Wśród karkonoskich krajobrazów, u stóp Śnieżki, stoi budowla, która wydaje się przybyła z zupełnie innego świata. Drewniana, surowa, pełna smoków, runicznych napisów i nordyckich ornamentów. Trudno uwierzyć, że jedna z najbardziej rozpoznawalnych świątyń Dolnego Śląska przez setki lat stała… nad norweskim jeziorem. Kościół Wang w Karpaczu nie jest tylko zabytkiem – to niezwykła podróż przez historię średniowiecznej Skandynawii, romantycznych idei XIX wieku i karkonoskich dziejów.
Materiał źródłowy, opublikowany w miesięczniku „Ziemia” z września 1950 roku, opisywał świątynię Wang jako osobliwość niemal nie mającą odpowiednika w Europie. Już wtedy podkreślano jej wyjątkowość i niezwykłą drogę, jaką przebyła, zanim trafiła pod Karkonosze.

Kościół, który przybył z Norwegii
Świątynia Wang powstała prawdopodobnie na przełomie XII i XIII wieku w południowej Norwegii, nad jeziorem Vang. Była jednym z licznych drewnianych kościołów typu stave church – charakterystycznych dla średniowiecznej Skandynawii budowli wznoszonych z drewna sosnowego, bez użycia gwoździ, opartych na systemie pionowych słupów.
Według dawnych przekazów, w czasach chrystianizacji Norwegii wzniesiono setki podobnych świątyń. Większość nie przetrwała. Część zniszczyły pożary, inne rozebrano lub zwyczajnie nie wytrzymały próby czasu. Wang należał do nielicznych ocalałych.
W XIX wieku kościół został przeznaczony do rozbiórki. W 1841 roku zakupił go król Prus Fryderyk Wilhelm IV. Początkowo budowla miała trafić do Berlina jako muzealna ciekawostka, jednak jej los niespodziewanie się zmienił.
Za sprawą hrabiny Fryderyki von Reden zdecydowano o przewiezieniu świątyni w Karkonosze. W 1842 roku kościół stanął w Brückenbergu, czyli dzisiejszym Karpaczu Górnym. Początkowo służył miejscowym ewangelikom, wśród których znajdowali się protestanccy osadnicy z Tyrolu.

Drewniany świat smoków i Wikingów
Już sam wygląd świątyni sprawia, że trudno pomylić ją z jakimkolwiek innym kościołem w Polsce. Materiał z „Ziemi” zwracał uwagę na niezwykłe dachowe zdobienia przypominające paszcze fantastycznych stworzeń. W rzeczywistości były to elementy inspirowane dziobami wikińskich okrętów.
Jeszcze bardziej zaskakuje wnętrze.
Na pierwszy rzut oka wydaje się skromne i ciemne. Dopiero po chwili można dostrzec bogactwo detali. Portale, kolumny, kapitele i drzwi pokrywają skomplikowane ornamenty, przedstawiające splecione węże i walczące smoki.
Symbolika tych motywów sięga jeszcze czasów przenikania dawnych wierzeń skandynawskich z chrześcijaństwem. Wang powstawał w okresie przejściowym – kiedy dawne tradycje Wikingów nie zniknęły jeszcze całkowicie.
Szczególne zainteresowanie budzą także runiczne napisy. Jeden z nich, opisany już w źródłach z połowy XX wieku, wspomina wydarzenie z życia syna Olafa. Takie detale przypominają, że świątynia nie była tylko miejscem kultu, ale również kroniką ludzi, którzy ją tworzyli i użytkowali.
Kościół pod Śnieżką
Choć świątynia przyjechała z dalekiej północy, z czasem mocno wpisała się w karkonoski krajobraz. Stoi na wysokości około 885 metrów nad poziomem morza, na zboczu góry, skąd rozciąga się widok na okoliczne pasma.
Autor artykułu z 1950 roku opisywał panoramę widoczną z otaczającego świątynię cmentarza. Widać stamtąd Rudawy Janowickie, Góry Wałbrzyskie, Kaczawskie i Sowie. Nad wszystkim dominuje Śnieżka, która – jak pisał – „patrzy groźnie ze swymi przyległościami”.
To właśnie połączenie niezwykłej historii, nordyckiej architektury i karkonoskiego pejzażu sprawiło, że Wang szybko stał się jedną z największych atrakcji regionu.
Ślad dawnego spojrzenia
Artykuł opublikowany w „Ziemi” w 1950 roku jest dziś interesującym świadectwem sposobu opowiadania o zabytkach w pierwszych latach powojennej Polski. Jego autor podkreślał wyjątkowość kościoła, używał niemal poetyckich opisów i patrzył na Wang nie tylko jako zabytek architektury, ale także jako symbol niezwykłego spotkania kultur.
Po ponad siedemdziesięciu latach wiele się zmieniło. Zmieniły się Bierutowice, które wróciły do nazwy Karpacz Górny, zmieniła się wiedza historyków i sposób opisywania przeszłości. Jedno pozostało takie samo — drewniana świątynia spod norweskiego jeziora nadal stoi pod Śnieżką i wciąż sprawia wrażenie miejsca trochę nie z tej ziemi.
Źródło: „Ziemia. Ilustrowany miesięcznik krajoznawczy”, wrzesień 1950, nr 9, Jan Broda – „Świątynia Wang (w 800-lecie jej powstania)”

Dodaj komentarz