Przed wojną widzowie w Polsce chowali się pod krzesła, zasłaniali płaszczami i krzyczeli z przerażenia. Nie chodziło jednak o horror ani sensacyjny film o potworach. Powodem zamieszania był… obraz, który nagle zaczął wychodzić z ekranu. Dla publiczności przyzwyczajonej do płaskiego kina był to prawdziwy szok. W latach 30. Polacy po raz pierwszy zetknęli się z filmem trójwymiarowym – i reakcje okazały się niezwykłe.

Artykuł prasowy Gazety Gdańskiej z 1936 roku, zapowiadający pokaz nowej technologii brzmiał niemal jak relacja z przyszłości. W Warszawie odbył się pokaz „filmu plastycznego”, czyli – jak dziś powiedzielibyśmy – filmu 3D. Wydarzenie miało miejsce w kinie „Bałtyk” i już przed rozpoczęciem seansu wywoływało ogromne emocje. Publiczność tłumnie przybywała, chcąc zobaczyć „epokowy wynalazek”, o którym wcześniej wiele słyszała, ale którego niemal nikt jeszcze nie widział.
Przed wejściem na salę widzowie otrzymywali nietypowy gadżet: specjalne okulary. Jedno szkiełko było czerwone, drugie zielone. Wówczas stanowiły one przepustkę do świata przyszłości. Była to jedna z najwcześniejszych technologii obrazu trójwymiarowego – tzw. system anaglifowy. Na ekranie wyświetlano dwa obrazy jednocześnie, lekko przesunięte względem siebie. Okulary filtrowały kolory tak, by każde oko widziało nieco inną wersję sceny. Mózg łączył oba obrazy i powstawało złudzenie głębi.
Autor relacji zauważał, że bez okularów film wyglądał wręcz dziwacznie. Każda postać przypominała trzy osoby stojące jedna za drugą, a ekran zalewała „kakofonia kolorów”. Dopiero po założeniu okularów następowała – jak pisano – prawdziwa „czarnoksięska przemiana”.
I wtedy zaczynało się widowisko.
Na ekranie pojawiały się luźne, krótkie sceny pokazujące możliwości nowej technologii. Jedna z nich przedstawiała akrobatkę huśtającą się nad publicznością. Widzowie mieli wrażenie, że za chwilę dosłownie wypadnie z ekranu i przeleci nad ich głowami.
Był też magik wyczarowujący białą myszkę i wyciągający ją w kierunku sali. Kobiety miały reagować krzykami, odruchowo cofając się w fotelach.
Jednak prawdziwe zamieszanie wywołała scena z pijanym mężczyzną. Filmowy bohater rozglądał się po sali, jakby zauważył znajomego. Uśmiechnął się, nalał whisky i wyciągnął szklaneczkę prosto do widowni. Gdy nikt jej nie „odebrał”, obrażony sięgnął po syfon z wodą sodową i zaczął polewać widzów.
Według relacji prasowej w kinie zapanował chaos.
„Jedni chowali się pod krzesła, inni zasłaniali płaszczami” – opisywano reakcję widowni.
Dziś może to wywoływać uśmiech, ale trzeba pamiętać, że publiczność tamtych lat nie miała żadnego doświadczenia z obrazem wychodzącym poza ekran. Współczesny widz przez całe życie styka się z efektami specjalnymi, reklamami, animacjami i cyfrowymi trikami. Dla ludzi lat 30. podobne doświadczenie było czymś zupełnie nowym.
To zjawisko przypomina słynną historię o pierwszych pokazach filmowych, podczas których widzowie mieli rzekomo uciekać przed nadjeżdżającym pociągiem. Choć historycy od lat dyskutują, ile w tej opowieści prawdy, mechanizm był podobny – nowe medium wywoływało autentyczne emocje i dezorientację.
Co ciekawe, cały artykuł miał również bardzo praktyczny cel. Po relacji z warszawskiego pokazu następowała informacja, że mimo „olbrzymich kosztów” dyrekcja kina „Lido” sprowadziła film do Gdyni. Pokazy miały rozpocząć się 30 lipca. Była to właściwie doskonała reklama. Najpierw czytelnik dowiadywał się o sensacyjnym wynalazku i reakcjach ludzi, a potem otrzymywał prosty komunikat: już za chwilę będzie można zobaczyć to na własne oczy. Z dzisiejszej perspektywy trudno uwierzyć, że kino 3D wydaje się nowinką ostatnich lat. Tymczasem pierwsze eksperymenty z takim obrazem prowadzono już niemal sto lat temu. Zmieniły się projektory, technologia i okulary, ale jedno pozostało takie samo – chęć zrobienia na widzu wrażenia. I być może właśnie dlatego od lat w kinach wciąż coś wylatuje z ekranu prosto w stronę publiczności. Tyle że dziś już mało kto chowa się pod krzesło.
Źródło:
Gazeta Gdańska, 1936 nr 171
Fotografia fotopolska.eu via Muzeum Miasta Gdyni.

Dodaj komentarz