Wiosną 1938 roku na łamach „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego” ukazał się korespondencyjny obraz Turku – miasta, w którym tkactwo zapewniało utrzymanie znacznej części mieszkańców, ale niekoniecznie przynosiło im dobrobyt. Cenione płótna rozchodziły się po całej Polsce, podczas gdy ich wytwórcy mieli pracować po kilkanaście godzin dziennie za wynagrodzenie ledwie wystarczające na przeżycie.

„Połowa mieszkańców 10-tysięcznego Turku żyje z chałupniczego przemysłu tkackiego” – informował korespondent gazety. W miejscowych warsztatach powstawały płótna fartuchowe, koszulowe i pościelowe. Autor przekonywał, że wyroby z Turku były znane jeszcze przed I wojną światową, również poza ziemiami polskimi.
Nie był to przypadek. Tkactwo od przeszło wieku należało do najważniejszych zajęć mieszkańców miasta. W XIX stuleciu osiedlali się tutaj rzemieślnicy przybywający między innymi z Saksonii, Czech, Austrii, zachodniej Wielkopolski i Śląska. Specjalnie dla nich wytyczono ulice, przy których powstawały charakterystyczne domy tkaczy. Ich pozostałości do dziś można oglądać przy ulicach Kaliskiej i Żeromskiego.
Płótna przynosiły zyski przede wszystkim pośrednikom
W 1938 roku znaczna część tureckich tkaczy nadal pracowała w systemie chałupniczym. Warsztat znajdował się w domu rzemieślnika, jednak o cenie surowca, wysokości zapłaty i sprzedaży gotowego wyrobu decydował najczęściej nakładca.
Nakładcy dostarczali przędzę, odbierali płótna, a następnie rozprowadzali je w innych częściach kraju. Według „Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego” kilku kupców handlujących miejscowymi wyrobami miało w ciągu zaledwie kilku lat dorobić się kamienic w Turku, Kaliszu i Łodzi.
Inaczej wyglądało życie samych producentów. Gazeta podawała, że tkacz pracujący po 14–16 godzin dziennie zarabiał tygodniowo od czterech do siedmiu złotych. Rzemieślnicy wraz z licznymi rodzinami mieli mieszkać w wilgotnych, ciasnych pomieszczeniach. Autor pisał też o szerzącej się wśród nich gruźlicy.
Relacja ma wyraźnie interwencyjny charakter. Określenia mówiące o „wilgotnych norach” i „niewoli nakładców” miały przemawiać do emocji czytelników. Sam problem nie był jednak wymyślony. Turek pozostawał niewielkim miastem, w którym wiele rodzin utrzymywało się z rzemiosła i handlu, a chałupnicy nie korzystali z ochrony przysługującej pracownikom większych zakładów przemysłowych.
Spółdzielnia miała ominąć nakładców
Sposobem na poprawę sytuacji miała być spółdzielnia „Tkacz”. Jej utworzenie w połowie lat trzydziestych stanowiło próbę uniezależnienia miejscowych rzemieślników od pośredników. Według informacji Archiwów Państwowych powstała ona w 1936 roku dzięki poparciu członków Wydziału Powiatowego w Turku oraz zaangażowaniu Związku Zawodowego Tkaczy Ręcznych. W 1938 roku miała na ukończeniu już swoją siedzibę, którą widzimy na zdjęciu.
Początkowo należało do niej kilkudziesięciu chałupników. Spółdzielnia przejmowała zadania wykonywane wcześniej przez nakładców: zdobywała surowiec, organizowała zamówienia i sprzedawała gotowe wyroby. Z czasem produkowano w niej tkaniny lniane, kilimy oraz materiały dekoracyjne. Ważną część działalności stanowiły zamówienia wojskowe.
„Express Lubelski i Wołyński” twierdził, że zrzeszeni tkacze zarabiali od 20 do 30 złotych tygodniowo, a więc nawet pięć lub sześć razy więcej niż osoby pozostające pod kontrolą nakładców. Nie sposób dziś potwierdzić, czy podane proporcje odnosiły się do wszystkich członków spółdzielni. Wiadomo jednak, że stworzenie wspólnej organizacji umożliwiało producentom przejęcie przynajmniej części dochodu, który wcześniej zatrzymywali kupcy.
Gazeta przypisywała znaczną rolę w powstaniu spółdzielni premierowi Felicjanowi Sławojowi Składkowskiemu, związanemu politycznie z ziemią kalisko-turecką. Jego poparcie ułatwiało zdobywanie zamówień i wzniesienie własnego budynku. W późniejszych opracowaniach podkreślano także udział lokalnych władz oraz samych członków Związku Zawodowego Tkaczy Ręcznych.
Remonty mieszkań i ogródki dla robotników
W materiale wskazywano również na działalność Tomasza Szymańskiego – byłego senatora, notariusza i przewodniczącego powiatowych struktur Obozu Zjednoczenia Narodowego w Turku. Był on wcześniej radnym miejskim, a w latach 1930–1935 zasiadał w Senacie.
Szymański miał współuczestniczyć w powołaniu komisji badającej warunki życia miejscowych tkaczy, szewców i robotników sezonowych. Po przeprowadzeniu oględzin nakazano właścicielom nieruchomości remont części zaniedbanych mieszkań. Rozpoczęto także organizowanie ogródków działkowych, które przedstawiano jako pierwszy etap budowy przyszłego osiedla robotniczego.
Ogródki miały nie tylko poprawiać warunki życia rodzin, ale również dostarczać im warzyw i dodatkowego zajęcia. W prasowym opisie nawet one stawały się jednak elementem szerszej „walki o wyzwolenie Turku z niewoli nakładców”.
Turek miał zostać miastem jedwabników
Najbardziej śmiałym przedsięwzięciem była próba rozwinięcia miejscowego jedwabnictwa. W Turku propagowano sadzenie morwy, której liście służyły jako pokarm dla jedwabników. Według gazety miejscowa sekcja jedwabnicza miała już dysponować 30 tysiącami krzewów.
Planowano obsadzać morwami ulice i ogrody. Hodowane przez mieszkańców jedwabniki miały dostarczać surowca przerabianego następnie przez tureckich tkaczy. Autor artykułu przepowiadał, że zapomniane dotąd miasteczko stanie się jednym z ważniejszych ośrodków polskiego rzemiosła jedwabniczego.
Była to wizja bardzo optymistyczna. Tekst nie informował, czy w Turku rozpoczęto już regularne pozyskiwanie kokonów ani czy istniały urządzenia pozwalające na przemysłowe rozwijanie i przędzenie jedwabiu. Sadzenie morwy oraz propaganda hodowli jedwabników były raczej początkiem eksperymentu niż dowodem narodzin nowej gałęzi przemysłu.
Wybuch wojny we wrześniu 1939 roku przekreślił możliwość realizacji dalekosiężnych planów. Nie oznacza to jednak, że tradycje włókiennicze Turku zanikły. Po wojnie spółdzielnia „Tkacz” wznowiła działalność, a miasto nadal było kojarzone z produkcją tkanin dekoracyjnych i przemysłem włókienniczym.
Źródła
- „Express Lubelski i Wołyński”, 1938, R. 16, nr 94 – artykuł „Turek, w kwietniu”, główne źródło tekstu:
https://polona.pl/search/?query=Express_Lubelski_i_Wo%C5%82y%C5%84ski_1938_94&filters=public:1 - Archiwa Państwowe, „Spółdzielnia Pracy »Tkacz« w Turku” – opis zespołu archiwalnego i informacje o powstaniu spółdzielni:
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/zespol/-/zespol/21442 - Urząd Miejski w Turku, „Tradycje tkackie” – zbiory i historia tureckiego tkactwa:
https://www.miastoturek.pl/index.php?Itemid=472&id=307&option=com_content&view=article - Muzeum Miasta Turku im. Józefa Mehoffera, „Domy tkaczy” – informacje o osadnictwie tkaczy i zabudowie miasta:
https://muzeum.turek.pl/domy-tkaczy/ - Region Wielkopolska, „Turek – miasto tkaczy” – rozwój miejscowego przemysłu włókienniczego w XIX wieku:
https://regionwielkopolska.pl/artykuly-dzieje-wielkopolski/turek-miasto-tkaczy/ - Kancelaria Senatu, „Tomasz Szymański” – biogram senatora i przewodniczącego Zarządu Powiatowego OZN w Turku:
https://senat.edu.pl/historia/senat-rp-w-latach-1922-1939/senatorowie-ii-rp/senator/tomasz-szymanski- - Starostwo Powiatowe w Turku, „Historia Powiatu Tureckiego” – sytuacja gospodarcza miasta w okresie międzywojennym:
https://www.powiat.turek.pl/media/att/Historia_Powiatu_Tureckiego.pdf

Dodaj komentarz