„Któż ich w naszej Ojczyźnie nie zna?”. Redemptoryści przemierzali Polskę od parafii do parafii

W czarnych zakonnych sukniach, z białymi kołnierzykami, krzyżami na piersiach i długimi różańcami u boku przybywali do miast, miasteczek i wsi. Zatrzymywali się na kilka lub kilkanaście dni, głosili kazania, wykładali katechizm, spowiadali i prowadzili rekolekcje. Nie obejmowali na stałe kolejnych parafii. Ich zadaniem było pozostawanie w drodze.

W 1932 roku „Przewodnik Katolicki” przekonywał, że redemptorystów znała niemal cała Polska. „Któż ich w naszej Ojczyźnie nie zna?” – pytał autor obszernego artykułu przygotowanego z okazji dwusetnej rocznicy powstania zgromadzenia. Według niego niewiele było w kraju ambon, z których zakonnicy ci nie głosili słowa Bożego. Na palcach można było natomiast policzyć parafie, w których nie przeprowadzili misji lub rekolekcji. „Przeorali całą Polskę” – stwierdzał obrazowo publicysta. Było w tym oczywiście wiele jubileuszowej przesady, ale również świadectwo rzeczywistego znaczenia redemptorystów w życiu religijnym II Rzeczypospolitej. W 1932 roku zgromadzenie posiadało na ziemiach polskich kilka ważnych klasztorów, prowadziło działalność wychowawczą i wydawniczą, a jego misjonarze regularnie wyruszali do kolejnych parafii.

Ich historia na ziemiach polskich była jednak znacznie starsza. Rozpoczęła się jeszcze przed ostatnim rozbiorem Rzeczypospolitej.

Głos od Noteci po Tatry

Autor „Przewodnika Katolickiego” opisywał działalność redemptorystów językiem podniosłym, charakterystycznym dla ówczesnej prasy religijnej. Głos misjonarzy miał rozbrzmiewać nad brzegami Noteci, łączyć się z szumem lasów na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, płynąć nad falami Bałtyku i odbijać się echem od granitowych szczytów Tatr.

Kazania zakonników nie miały jedynie pouczać. Powinny były poruszać słuchaczy, wywoływać żal i skruchę, umacniać wiarę, budzić nadzieję, a niekiedy także przerażać wizją sądu Bożego. Obok surowych przestróg pojawiało się jednak zapewnienie o Bożym miłosierdziu.

Misje parafialne były rozbudowanymi wydarzeniami, które obejmowały całe miejscowości. Redemptoryści głosili cykle kazań przeznaczonych dla różnych grup wiernych, wykładali podstawy wiary, przygotowywali do sakramentów i godzinami słuchali spowiedzi. Szczególne znaczenie przypisywano tak zwanej spowiedzi generalnej, obejmującej dłuższy okres życia, a niekiedy wszystkie grzechy od ostatniej dobrze odprawionej spowiedzi.

Misjonarze mieli pomagać wiernym w uporządkowaniu spraw sumienia, naprawieniu wyrządzonych krzywd i rozpoczęciu nowego życia. Po zakończeniu misji często pozostawiano w kościele krzyż misyjny, który przez następne lata przypominał mieszkańcom o złożonych postanowieniach.

Adwokat, który porzucił salę sądową

Początki zgromadzenia znajdowały się jednak daleko od Polski – w Królestwie Neapolu. Jego założycielem był Alfons Maria de Liguori, urodzony w 1696 roku w rodzinie należącej do neapolitańskiej elity. Jego ojciec był oficerem królewskiej floty i planował dla syna karierę odpowiadającą pozycji rodu. Alfons wcześnie rozpoczął studia, a jako bardzo młody człowiek uzyskał wykształcenie prawnicze. „Przewodnik Katolicki” przedstawiał go jako niemal cudowne dziecko. Miał zaledwie szesnaście lat, gdy zdobył doktorat z obojga praw – kościelnego i świeckiego. Wkrótce zasłynął jako zdolny adwokat, któremu powierzano nawet najbardziej zawiłe procesy.

Z jego odejściem od palestry wiąże się często powtarzana opowieść o przegranej sprawie pomiędzy dwoma możnymi rodami. Alfons miał przez wiele miesięcy studiować dokumenty i być pewny zwycięstwa. Podczas rozprawy okazało się jednak, że przeoczył zapis przesądzający o wyniku procesu. Wstrząśnięty porażką miał opuścić salę sądową i zawołać, że świat go zawiódł. Wkrótce porzucił adwokaturę, a następnie rozpoczął przygotowania do kapłaństwa.

Prasa katolicka nadawała temu wydarzeniu znaczenie opatrznościowe. Alfons miał przestać być obrońcą możnych rodów, aby stać się – jak pisał autor artykułu – „adwokatem grzeszników” przed Bożym trybunałem.Współcześnie historię przegranego procesu należy traktować ostrożnie, jako część utrwalonej opowieści hagiograficznej. Nie ulega jednak wątpliwości, że Alfons porzucił obiecującą karierę prawniczą, został księdzem i poświęcił się pracy wśród ludzi ubogich oraz religijnie zaniedbanych.

Wśród mieszkańców wsi i przedmieść

Jako kapłan Alfons zetknął się z mieszkańcami ubogich dzielnic Neapolu oraz wsi położonych poza miastem. Dostrzegł, że wielu z nich znało religię jedynie powierzchownie. Według przedwojennego artykułu ludzie ci dopuszczali się poważnych przewinień nie tyle ze złej woli, ile z powodu braku podstawowego nauczania. Alfons zaczął więc docierać do miejsc, które znajdowały się poza głównymi szlakami duszpasterskiej działalności. Przechodził od osady do osady, głosił kazania prostym i zrozumiałym językiem, uczył modlitwy oraz udzielał sakramentów. Z czasem przyłączyli się do niego inni kapłani. W listopadzie 1732 roku powstało Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela, znane jako redemptoryści. Łacińskie słowo Redemptor oznacza Odkupiciela.

Nowa wspólnota miała koncentrować się na głoszeniu misji i rekolekcji, zwłaszcza wśród ludności wiejskiej i ubogiej. Jej członkowie nie powinni byli zamykać się w jednym miejscu. Mieli docierać do tych, którzy z różnych przyczyn pozostawali poza regularną opieką duszpasterską. Alfonsowi zależało też na sposobie przepowiadania. Misjonarz nie miał popisywać się erudycją ani wyszukaną wymową. Powinien mówić jasno, aby rozumieli go także ludzie bez wykształcenia.

Tak narodził się model pracy, z którym redemptoryści przez następne stulecia byli kojarzeni również w Polsce. Zgromadzenie powstało w 1732 roku jako wspólnota wędrownych misjonarzy, kierujących się przede wszystkim ku mieszkańcom odległych i zaniedbanych miejscowości.

Kaznodzieja, spowiednik i pisarz

Alfons Liguori nie ograniczał się do głoszenia kazań. Pisał książki z zakresu teologii moralnej, duchowości i dogmatyki. Interesowały go zwłaszcza problemy, z którymi kapłani spotykali się w konfesjonałach. Jego poglądy rozwijały się w czasie sporów między zwolennikami bardzo surowego podejścia do grzeszników a tymi, których oskarżano o nadmierną pobłażliwość. Alfons szukał drogi pośredniej, uwzględniającej zarówno wymagania nauki Kościoła, jak i ludzką słabość.

W 1839 roku został kanonizowany, a w 1871 roku papież Pius IX ogłosił go Doktorem Kościoła. W tradycji katolickiej został również patronem spowiedników i teologów moralnych. „Przewodnik Katolicki” przedstawiał jego dorobek w sposób bardzo kategoryczny. Zapewniał czytelników, że w dziełach Alfonsa nie znaleziono żadnego błędu i można bezpiecznie kierować się zawartą w nich nauką. W jubileuszowym artykule wspominano także św. Gerarda Majellę, brata zakonnego należącego do pierwszych pokoleń redemptorystów. Autor nazywał go cudotwórcą i patronem dobrej spowiedzi, szczególnie pomocnym ludziom obawiającym się wyznania dawnych win.

Obaj święci symbolizowali dwa podstawowe wymiary redemptorystowskiej działalności: głoszenie nauki oraz prowadzenie człowieka ku pojednaniu.

Z Italii do Warszawy

Dzieje redemptorystów bardzo szybko splotły się z historią ziem polskich. W 1787 roku, jeszcze za życia Alfonsa Liguoriego i przed ostatecznym upadkiem Rzeczypospolitej, do Warszawy przybył Klemens Maria Hofbauer. Wraz z towarzyszami rozpoczął działalność przy kościele św. Benona na Nowym Mieście. Od nazwy świątyni warszawskich redemptorystów nazywano benonitami.

Nie byli oni typowym zgromadzeniem prowadzącym spokojne życie przy jednej parafii. Kościół św. Benona stał się centrum intensywnej działalności religijnej. Odprawiano w nim liczne nabożeństwa, głoszono kazania w różnych językach i organizowano uroczystą oprawę liturgii. Zakonnicy prowadzili także działalność dobroczynną i wychowawczą. Warszawa schyłku XVIII wieku była miejscem wielkich różnic społecznych. Obok pałaców i rezydencji znajdowały się dzielnice zamieszkane przez ludność ubogą. Miasto przyciągało przybyszów z różnych stron Europy, a jego sytuacja polityczna stawała się coraz bardziej niepewna.

Właśnie w takim otoczeniu Hofbauer budował wspólnotę, która miała oddziaływać nie tylko przez ambonę, ale również przez szkołę, opiekę nad sierotami i pomoc najuboższym. Pierwsza wspólnota redemptorystów w Polsce działała przy kościele św. Benona od 1787 do 1808 roku.

Likwidacja wspólnoty benonitów

Działalność redemptorystów wzbudzała zainteresowanie mieszkańców, ale także podejrzliwość władz. Po utworzeniu Księstwa Warszawskiego zakonnicy znaleźli się pod obserwacją administracji podporządkowanej Napoleonowi.

W 1808 roku wspólnota przy kościele św. Benona została zlikwidowana. Zakonników aresztowano, wywieziono z Warszawy, a następnie rozproszono. Klemens Hofbauer nie wrócił już na ziemie polskie. Osiadł w Wiedniu, gdzie pracował do śmierci w 1820 roku.

W tym miejscu artykuł z „Przewodnika Katolickiego” wymaga istotnego sprostowania. Jego autor podał, że redemptoryści zostali wygnani z Warszawy w 1815 roku. W rzeczywistości likwidacja warszawskiej wspólnoty nastąpiła w 1808 roku. Błędna była również informacja, jakoby Klemens przez 28 lat pracował w Warszawie. Od jego przyjazdu w 1787 roku do wygnania w 1808 roku minęło około 21 lat.

Kościół zamieniony w fabrykę

Po usunięciu benonitów kościół św. Benona utracił swoje dawne znaczenie religijne. W XIX wieku budynki zmieniały przeznaczenie, a w dawnej świątyni urządzono między innymi zakład przemysłowy. Na fotografii opublikowanej w „Przewodniku Katolickim” kościół i klasztor opisano jako miejsce, w którym w okresie zaborów działała fabryka wyrobów stalowych.

Dla redemptorystów była to szczególnie bolesna strata. Budynki stanowiły przecież pamiątkę po pierwszej wspólnocie zgromadzenia na ziemiach polskich oraz po działalności św. Klemensa Hofbauera. W 1932 roku zakon dążył do wykupienia dawnego kościoła i klasztoru. Jubileuszowy artykuł miał więc również charakter apelu. Przypominając świetność warszawskiej placówki, wskazywał zarazem, że miejsce związane z początkami redemptorystów nadal nie należało do zgromadzenia.

Powrót po kilkudziesięciu latach

Trwałe odrodzenie redemptorystów na ziemiach polskich nastąpiło dopiero w 1883 roku. Najważniejszą postacią tego procesu był Bernard Łubieński, pochodzący z polskiej rodziny ziemiańskiej. Wstąpił on do redemptorystów za granicą, a następnie zabiegał o sprowadzenie zgromadzenia na ziemie dawnej Rzeczypospolitej.

Pierwszy dom powstał w Mościskach koło Przemyśla, na obszarze należącym wówczas do Galicji. W okresie II Rzeczypospolitej Mościska znajdowały się w granicach Polski, natomiast obecnie leżą na Ukrainie. To właśnie od fundacji w Mościskach liczy się nieprzerwaną obecność odrodzonego zgromadzenia na ziemiach polskich. Oficjalna historia polskiej prowincji redemptorystów także wskazuje rok 1883 jako moment wznowienia ich działalności dzięki staraniom o. Bernarda Łubieńskiego.

W chwili publikacji artykułu w 1932 roku Łubieński nadal żył. Miał wówczas 85 lat i pozostawał dla polskich redemptorystów żywym łącznikiem między okresem ich powrotu a jubileuszem dwusetlecia zgromadzenia. „Przewodnik Katolicki” określał go mianem znanego misjonarza i rekolekcjonisty. Nie był to tytuł na wyrost. Łubieński przeprowadził w ciągu życia setki misji, rekolekcji i renowacji misyjnych, zyskując przydomki „apostoła Polski” oraz „niestrudzonego głosiciela słowa Bożego”.

Mościska, Tuchów, Kraków, Warszawa i Toruń

Po powrocie w 1883 roku zgromadzenie stopniowo rozbudowywało sieć swoich placówek. W 1932 roku „Przewodnik Katolicki” wymieniał domy redemptorystów w Warszawie, Krakowie, Toruniu, Mościskach i Tuchowie. Do artykułu dołączono fotografie klasztorów oraz kościołów należących do zgromadzenia. Mościska zajmowały w tej opowieści miejsce szczególne. Były pierwszym ośrodkiem odrodzonej wspólnoty oraz siedzibą nowicjatu, w którym kandydaci rozpoczynali życie zakonne. W Tuchowie redemptoryści rozwijali działalność przy sanktuarium Matki Bożej. Krakowski klasztor na Podgórzu stał się ważnym ośrodkiem działalności misyjnej i wydawniczej. Warszawa przypominała o dziele św. Klemensa, choć utracony kościół św. Benona nadal czekał na odzyskanie. Najmłodsza i najbardziej rozwojowa placówka znajdowała się natomiast w Toruniu.

Stu sześćdziesięciu przyszłych misjonarzy

W Toruniu redemptoryści wznieśli obszerny konwikt i gimnazjum. Według informacji podanych w 1932 roku szkoła cieszyła się uznaniem władz i posiadała pełne prawa państwowe.

Kształciło się w niej 160 chłopców, przygotowywanych do przyszłego życia zakonnego i pracy misyjnej.

To jedna z najciekawszych informacji zawartych w przedwojennym materiale. Pokazuje bowiem skalę planów zgromadzenia. Redemptoryści nie zamierzali ograniczać się do utrzymania kilku istniejących klasztorów. Tworzyli własne zaplecze edukacyjne, które miało zapewnić kolejne pokolenia kapłanów i misjonarzy.

Chłopcy zdobywali wykształcenie odpowiadające programowi państwowego gimnazjum, a jednocześnie poznawali życie zakonne i duchowość zgromadzenia. Tylko część z nich miała zapewne ostatecznie zostać redemptorystami, jednak sama liczba wychowanków świadczyła o dużych ambicjach toruńskiej placówki.

Nie tylko ambona

Choć redemptorystów kojarzono przede wszystkim z misjami parafialnymi, prowadzili oni także „apostolstwo pióra”.

W Krakowie wydawali miesięcznik „Chorągiew Marji”, poświęcony szerzeniu kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Tłumaczyli dzieła św. Alfonsa Liguoriego, przygotowywali publikacje ascetyczne i opracowania naukowe. Kult Matki Bożej Nieustającej Pomocy był szczególnie mocno związany ze zgromadzeniem. W XIX wieku papież Pius IX powierzył redemptorystom opiekę nad ikoną znajdującą się w Rzymie i polecił im szerzenie jej czci. W następnych dziesięcioleciach kopie wizerunku trafiały do kościołów na całym świecie. Dzięki prasie, broszurom i książkom redemptoryści mogli docierać również do tych osób, które nie uczestniczyły bezpośrednio w prowadzonych przez nich misjach. Ich działalność nie kończyła się zatem po zejściu z ambony. Słowo wygłoszone w kościele było uzupełniane słowem drukowanym.

Sześć tysięcy redemptorystów na świecie

Jubileuszowy artykuł przedstawiał także rozmiary całego zgromadzenia.

Według statystyk z 1930 roku redemptoryści dzielili się na 21 prowincji, posiadali 348 domów w różnych częściach świata i liczyli blisko 6000 członków.

Dla autora były to dowody szczególnego błogosławieństwa. Niewielka wspólnota powstała dwa stulecia wcześniej w okolicach Neapolu przekształciła się w międzynarodowe zgromadzenie obecne na kilku kontynentach.

W Polsce zakon nie należał do najliczniejszych, ale jego znaczenie nie wynikało wyłącznie z liczby klasztorów. Redemptoryści działali w ruchu. Jeden dom mógł być bazą dla misjonarzy docierających każdego roku do dziesiątek odległych parafii.

Dlatego ich wpływ był znacznie większy, niż wynikałoby to z samej liczby placówek.

„Jest ich jednak stosunkowo za mało”

Artykuł z 1932 roku kończył się nie tyle podsumowaniem jubileuszu, ile wezwaniem do modlitwy o nowe powołania.

Choć autor wcześniej opisywał redemptorystów jako zakon znany niemal w całej Polsce, pod koniec przyznawał, że było ich „stosunkowo za mało”. Potrzeby parafii miały być większe niż możliwości zgromadzenia.

W tym zakończeniu ujawniał się właściwy cel publikacji. Tekst miał przypomnieć historię redemptorystów, podkreślić znaczenie ich misji, zachęcić do wsparcia starań o odzyskanie kościoła św. Benona, a przede wszystkim zainteresować młodych ludzi życiem zakonnym.

Dwusetna rocznica nie była więc jedynie okazją do wspominania przeszłości. Miała stać się początkiem dalszego rozwoju.

Od pierwszego przybycia minęło 239 lat

Od przybycia Klemensa Hofbauera do Warszawy w 1787 roku do 2026 roku upłynęło 239 lat. Nie oznacza to jednak, że redemptoryści byli przez cały ten czas obecni na ziemiach polskich bez przerwy.

Pierwsza warszawska wspólnota działała do 1808 roku. Trwały powrót nastąpił w 1883 roku, a więc 143 lata temu.

Obie daty są ważne. Rok 1787 wyznacza początek polskiej historii redemptorystów. Rok 1883 rozpoczyna natomiast okres ich nieprzerwanej, odrodzonej działalności.

W 1932 roku „Przewodnik Katolicki” widział w nich zakon przemierzający całą Rzeczpospolitą – od Noteci i Bałtyku po wschodnie województwa i Tatry. Jego autor nie pisał chłodnej historii instytucji. Kreślił obraz misjonarzy, których przyjazd stawał się wydarzeniem dla całej parafii.

Można dyskutować z jubileuszową przesadą i korygować pomylone daty. Trudno jednak przeoczyć świadectwo zawarte w artykule: w Polsce międzywojennej redemptoryści należeli do najbardziej rozpoznawalnych zakonników prowadzących misje i rekolekcje.

Nie czekali, aż wierni przyjdą do nich. Sami ruszali w drogę.


Źródło główne: „Jubileusz OO. Redemptorystów (1732–1932)”, „Przewodnik Katolicki”, 1932, nr 45.

Źródła uzupełniające:

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

lub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Moje wydanie0