaja Sieniawskiego, zmarłego w Lublinie w 1569 roku hetmana wielkiego koronnego. Według opisu ciało hetmana wyprowadzano z miasta w obecności króla Zygmunta Augusta i najważniejszych panów Rzeczypospolitej.
Nie wiadomo, na ile obraz wiernie oddawał rzeczywisty przebieg uroczystości. Mógł być reprezentacyjną wizją, stworzoną dla podkreślenia znaczenia Sieniawskich. Sam fakt istnienia takiego malowidła pokazuje jednak, jak ważną rolę w wystroju zamku odgrywała rodowa pamięć.
Kościół i nekropolia Sieniawskich
Na zamkowym dziedzińcu znajdował się kościół Świętej Trójcy. W XIX-wiecznym opisie nazwano go świątynią poświęconą Najświętszej Pannie, co prawdopodobnie wynikało z pomylenia wezwania kościoła z jednym z ołtarzy lub kaplic.
Świątynia pełniła funkcję rodzinnej nekropolii Sieniawskich. W jej wnętrzu ustawiono marmurowe nagrobki przedstawiające rycerzy w zbrojach, wspartych na ręku. Ich forma przypominała królewskie pomniki z kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu.
Autor „Przyjaciela Ludu” twierdził nawet, że wykonali je ci sami mistrzowie, którzy pracowali w Krakowie. W rzeczywistości nagrobki brzeżańskie wiązane są z innymi artystami, między innymi z Janem Pfisterem i Henrykiem Horstem. Podobieństwo wynikało więc raczej z renesansowej formy i wysokiego poziomu wykonania.
W tekście z 1840 roku pojawia się także informacja, że starsze groby pochodziły z czasów, gdy Sieniawscy byli arianami. To określenie należy traktować ostrożnie. Część rodu rzeczywiście związała się w XVI wieku z reformacją, jednak współczesne opracowania mówią przede wszystkim o kalwinizmie, a nie o przynależności do braci polskich.
Kaplica zamieniona w magazyn
Najbardziej przejmujący fragment relacji dotyczy stanu rodowej nekropolii. Autor zapisał, że z dawnych pomników nie pozostał już żaden ślad, a kaplicę zamieniono na skład przedmiotów wojskowych.
Informacja o całkowitym zniszczeniu nagrobków była przesadzona. Część pomników istniała jeszcze w XX wieku, a ich zachowane fragmenty trafiły później do innych miejsc. Jednak w 1840 roku wnętrze musiało być już poważnie zdewastowane, skoro na obserwatorze sprawiło wrażenie zupełnie opuszczonego.
Dawna świątynia rodowa nie służyła już pamięci o zmarłych. Stała się częścią wojskowego zaplecza.
Bartoszkowie w komnatach Sieniawskich
Nad bramą znajdowały się niegdyś mieszkania dworu Sieniawskich. Później ulokowano tam bartolomitów, nazywanych w Polsce bartoszkami albo księżmi komunistami.
Było to zgromadzenie duchownych prowadzących wspólne życie i zajmujących się między innymi kształceniem duchowieństwa. Nie należy ich mylić z bernardynami, którzy mieli w Brzeżanach osobny klasztor.
Obecność bartoszków stanowiła jeden z wielu etapów przekształcania dawnej magnackiej rezydencji. Kolejne pomieszczenia traciły pierwotne funkcje, a zamek powoli zamieniał się w zespół budynków użytkowych.
Ogród obronny zamieniony na gospodarstwo
Za zamkiem rozciągały się pozostałości dawnego ogrodu i liczne zabudowania otoczone niegdyś wałami. W pierwszej połowie XIX wieku część z nich służyła już celom gospodarczym.
Przebudowy prowadzili zarówno wcześniejsi właściciele, jak i ówczesny dziedzic Brzeżan, hrabia Aleksander Potocki. W epoce austriackiej zamek tracił znaczenie militarne. Niwelowano fortyfikacje, zasypywano fosy, a wnętrza przeznaczano na koszary, magazyny i pomieszczenia gospodarcze.
Dawna twierdza nie została zniszczona w jednej chwili. Jej upadek trwał dziesięciolecia i dokonywał się poprzez kolejne, pozornie niewielkie zmiany.
Źródło:

Dodaj komentarz