Dzwon zdobyty podczas wyprawy na Moskwę. W 1932 roku zawisł na wieży katedry gnieźnieńskiej

Rankiem 15 października 1932 roku mieszkańcy Gniezna zgromadzili się w pobliżu katedry, aby obserwować niezwykłe przedsięwzięcie. Na północną wieżę bazyliki miał zostać podniesiony potężny dzwon św. Wojciecha, który od przeszło trzech stuleci pozostawał w stojącej obok świątyni dzwonnicy.

O godzinie szóstej biskup Antoni Laubitz odprawił mszę przed konfesją św. Wojciecha, prosząc o błogosławieństwo dla rozpoczynających się prac. Godzinę później dzwon powoli oderwał się od ziemi.

Operacja trwała około półtorej godziny. Ośmiu robotników obsługujących dźwig wciągało spiżowy kolos na wysokość około 35 metrów. Zgromadzeni u stóp katedry mieszkańcy śledzili jego drogę i modlili się o pomyślny przebieg przedsięwzięcia. W końcu dzwon zniknął w dużym oknie północnej wieży. Tam opuszczono go na żelbetowy strop przygotowany u podstawy żelaznej konstrukcji, na której miał zawisnąć.

Za techniczną stronę prac odpowiadał poznański inżynier Łucjan Ballenstaedt. Pomagali mu miejscowi pracownicy kierowani przez Wincentego Groblewskiego. Pierwszy głos dzwonu z nowego miejsca usłyszano tydzień później, 22 października, podczas uroczystości Przeniesienia Relikwii św. Wojciecha.

Wydarzenie szczegółowo opisał ks. Leon Formanowicz na łamach „Przewodnika Katolickiego”. Nie była to dla niego jedynie skomplikowana operacja techniczna. Przeniesienie dzwonu przedstawiał jako ważny moment w dziejach katedry i zwieńczenie wieloletniej pracy nad przywracaniem jej dawnego znaczenia.

Biskup, który przywracał katedrze dawną świetność

Głównym inicjatorem przeniesienia dzwonu był biskup Antoni Laubitz. Autor przedwojennego artykułu nazywał go człowiekiem „opatrznościowym” dla gnieźnieńskiej bazyliki. Pisał, że biskup z wielkim zaangażowaniem naprawiał to, co przez wieki zaniedbano, i przywracał świątyni monumentalny wygląd.

Był to ton wyraźnie pochwalny, właściwy ówczesnej prasie kościelnej. Pokazuje jednak, że zawieszenie Wielkiego Wojciecha na wieży nie było przedsięwzięciem odosobnionym. Stanowiło część szerszego programu prac prowadzonych przy najważniejszej świątyni Gniezna.

Sam dzwon miał bowiem znaczenie wykraczające daleko poza swoją funkcję użytkową. Jego historia łączyła dzieje katedry z wojnami Rzeczypospolitej, wielkim pożarem miasta, odbudową Wzgórza Lecha, gdańskim ludwisarstwem oraz dawnymi zwyczajami religijnymi.

Dar królewicza Władysława

Początki tej historii sięgają wyprawy królewicza Władysława Wazy na państwo moskiewskie. Kampania rozpoczęła się w 1617 roku, gdy syn Zygmunta III Wazy próbował wyegzekwować swoje pretensje do carskiego tronu. Walki zakończyły się zawarciem rozejmu w Dywilinie pod koniec 1618 roku.

Wśród zdobyczy przywiezionych ze wschodu znalazł się wielki dzwon. Królewicz nie przeznaczył go jednak dla własnej rezydencji. Miał zdecydować, że instrument trafi do Gniezna jako dar dla św. Wojciecha i katedry stojącej przy grobie patrona Polski.

O zamiarach Władysława poinformował kapitułę gnieźnieńską jej proboszcz Andrzej Szołdrski, jeden z długoletnich towarzyszy królewicza. Podczas posiedzenia 2 maja 1619 roku miał zapowiedzieć, że dzwon stanie się trwałym świadectwem wyprawy wojennej i trudów poniesionych przez Władysława.

Szołdrski zobowiązał się również do zorganizowania i opłacenia transportu. Nie było to zadanie łatwe. Ciężki instrument znajdował się daleko od Gniezna, a jego podróż wymagała wykorzystania kilku dróg wodnych, statku morskiego i przewozu lądowego.

Niemnem, Bałtykiem, Wisłą i Brdą

Dzwon spławiono Niemnem do Tylży. Tam został przeładowany na statek kupiecki, który przewiózł go do Gdańska. Z portowego miasta zabrała go szkuta płynąca w górę Wisły, a następnie Brdy do Bydgoszczy.

Ostatni odcinek drogi pokonał na podwodzie. W 1621 roku dotarł na gnieźnieńską Górę Zamkową, nazywaną dziś Wzgórzem Lecha.

Była to jak na początek XVII wieku operacja imponująca. Wielki dzwon przemierzył rzeki, morze i drogi lądowe, zanim znalazł się w pobliżu grobu św. Wojciecha. Nie wiadomo jednak, z jakiego dokładnie miasta ani z której świątyni pochodził. Źródło z 1932 roku określa go ogólnie jako zdobycz moskiewską.

Dlatego nie należy przypisywać mu konkretnej cerkwi lub miejscowości. Można jedynie stwierdzić, że został przywieziony z wyprawy królewicza Władysława na państwo moskiewskie.

Miasto zniszczone przez ogień

Kiedy dzwon dotarł do Gniezna, miasto nadal podnosiło się z katastrofy, która wydarzyła się osiem lat wcześniej.

27 kwietnia 1613 roku w śródmieściu wybuchł pożar. Przyczyny nie ustalono. Ogień, podsycany przez wiatr, rozprzestrzeniał się z ogromną szybkością. Mieszkańcy uciekali poza mury, zabierając jedynie te części dobytku, które zdołali wyrwać płomieniom.

Według relacji przytoczonej przez ks. Formanowicza spłonął ratusz oraz wiele miejscowych świątyń. Ogień zniszczył kościoły Świętej Trójcy, franciszkanów, Świętego Ducha, św. Anny, św. Piotra i Pawła, św. Jerzego oraz św. Stanisława.

Płonęły również szpitale św. Anny, św. Marty i Świętego Ducha. Zniszczone zostały pałac arcybiskupi, szkoła katedralna, kurie kanonickie oraz mieszkania duchownych.

Katastrofa nie oszczędziła katedry. Pożar strawił jej dach, obie wieże, zegar i wszystkie dzwony. Góra Zamkowa przedstawiała po przejściu ognia obraz zniszczenia.

Dzwony odlane z pogorzeliska

Odbudowa katedry i miasta trwała przez wiele lat. Już w 1616 roku obok świątyni wzniesiono jednak osobną dzwonnicę z zegarem. Umieszczono w niej cztery dzwony wykonane przez ludwisarza Jana z Pułtuska.

Do ich odlania wykorzystano kruszec instrumentów stopionych podczas pożaru. W ten sposób metal zniszczonych dzwonów ponownie otrzymał głos.

Gdy w 1621 roku do Gniezna przybył dar królewicza Władysława, znalazł miejsce właśnie w tej dzwonnicy. Dołączył do czterech miejscowych dzwonów i przez kilkanaście lat służył razem z nimi.

Odbudowa katedralnych wież postępowała powoli. Północną ukończono w 1638 roku. Budowa wieży południowej, wyposażonej w zegar, zakończyła się dopiero za rządów prymasa Macieja Łubieńskiego w połowie XVII wieku.

W 1638 roku cztery dzwony Jana z Pułtuska przeniesiono do wieży. Wielki dzwon przywieziony ze wschodu pozostał jednak w oddzielnej dzwonnicy. Miał spędzić poza katedrą jeszcze niemal trzy stulecia.

Odbudowa pochłaniała kościelne kosztowności

Przedłużająca się odbudowa wynikała nie tylko z rozmiarów zniszczeń. Brakowało również pieniędzy.

Przedwojenna relacja wspomina o pomocy udzielanej przez prymasów Wojciecha Baranowskiego i Wawrzyńca Gębickiego, a także przez prałatów i kanoników. Mimo tych ofiar trzeba było zastawiać lub sprzedawać klejnoty kościelne oraz złote i srebrne naczynia.

W skarbcu pozostawiano przede wszystkim przedmioty niezbędne do sprawowania nabożeństw. Jednocześnie Rzeczpospolita prowadziła wojny ze Szwecją i Imperium Osmańskim. Państwo również potrzebowało środków, dlatego odbudowa katedry musiała postępować etapami.

Wielki Wojciech znalazł się więc w osobnej dzwonnicy nie z powodu braku znaczenia, lecz w czasach, gdy pierwszym zadaniem było przywrócenie świątyni podstawowych funkcji.

Dwa pęknięcia i trzy postacie dzwonu

Dzwon, który w 1932 roku wciągano na wieżę, nie zachował pierwotnego kształtu z czasów wyprawy moskiewskiej. Pierwszy instrument pękł w 1670 roku i zamilkł. W 1687 roku sufragan gnieźnieński Wojciech Stawowski miał przeznaczyć z własnych środków 20 tysięcy złotych na jego przelanie. Pracę powierzono gdańskiemu ludwisarzowi Absalonowi Wiberkowi.

Nowy dzwon otrzymał imiona Michała i Wojciecha. Późniejsze opracowania wskazują, że chociaż starania rozpoczęto w 1687 roku, sam odlew mógł zostać ukończony dopiero kilka lat później. Także ten dzwon nie służył jednak długo bez przeszkód. W 1719 roku jego spiżowa powłoka ponownie pękła.

Instrument odzyskał głos w 1726 roku. Przedsięwzięcie wsparli prymasi Stanisław Szembek i Teodor Potocki, a nowy dzwon wykonał gdański ludwisarz Michał Wittwerck. Od tej chwili nosił już imię św. Wojciecha. To właśnie dzwon odlany przez Wittwercka zachował się do naszych czasów. Wielki Wojciech jest zatem spadkobiercą tradycji wojennej zdobyczy, ale nie instrumentem pozostającym od początku XVII wieku w niezmienionej postaci.

Możliwe, że przy kolejnych przetopieniach wykorzystywano kruszec wcześniejszych dzwonów. Pewne jest natomiast, że zachowano ich przeznaczenie, pamięć o darze królewicza i związek ze św. Wojciechem.

Przez niemal dwieście lat w murowanej dzwonnicy

Stara dzwonnica, w której Wielki Wojciech pozostawał po przeniesieniu mniejszych instrumentów na wieżę, z czasem zaczęła grozić zawaleniem. Konstrukcja była zużyta, skruszona i chwiejna.

W 1739 roku dzwon przeniesiono do nowej, murowanej dzwonnicy stojącej między bazyliką a kościołem św. Jerzego. Pozostawał tam aż do 15 października 1932 roku.

Oznacza to, że przez prawie dwieście lat jego głos dochodził nie z wieży katedralnej, lecz z osobnego budynku. Dopiero przedsięwzięcie zorganizowane przez biskupa Laubitza zakończyło ten etap jego dziejów.

Ponad sześć ton spiżu

Wielki Wojciech jest największym dzwonem Gniezna. Ma około 214 centymetrów wysokości i 208 centymetrów średnicy u podstawy. Wydaje ton As.

Autor tekstu z 1932 roku określił jego ciężar na 140 centnarów, a wagę żelaznego serca na cztery centnary. Dawne miary sprawiały później trudności interpretacyjne. Dokładniejsze pomiary przeprowadzone w XX wieku wykazały, że dzwon waży wraz z sercem około 6290 kilogramów.

Nie jest to zatem instrument czternastotonowy, jak mogłoby wynikać z mechanicznego przeliczenia przedwojennego centnara na sto kilogramów. Jego rzeczywista masa wynosi około 6,3 tony.

Źródło: „Przewodnik katolicki”
muzeawielkopolski.pl

Co zapisano na dzwonie?

Spiżowy płaszcz Wielkiego Wojciecha jest nie tylko dekoracją, ale także zapisem jego historii.

W górnej części biegnie łacińska inskrypcja wzywająca Chrystusa, aby przez zasługi i wstawiennictwo św. Wojciecha wysłuchał wiernych i przyszedł im z pomocą. W tym samym napisie utrwalono nazwisko Michała Wittwercka, jego gdańskie pochodzenie, rok 1726 oraz Gniezno jako miejsce wykonania odlewu.

Na dolnym brzegu umieszczono tekst upamiętniający osoby związane z kolejnymi przelaniami. Dzwon prosi o wieczny odpoczynek dla Wojciecha Stawowskiego i Stanisława Szembeka, a także zapowiada, że będzie głosił pamięć o Teodorze Potockim, który przywrócił mu „kształt i życie”.

Inskrypcja przemawia głosem samego dzwonu. Instrument zostaje w niej przedstawiony jak świadek własnych dziejów, pamiętający fundatorów i dobroczyńców.

Święty Wojciech z wiosłem

Na płaszczu znajduje się wizerunek patrona dzwonu. Święty Wojciech został przedstawiony z krzyżem i wiosłem, nawiązującym do rodzaju broni, którą według tradycji zadano mu jeden ze śmiertelnych ciosów.

Pod postacią umieszczono napis oznaczający: „Głosu mego słuchać będą”. Po przeciwnej stronie znalazły się herby związanych z dzwonem fundatorów.

Widoczne są także krótkie łacińskie wezwania, tłumaczone w artykule z 1932 roku jako:

„Wzywamy do ołtarzy”,

„Głos przyjemny wydaje”,

„Uciekajcie, powietrzne nawałności”.

Ostatnia formuła nawiązuje do dawnego przekonania, że głos poświęconego dzwonu może odpędzać burze, grad i inne zagrożenia nadciągające z powietrza.

Na powierzchni Wielkiego Wojciecha znajdują się również odciski monet pochodzących z XVII i XVIII wieku. Wspomina o nich późniejsze opracowanie „Przewodnika Katolickiego”.

Dziewięć uderzeń za poległych pod Cecorą

Wielki Wojciech nie odzywał się codziennie. Jego głos był przeznaczony dla szczególnych uroczystości, chwil radości, żałoby i wspólnej modlitwy.

Jedna z najbardziej niezwykłych tradycji wiązała się z klęską wojsk Rzeczypospolitej pod Cecorą w 1620 roku. W walkach poległ sędziwy hetman i kanclerz wielki koronny Stanisław Żółkiewski oraz wielu żołnierzy.

W następnym roku arcybiskup gnieźnieński Wawrzyniec Gębicki miał podczas synodu prowincjonalnego w Piotrkowie zarządzić codzienne modlitwy za poległych. Do ich odmawiania miał wzywać największy dzwon kościelny.

Wieczorem, gdy milkły ostatnie dźwięki „Anioła Pańskiego”, Wielki Wojciech uderzał dziewięć razy. Gnieźnianie słyszący ten sygnał mieli modlić się za tych, którzy nie wrócili spod Cecory.

Według późniejszego opracowania zwyczaj przetrwał przez stulecia i został przerwany dopiero podczas II wojny światowej.

Pięć uderzeń w każdy piątek

Dzwon miał również osobne zadanie w piątki.

W chórze kapłańskim wykonywano wówczas fragment nabożeństwa pasyjnego przypominający o ukrzyżowaniu Chrystusa. W odpowiedniej chwili Wielki Wojciech uderzał pięciokrotnie.

Potężny głos dochodzący z dzwonnicy wzywał mieszkańców do rozpamiętywania Męki Pańskiej. Dźwięk dzwonu porządkował więc nie tylko dzień świąteczny, ale również tygodniowy rytm modlitwy.

Przedwojenne źródło przytacza historyczne sformułowanie pieśni pasyjnej obciążające zbiorowo Żydów odpowiedzialnością za ukrzyżowanie Chrystusa. Jest to świadectwo dawnego języka religijnego, którego nie należy powtarzać bez krytycznego komentarza.

Witał pielgrzymów i żegnał zmarłych

Wielki Wojciech rozbrzmiewał podczas najważniejszych chwil w życiu katedry, Kościoła i państwa.

Witał pielgrzymów przybywających z różnych stron do grobu św. Wojciecha. Ogłaszał uroczystości kościelne i doniosłe wydarzenia narodowe. Bił po śmierci dostojników duchownych oraz zasłużonych obywateli.

Autor przedwojennego artykułu przedstawiał go niemal jak żywą istotę, wsłuchaną z wysokości swojego tronu w rytm życia Kościoła i ojczyzny. Dzwon miał znać ich radości i smutki oraz przekazywać je swoim głosem mieszkańcom Gniezna.

Ta funkcja nie zanikła. Współcześnie Wielki Wojciech nadal towarzyszy najważniejszym uroczystościom. W 2024 roku jego bicie oznajmiło wyjście z katedry procesji z relikwiami św. Wojciecha.

W sierpniu 2025 roku dzwon obwieścił gnieźnianom śmierć arcybiskupa Józefa Kowalczyka, a następnie żegnał go w drodze do katedry i podczas złożenia trumny w podziemiach świątyni.

„Niech narodowi wydzwania wielkie chwile”

Wiadomość o pomyślnym zawieszeniu dzwonu na wieży w 1932 roku dotarła do prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda.

W telegramie przesłanym biskupowi Laubitzowi napisał:

„Witam Wojciecha na wieży prymasowskiej Bazyliki — niech narodowi wydzwania triumfy Boże i wielkie chwile”.

Słowa te dobrze oddawały znaczenie, jakie przypisywano dzwonowi. Nie był jedynie cennym zabytkiem ludwisarstwa. Traktowano go jako głos pierwszej polskiej metropolii, świadka dziejów i symbol ciągłości między dawną Rzecząpospolitą a odrodzonym po zaborach państwem.

Fotografie z 1932 roku potwierdzają, że operacja zawieszania Wielkiego Wojciecha została dokładnie udokumentowana. Zachowały się zdjęcia dzwonu stojącego przed katedrą, samego podnoszenia oraz instrumentu umieszczonego już na północnej wieży.

Pożar katedry i upadek dzwonu

Przeniesienie na wieżę nie zakończyło burzliwych dziejów Wielkiego Wojciecha. W 1945 roku katedra gnieźnieńska została objęta pożarem. Dzwon spadł ze swojego zawieszenia. Klosz zatrzymał się na konstrukcji wieży, natomiast ciężkie serce przebiło strop i runęło do znajdującego się niżej pomieszczenia. Mimo upadku instrument nie został rozbity ani przetopiony. Po wojnie ponownie umieszczono go na wieży, lecz problemy z zawieszeniem i sercem powracały.

W latach 70. XX wieku zdecydowano o zdjęciu dzwonu. W 1974 roku przeprowadzono jego badania i dokładne ważenie. Rok później Wielki Wojciech został zawieszony w wolnostojącej dzwonnicy przy katedrze. W ten sposób po przeszło czterdziestu latach powrócił do budynku stojącego obok świątyni. Nie była to jednak ta sama murowana dzwonnica, z której podnoszono go w 1932 roku.

Wielki Wojciech nadal przemawia

Dzwon św. Wojciecha zachował się do naszych czasów i pozostaje czynnym instrumentem. Nadal rozbrzmiewa podczas odpustu patrona Polski, procesji z relikwiami, pogrzebów dostojników oraz innych szczególnych wydarzeń Po ponad czterystu latach od przybycia pierwszego dzwonu do Gniezna jego następca wciąż pełni zadanie, które przypisywano mu w XVII wieku: wzywa do modlitwy, ogłasza ważne chwile i przypomina o przeszłości.

Historia Wielkiego Wojciecha nie jest więc prostą opowieścią o zabytku zdobytym podczas wojny. Pierwotny instrument dwukrotnie pękał, był przetapiany i zmieniał miejsce zawieszenia. Obecny dzwon pochodzi z 1726 roku, lecz zachował pamięć o wyprawie królewicza Władysława, o pożarze Gniezna, o fundatorach i ludwisarzach, którzy przywracali mu głos.

W październiku 1932 roku mieszkańcy Gniezna patrzyli, jak powoli unosi się ku północnej wieży katedry. Dziś Wielki Wojciech ponownie znajduje się w dzwonnicy obok świątyni. Jego głos nadal jednak niesie się ponad Wzgórzem Lecha.

Źródła:

Podstawowym źródłem artykułu jest tekst ks. Leona Formanowicza „Dzwon św. Wojciecha w Gnieźnie”, opublikowany w „Przewodniku Katolickim”, 1932 nr 45

„Przewodnik Katolicki”, „Historia zapisana w spiżu”:
https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2004/Przewodnik-Katolicki-32-2004/Archidiecezja-Gnieznienska/Historia-zapisana-w-spizu

Archidiecezja Gnieźnieńska, uroczystości odpustowe ku czci św. Wojciecha:
https://archidiecezja.pl/i-nieszpory-o-sw-wojciechu-i-zakonczenie-procesji-transmisja/

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

lub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Moje wydanie0