W kwietniu 1923 roku do niewielkiego Duba w ówczesnym powiecie tomaszowskim zaczęły zjeżdżać furmanki z sąsiednich Kotlic. Mieszkańcy nie przybyli jednak na nabożeństwo ani odpust. Zamierzali rozebrać stojącą we wsi dawną świątynię unicką, przewieźć jej elementy do Kotlic i odbudować tam kościół katolicki.
Według późniejszego wniosku poselskiego przy budynku zgromadziło się około dwóch tysięcy osób. Zdjęto dach, podłogi i drzwi. Część materiału wywieziono. Następnego dnia do akcji wkroczyła policja konna i piesza.
Kilka tygodni później sprawa dotarła do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.
Nie chodziło o zachowany kościół z XVIII wieku
Na początku trzeba wyjaśnić jedno ważne nieporozumienie. Opisywana historia nie dotyczy zachowanego do dziś drewnianego kościoła parafialnego pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Marii Magdaleny. Obecna świątynia rzymskokatolicka została wzniesiona w latach 1777–1779 i należy do najstarszych drewnianych kościołów katolickich zachowanych na Lubelszczyźnie.
W Dubie istniał jednak również drugi ośrodek religijny, związany z ludnością obrządku wschodniego. Miejscowa parafia unicka pw. św. Mikołaja miała znacznie starsze korzenie. Badania Janusza Adama Frykowskiego wskazują, że cerkiew obrządku wschodniego mogła funkcjonować w Dubie już w pierwszej połowie XV wieku. Przez kolejne stulecia wieś zamieszkiwali obok siebie wierni obrządku łacińskiego i wschodniego.
To właśnie późniejszej świątyni unickiej, następnie prawosławnej, dotyczył konflikt z 1923 roku.
Kościół wzniesiony za pieniądze miejscowych wiernych
Najważniejszym źródłem do odtworzenia wydarzeń jest druk sejmowy nr 587, datowany na 1 czerwca 1923 roku. Był to wniosek posłów Klubu Chrześcijańsko-Narodowego dotyczący zwrotu katolikom dwóch obiektów sakralnych: kościółka w Ochowie koło Pińska oraz świątyni w Dubie, położonym wówczas w gminie Kotlice.
Autorzy dokumentu przedstawili również wcześniejsze dzieje dubskiej budowli. Według ich relacji w 1859 roku za pieniądze miejscowych unitów i katolików wzniesiono „unicko-katolicki kościół”. Rok później mieli go poświęcić wspólnie duchowni obrządku unickiego i rzymskokatolickiego.
Informację tę należy przyjmować z pewną ostrożnością. Wniosek był dokumentem politycznym przygotowanym w celu uzasadnienia przekazania budynku katolikom. Nie podano w nim wezwania świątyni, nazwisk duchownych uczestniczących w uroczystości ani źródła wiadomości o jej wspólnym poświęceniu.
Jednocześnie przekaz pokazuje, jak mieszkańcy i wspierający ich posłowie rozumieli pochodzenie budowli. W ich przekonaniu nie była to cerkiew wzniesiona przez rosyjskie władze, lecz kościół zbudowany przez lokalną wspólnotę katolicką obu obrządków.
Likwidacja unii i przejęcie świątyni
Sytuacja zmieniła się w 1875 roku, kiedy władze rosyjskie zlikwidowały unicką diecezję chełmską i podporządkowały jej parafie Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu. Kościoły unickie zaczęto przekształcać w cerkwie prawosławne, a wiernych uznawano urzędowo za prawosławnych.
Autorzy wniosku napisali, że car Aleksander II „zamienił” dubską świątynię w cerkiew. Używali przy tym ostrego, typowego dla ówczesnej polemiki wyznaniowej języka, nazywając ją „schizmatycką”.
W rzeczywistości nie była to pojedyncza decyzja odnosząca się wyłącznie do Duba, lecz część szerszej polityki rosyjskiej wobec unitów na Chełmszczyźnie i południowo-wschodnich ziemiach Królestwa Polskiego.
Według posłów mieszkańcy mieli bojkotować przejętą świątynię i nie poddawać się rusyfikacji. We wniosku zapisano, że pomimo prześladowań nie pozwolili się „zmoskwiczyć”. Sformułowanie to pokazuje, iż spór o budynek był przedstawiany nie tylko jako konflikt własnościowy, lecz także jako część walki o zachowanie religijnej i narodowej tożsamości.
Ilu prawosławnych mieszkało w Dubie?
Dokument zawiera również dane liczbowe, choć ich interpretacja nie jest łatwa.
Autorzy powołali się na wykaz prawosławnego duchownego z 1878 roku, w którym miało znajdować się 270 osób. Następnie wspomnieli o 325 mieszkańcach Duba, którzy po wydaniu ukazu tolerancyjnego w 1905 roku mieli przejść do Kościoła katolickiego.
W chwili sporządzenia wniosku w Dubie miały pozostawać jedynie 132 osoby określane jako „schizmatycy”, czyli prawosławni. Pozostałą ludność posłowie przedstawiali jako katolicką i polską.
Nie wiadomo jednak, czy wszystkie przytoczone liczby dotyczą wyłącznie Duba, czy częściowo także Kotlic. Dokument nie wyjaśnia również, czy wymienieni mieszkańcy byli praktykującymi prawosławnymi, czy dawnymi unitami wpisanymi do prawosławnych rejestrów przez rosyjską administrację.
Same liczby służyły przede wszystkim udowodnieniu, że prawosławna społeczność była niewielka, natomiast katolicy stanowili zdecydowaną większość zainteresowaną przejęciem budynku.
Pop wyjechał razem z armią rosyjską
Kolejny przełom nastąpił w 1915 roku. Podczas odwrotu rosyjskiej armii z Królestwa Polskiego z Duba wyjechał również miejscowy prawosławny duchowny.
Jak zapisano we wniosku, cerkiew pozostała otwarta. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w 1919 roku, władze zamknęły budynek, a klucze przekazały policji. Podobnie postępowano z innymi świątyniami, których status własnościowy i wyznaniowy pozostawał nierozstrzygnięty.
Przez kilka następnych lat świątynia nie została ani oddana katolikom, ani ponownie udostępniona prawosławnym. Dla mieszkańców Kotlic oznaczało to szczególnie dotkliwą sytuację. We wsi nie było kościoła katolickiego, a do najbliższej świątyni należało pokonać kilka kilometrów.
Właśnie dlatego pojawił się pomysł, aby opuszczony budynek z Duba rozebrać i przenieść do Kotlic.
Pogłoska, która wywołała konflikt
Bezpośrednim impulsem do działania miała być wiadomość rozpowszechniona podczas Wielkanocy 1923 roku.
Według wniosku „rozeszła się wieść”, że polskie władze zamierzają oddać świątynię rosyjskiemu duchownemu prawosławnemu. Już 10 kwietnia miał on przybyć do Duba i ponownie poświęcić cerkiew.
Nie wiadomo, czy taka decyzja rzeczywiście zapadła. Dokument nie wskazuje jej źródła ani nie przytacza żadnego urzędowego pisma. Możliwe, że była to niepotwierdzona pogłoska, która w napiętej atmosferze została odebrana jako realna zapowiedź zwrotu budynku prawosławnym.
Dla miejscowych katolików oznaczałoby to przekreślenie wieloletnich starań o odzyskanie świątyni.
Mieszkańcy Duba i Kotlic postanowili więc działać samodzielnie.
Dwa tysiące ludzi pod świątynią
Dnia 9 kwietnia 1923 roku pod dawną cerkwią miało zebrać się około dwóch tysięcy katolików.
Liczba ta pochodzi wyłącznie z wniosku poselskiego i nie została poparta innym dokumentem. Nawet jeżeli była zawyżona, zgromadzenie musiało być znaczne. W niewielkiej miejscowości pojawiła się grupa zdolna rozpocząć rozbiórkę drewnianej budowli i przygotować jej przewiezienie do sąsiedniej wsi.
Plan był jasno określony. Świątynię zamierzano:
- rozebrać w Dubie,
- przewieźć do Kotlic,
- ponownie złożyć,
- poświęcić jako kościół katolicki,
- urządzać w nim nabożeństwa dla miejscowej ludności.
Do wieczora uczestnicy zdołali zdjąć dach, podłogi i drzwi. Nie rozebrali więc całego budynku, ale prace posunęły się na tyle daleko, że część materiału wywieziono już do Kotlic.
Sto fur ruszyło do Duba
Jeszcze tej samej nocy starosta tomaszowski sprowadził do miejscowości komisarza policji, policję konną oraz oddział pieszy. Nazajutrz, 10 kwietnia, z Kotlic miało przyjechać do Duba około stu fur, którymi zamierzano zabrać pozostałe elementy budynku.
Jak twierdzili posłowie, na wezwanie funkcjonariuszy ludzie spokojnie zawrócili do Kotlic. Mimo to policjanci mieli użyć wobec nich siły. We wniosku zarzucono funkcjonariuszom bicie mieszkańców, ściganie uciekających na koniach oraz oddanie trzech strzałów. Autorzy pisali szczególnie ostro o zachowaniu policji na terenie rzymskokatolickiego probostwa. Według ich relacji funkcjonariusze wpadli na podwórze, bili obecnych i gonili ich „jak za dzikiemi zwierzętami”.
Nie dysponujemy jednak raportem policji ani sprawozdaniem starosty. Nie wiadomo, czy strzały były ostrzegawcze, czy ktoś został ranny i co bezpośrednio poprzedziło użycie siły. W artykule historycznym zarzuty te trzeba więc przedstawiać jako relację autorów wniosku, a nie jako bezspornie ustalony przebieg zajść.
Prokurator, sędzia i policyjne protokoły
Interwencja nie zakończyła sprawy. Według dokumentu przez następny tydzień w Dubie pozostawała duża liczba funkcjonariuszy. Na miejsce przybyli również prokurator i sędzia śledczy. Przez około cztery dni przesłuchiwano mieszkańców oraz sporządzano protokoły. Nie wiadomo, komu postawiono zarzuty ani czy dochodzenie dotyczyło samowolnej rozbiórki świątyni, naruszenia własności, zakłócenia porządku publicznego czy także działań policji. Sam fakt przyjazdu przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości pokazuje jednak, że wydarzenia potraktowano bardzo poważnie.
Po interwencji świątynia została niejako podzielona pomiędzy dwie wsie. Autorzy dokumentu napisali obrazowo, że władze „połowę kościoła przyaresztowały w Kotlicy, a drugą w Dubie”. Nie oznaczało to zapewne dwóch równych części budynku. W Kotlicach zabezpieczono elementy wcześniej zdemontowane i wywiezione, natomiast w Dubie pozostawał nierozebrany korpus dawnej cerkwi. Policja nie pozwalała ani kontynuować wywozu, ani rozpocząć odbudowy.
Sprawa trafia do Sejmu
Dnia 1 czerwca 1923 roku grupa posłów Klubu Chrześcijańsko-Narodowego przedstawiła w Sejmie wniosek oznaczony numerem 587. Pod dokumentem podpisali się między innymi gen. Józef Haller, Stanisław Stroński, ks. Kazimierz Lutosławski, Antoni Chłapowski, Władysław Dunan-Wąsowicz i inni parlamentarzyści.
Wnioskodawcy domagali się, aby Sejm wezwał rząd do:
oddania reszty pounickiego kościoła w Dubie katolikom z Kotlic i zezwolenia na odbudowanie tam świątyni.
Posłowie nie żądali więc otwarcia budynku jako drugiego kościoła katolickiego w Dubie. Chcieli, aby jego pozostałości przekazano mieszkańcom Kotlic, którzy zamierzali wznieść u siebie świątynię.
Ich główny argument został wyrażony w ostatnim zdaniu relacji:
„A przecież kościół ten przed rokiem 1875 był katolicki, więc jest tytuł prawny — oddania go z powrotem katolikom”.
Było to jednak stanowisko jednej strony sporu. Sam dokument nie rozstrzygał praw własności do budynku ani nie przesądzał, czy państwo mogło przekazać go wspólnocie katolickiej.
Więcej niż konflikt o drewniany budynek
Spór w Dubie wyrastał z doświadczeń kilku pokoleń. Dla mieszkańców związanych z tradycją unicką świątynia była materialnym znakiem krzywdy wyrządzonej przez carskie władze po 1875 roku. Jej przekształcenie w cerkiew prawosławną postrzegano jako część przymusowej rusyfikacji. Dla katolików z Kotlic opuszczony budynek był jednocześnie rozwiązaniem bardzo praktycznego problemu — braku własnego kościoła.
Z punktu widzenia administracji II Rzeczypospolitej pozostawał jednak obiektem spornym, którego grupa mieszkańców nie mogła samowolnie rozebrać, nawet jeżeli uważała się za prawowitego właściciela. W kwietniu 1923 roku zderzyły się więc trzy różne racje: pamięć o prześladowaniu unitów, potrzeby miejscowej społeczności oraz obowiązek ochrony porządku i nierozstrzygniętego mienia. To właśnie dlatego konflikt o niewielką, drewnianą świątynię z prowincjonalnego Duba dotarł aż na forum Sejmu.
Dwie świątynie i dwie historie
Do dziś w Dubie stoi XVIII-wieczny kościół parafialny pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Marii Magdaleny. Jest to jednak inna budowla niż opisana w dokumencie sejmowym dawna świątynia unicka.
Historię zachowanego kościoła, jego kolejnych poprzedników oraz współczesnej walki o uratowanie drewnianego zabytku przedstawiliśmy w osobnym artykule:
Źródła
Źródło podstawowe
- Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, okres I, druk nr 587, Wniosek posłów Klubu Chrześcijańsko-Narodowego w sprawie zwrotu zabranych katolikom kościołów w Ochowie (koło Pińska) i we wsi Dubie, gm. Kotlice, w pow. Tomaszów Lubelski, Warszawa, 1 czerwca 1923 r.
Opracowania i źródła uzupełniające
- Janusz Adam Frykowski, „Z dziejów dekanatu unickiego w Tyszowcach. Parafia pw. św. Mikołaja w Dubie w XVIII wieku”
- Pełny tekst opracowania Janusza Adama Frykowskiego w formacie PDF
Uwaga: opis wydarzeń z 9–10 kwietnia 1923 roku, w tym liczba uczestników oraz zarzuty dotyczące zachowania policji, pochodzi z wniosku posłów Klubu Chrześcijańsko-Narodowego. Dokument przedstawia stanowisko wnioskodawców i nie jest bezstronnym sprawozdaniem z dochodzenia.

Dodaj komentarz