Archikatedra Lubelska: Złota korona z kielichów. Co Krasnystaw oddał Lublinowi?

Kiedy w XIX wieku Lublin przejmował rolę głównego ośrodka diecezjalnego, z Krasnegostawu przywędrowała nie tylko kapituła. Razem z nią przenoszono krzyże, kielichy, relikwiarze, szaty liturgiczne i inne oznaki dawnej godności kościelnej. Część z tych przedmiotów oglądał w 1867 roku W. Ciesielski, autor „Kartek z Lubelskiego”.

Nie sporządził jednak suchego inwentarza. W jego relacji skarbiec katedralny zamienił się w niemal teatralną kompozycję: krzyże zostały oparte o ścianę, sztandary wystrzeliły ponad baldachim jak kolorowe fontanny, szaty stały się ścianami średniowiecznej kaplicy, a dwadzieścia pięć kielichów utworzyło złotą koronę. Wśród tych kosztowności znajdowały się przedmioty związane z Krasnymstawem — dawnym centrum diecezji chełmskiej.

Kapituła przeniesiona do Lublina

Powstanie diecezji lubelskiej oznaczało stopniowe przesuwanie kościelnego centrum regionu z Krasnegostawu do Lublina. Dawna stolica diecezji chełmskiej traciła swoją dotychczasową rangę, podczas gdy pojezuicki kościół św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty przygotowywano do pełnienia funkcji katedry.

Ciesielski podawał, że w 1826 roku nastąpiło przeniesienie kolegiaty z Krasnegostawu. Lubelska świątynia nie była jeszcze wówczas ukończona, dlatego nabożeństwa nadal odbywały się w farze św. Michała. Dopiero w 1832 roku biskup Marceli Dzięcielski poświęcił katedrę i przeniesiono do niej regularne nabożeństwa.

Wraz z kapitułą do Lublina trafiały także przedmioty używane wcześniej w Krasnymstawie. Były nie tylko kosztownościami. Przypominały o ciągłości urzędu, o dawnych fundatorach i o miejscu, które przez stulecia pełniło funkcję siedziby diecezjalnej.

Dwa srebrne krzyże oparte o ścianę

Opis katedralnego skarbca Ciesielski rozpoczyna od bardzo plastycznej sceny:

„Oto naprzód dwa krzyże srebrne z brzegami wyzłacanemi oparłem o ścianę”.

Większy krzyż miał pochodzić po Bernardzie Maciejowskim, fundatorze lubelskiego kościoła jezuitów. Mniejszy wiązał się już bezpośrednio z Krasnymstawem. Według autora został sprawiony w 1717 roku przez biskupa Krzysztofa Szembeka dla kościoła krasnostawskiego, a do lubelskiej kapituły trafił w 1832 roku.

W jednej scenie spotkały się więc dwa porządki pamięci. Pierwszy krzyż przypominał początki lubelskiej świątyni. Drugi świadczył o dziedzictwie dawnej kapituły przeniesionej z Krasnegostawu. Nie były to przedmioty przypadkowo zgromadzone w jednym magazynie. W nowej katedrze miały wyrażać ciągłość instytucji mimo zmiany jej siedziby.

Sztandary jak kolorowe fontanny

Po ustawieniu krzyży Ciesielski rozwijał przed czytelnikiem kolejną część swojej wyobrażonej ekspozycji. W skarbcu znajdowało się około dwudziestu chorągwi należących do lubelskich cechów i stowarzyszeń. Dwie najnowsze, cechów murarskiego i kołodziejskiego, wykonano w latach 1861 i 1863. Własne znaki miały również stowarzyszenia wyrobników i sług. Jedna z chorągwi sług została ufundowana w czasie epidemii cholery w 1852 roku.

Autor umieścił je wokół bogato haftowanego baldachimu i porównał do:

„kolorowych artezyjskich wytrysków”,
które wylatują ponad biały, atłasowy strop.

Nie były to przedmioty przywiezione z Krasnegostawu. Tworzyły jednak tło, w którym zabytki dawnej kapituły otrzymywały nowe miejsce. Krasnostawskie dziedzictwo zostało włączone w skarbiec już lubelskiej katedry — obok darów biskupów, cechów, zakonów i miejscowych fundatorów.

Szaty jak ściany średniowiecznej kaplicy

Ciesielski pisał o ponad dwustu ornatach, kapach i dalmatykach oraz o trzech garniturach biskupich. Zamiast je wyliczyć, rozwiesił najbogatsze na baldachimie i przemienił w wyobraźni w architekturę:

„wydają się też one jak złote ściany i różnokolorowe okna kaplic średniego wieku”.

Wśród szat wymieniał cztery ornaty z bogatej tkaniny tureckiej, haftowane w kwiaty i wykończone złotymi frędzlami. Według tradycji mieli je ofiarować jezuitom król Jan III Sobieski. Obok znalazły się ornaty srebrne, złocone, aksamitne i haftowane. Ciesielski wspominał również o dwóch drogich ornatach po biskupie Szembeku.

Sam tekst nie pozwala jednak stwierdzić, że ornaty te rzeczywiście przywieziono z Krasnegostawu. Łączy je z nim osoba biskupa, który fundował także srebrny krzyż. Możliwe, że należały do dawnego skarbca kapituły, ale bez dodatkowego inwentarza nie należy przedstawiać tego jako pewnika.

Trzy mszały jak wiara, nadzieja i miłość

Na tle szat autor rozłożył trzy mszały ze srebrnymi, starożytnymi okładzinami i ozdobnymi klamrami. Najstarszy pochodził z 1633 roku, drugi sprawiono w 1690 roku, trzeci w 1755.

Ciesielski porównał je do:

„trzech bożkich posłów wesela — wiary, nadziei i miłości — z białemi skrzydłami”.

Znów nie wiemy, które z ksiąg należały wcześniej do Krasnegostawu. W opisie spełniają jednak ważną rolę. Pokazują, że autor nie patrzył na skarbiec jak na zbiór martwych przedmiotów. Każdemu nadawał symboliczne znaczenie i miejsce w szerszej kompozycji.

Pastorał, infuła i dukat Marii Teresy

Następnie pojawia się srebrny pastorał zakończony ornamentem przypominającym kwiat narcyza. Ciesielski zawiesił na nim bogatą infułę, a do niej włożył dukat Marii Teresy oprawiony w srebrną obrączkę.

Monetę nazwał:

„groszem wdowim”.

Była to kolejna metafora, która zmieniała skarbiec w alegorię. Pastorał symbolizował władzę biskupią, infuła godność urzędu, a moneta — ofiarę, której wartość nie wynikała jedynie z kruszcu. Takie przedmioty szczególnie dobrze pasowały do wyposażenia przeniesionej kapituły. Nie wszystkie można dziś bezpiecznie przypisać Krasnemustawowi, ale ich obecność przypomina, że wraz z instytucją przemieszczano także oznaki biskupiej i kapitulnej godności.

Korona z dwudziestu pięciu kielichów

Najbardziej efektowna scena zaczyna się w chwili, gdy Ciesielski ustawia cztery srebrne lichtarze i rozpoczyna budowanie symbolicznej piramidy z naczyń liturgicznych.

Pisze:

„Koronę uwitą z 25 kielichów srebrnych użyłem za kamień węgielny”.

Dwadzieścia pięć kielichów tworzy w jego opisie koronę. Wśród nich znajdowały się dwa mniejsze naczynia szczerozłote oraz jeden duży kielich, również wykonany ze złota i ozdobiony klejnotami.

Ten największy miał pochodzić właśnie z Krasnegostawu. Ciesielski zanotował, że został sprawiony przez księżnę Ostrogską jeszcze dla tamtejszej świątyni. Nie podał imienia fundatorki ani czasu wykonania kielicha. Nie opisał również jego dekoracji. Samo określenie „szczerozłoty z klejnotami” wystarcza jednak, aby uznać go za jeden z najcenniejszych przedmiotów dawnego skarbca.

Kielich musiał być nie tylko kosztownym naczyniem liturgicznym, ale też pamiątką po potężnym rodzie i po dawnej randze Krasnegostawu. W Lublinie został włączony do znacznie większego zbioru. Mimo to Ciesielski wciąż pamiętał o jego pochodzeniu.

Siedem puszek jak srebrni męczennicy

Wokół kielichów autor ustawił siedem bogato złoconych puszek przeznaczonych do przechowywania hostii.

Porównał je do:

„siedmiu męczenników z koronami srebrnemi”.

Miały strzec ogromnego srebrnego trybularza, czyli kadzielnicy, której ze względu na rozmiary używano rzadko. Cztery srebrne łańcuchy oplatały ją niczym więzy. To opis niemal malarski. Naczynia nie stoją w szafie. Stają się postaciami w scenie religijnej: męczennikami, strażnikami i świadkami ofiary.

Pacyfikał z Krasnegostawu

Kolejną warstwę kompozycji tworzyły trzy pacyfikały. Pacyfikał był niewielkim krzyżem, relikwiarzem lub tabliczką, którą podawano duchownym i wiernym do ucałowania podczas liturgii. Nazwa pochodziła od łacińskiego słowa „pax”, oznaczającego pokój.

Ciesielski pisał, że trzy pacyfikały symbolizowały:

„trzydniowy spoczynek”.

Jeden z nich miał zawierać relikwie świętych i został sprawiony dla Krasnegostawu w 1794 roku. W tekście pojawia się również wzmianka o związku tego przedmiotu z biskupem Szembekiem, lecz zapis jest niejednoznaczny. To kolejny pewny ślad przenosin wyposażenia dawnej kapituły. Pacyfikał nie był tak efektowny jak złoty kielich, ale jego liturgiczne znaczenie mogło być równie duże. Przechowywał relikwie i służył w obrzędzie, w którym znak pokoju przekazywano przez ucałowanie świętego przedmiotu.

Monstrancja w kształcie winnego grona

Na szczycie symbolicznej piramidy Ciesielski umieścił dwie monstrancje.

Pierwsza była srebrna, całkowicie pozłacana i wykonana w formie winnego grona. Przy jej koronie znajdowało się 116 diamentów.

Druga również była srebrna. Wokół miejsca przeznaczonego na Najświętszy Sakrament miała 84 perły wraz z rubinami. Kolejne perły zdobiły koronę. Nad nią znajdowała się kula o fioletowym zabarwieniu, wysadzana brylantami i zakończona emaliowanym krzyżem.

Nie wiemy, czy którakolwiek z tych monstrancji pochodziła z Krasnegostawu. Ciesielski tego nie zaznaczył. Nie należy więc dopisywać ich do wykazu przedmiotów przekazanych Lublinowi przez dawną stolicę diecezji.

Są jednak kulminacją całego opisu. Pokazują skalę bogactwa skarbca, do którego włączono także przedmioty krasnostawskie.

Obraz Anioła Stróża

Z kolegiatą przeniesioną do Lublina wiązał się prawdopodobnie również obraz Anioła Stróża. Ciesielski wspominał, że znajdował się w jednym z niewielkich ołtarzy przy głównych filarach i został odnowiony po przeniesieniu z kolegiaty w 1832 roku.

W tym zdaniu nie wymienił Krasnegostawu wprost. Kontekst wskazuje jednak, że chodziło o kolegiatę krasnostawską i wyposażenie, które trafiło do nowej katedry.

Obraz jest ważny, bo pokazuje, że z Krasnegostawu przywożono nie tylko kosztowne naczynia i insygnia. Przenoszono także dzieła związane z nabożeństwem, wystrojem ołtarzy i codzienną pobożnością.

Co naprawdę przeniesiono z Krasnegostawu?

Na podstawie relacji Ciesielskiego można z dużą ostrożnością wskazać kilka przedmiotów pewnie lub bardzo prawdopodobnie związanych z Krasnymstawem:

  • srebrny krzyż ufundowany w 1717 roku przez biskupa Krzysztofa Szembeka;
  • duży szczerozłoty kielich z klejnotami, sprawiony przez księżnę Ostrogską;
  • pacyfikał z relikwiami, wykonany dla Krasnegostawu w 1794 roku;
  • obraz Anioła Stróża, przeniesiony z kolegiaty i odnowiony w 1832 roku;
  • zapewne część szat, insygniów i sprzętów używanych przez przeniesioną kapitułę.

Nie można natomiast twierdzić, że cały bogaty skarbiec pochodził z Krasnegostawu. Znajdowały się w nim również:

  • przedmioty po jezuitach;
  • wyposażenie przeniesione z lubelskiej fary;
  • dary biskupów;
  • chorągwie miejscowych cechów;
  • szaty wiązane z Janem III Sobieskim;
  • legaty i fundacje pochodzące z różnych okresów.

Krasnostawskie zabytki były jedną z warstw większego zbioru.

Nie tylko złoto i srebro

Pytanie „co Krasnystaw oddał Lublinowi?” nie może jednak ograniczać się do kielichów i relikwiarzy.

Przeniesiono również:

  • kapitułę;
  • tradycję dawnej diecezji chełmskiej;
  • pamięć jej fundatorów;
  • ceremoniał;
  • oznaki władzy kościelnej;
  • część wyposażenia potrzebnego do funkcjonowania katedry;
  • historyczną ciągłość instytucji.

Lublin przejął rolę ośrodka diecezjalnego, ale nie tworzył wszystkiego od początku. Budował nową pozycję również z dziedzictwa Krasnegostawu.

Dlatego złoty kielich księżnej Ostrogskiej, srebrny krzyż Szembeka czy pacyfikał z relikwiami nie były tylko kosztownymi przedmiotami przeniesionymi z jednego skarbca do drugiego. Stanowiły materialny dowód, że historia nowej katedry zaczynała się wcześniej i gdzie indziej.


Źródło

W. Ciesielski, „Kartki z Lubelskiego. Katedra i Cmentarz na Rurach w Lublinie”, „Kurjer Lubelski”, 1867, nr 84–98.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

lub

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Moje wydanie0