Święta Wielkanocne od zawsze zajmowały w polskiej tradycji miejsce szczególne. Były nie tylko wydarzeniem religijnym, ale też czasem rodzinnego spotkania, powrotu do wspomnień i utrwalonych obyczajów. Nic więc dziwnego, że dla Polaków przebywających na emigracji stawały się momentem szczególnie trudnym — pełnym tęsknoty i bolesnej świadomości oddalenia od domu.
Jak pisała w 1922 roku „Ziemia Lubelska”, nostalgia najmocniej dotyka człowieka wtedy, gdy samotnie przebywa na obczyźnie i wspomina dawne lata — święta spędzane w rodzinnym gronie, pełne gwaru, zapachów i rytuałów. Każdy drobiazg może wówczas przywołać obraz domu: przygotowania, kuchnię, rozmowy i religijne przeżycia.
Szczególnie wyraźnie doświadczenie to dotyczyło Polaków, dla których święta — zwłaszcza Wielkanoc i Boże Narodzenie — miały wyjątkowo uroczysty charakter. W przeciwieństwie do wielu krajów Europy Zachodniej, gdzie obchody bywały skromniejsze, w Polsce łączyły się z silnym przywiązaniem do tradycji i emocjonalnym przeżyciem.

Poeta na obczyźnie
Los emigranta w sposób szczególny ilustruje życie Juliusza Słowackiego — jednego z najwybitniejszych poetów polskiego romantyzmu. Wyjechał z kraju jako młody człowiek i znaczną część życia spędził poza ojczyzną, niosąc ze sobą wspomnienia dzieciństwa, domu rodzinnego i świątecznych zwyczajów.
Ślady tych wspomnień odnajdujemy nawet w jego twórczości. W dramacie Złota czaszka odnaleźć można sceny, które do złudzenia przypominają przygotowania do świąt w dawnych domach szlacheckich — z ich chaosem, zapachem wypieków i nerwową atmosferą kuchennych przygotowań.
Jeszcze wyraźniej tęsknota ta ujawnia się w jego listach.
Wielkanoc w Genewie – święto bez świąt
W 1834 roku Słowacki przebywał w Genewie. Było to środowisko protestanckie, w którym Wielkanoc nie odgrywała takiej roli jak w krajach katolickich. W liście do matki pisał z goryczą, że to „największe święto pamiątek” jest tam niemal niezauważalne.
Brakowało mu wszystkiego, co tworzyło atmosferę polskich świąt: dźwięku dzwonów, wspólnego śpiewu, tłumów wiernych. Obca była mu także surowość protestanckich świątyń i powściągliwość tamtejszych obyczajów. W takich chwilach wspomnienia powracały ze szczególną siłą.
Poeta, siedząc w swoim pokoju, patrząc na drzewa za oknem i spokojny krajobraz, przenosił się myślami do rodzinnego domu. Widział krzątaninę przedświąteczną, gospodynię dopilnowującą wypieków, dziewczęta przygotowujące potrawy. Wszystko to było dla niego bardziej realne niż otaczająca go rzeczywistość.
„Przyślij mi przepis na baby…”
Jednym z najbardziej poruszających świadectw tej tęsknoty jest prośba, jaką skierował do matki. Poprosił ją o przesłanie przepisu na tradycyjne wielkanocne baby — i to nie byle jakiego, lecz „prawdziwego, z szafranem”, z dokładnym opisem przygotowania.
Dla współczesnego czytelnika może się to wydawać drobiazgiem. W rzeczywistości była to próba uchwycenia czegoś znacznie większego — namiastki domu, tradycji i utraconego świata.
Co więcej, opowieści Słowackiego o polskich wypiekach zrobiły takie wrażenie w Genewie, że miejscowe kobiety zaczęły dopytywać go o szczegóły ich przygotowania. W ten sposób polska tradycja, choć w szczątkowej formie, przenikała na obczyznę.
Święta w Ziemi Świętej i duchowa przemiana
W kolejnych latach życie poety nabrało nowego wymiaru. W 1837 roku przebywał w Ziemi Świętej, gdzie przeżył noc modlitwy przy Grobie Chrystusa. Wielkanoc spędził w klasztorze na Libanie, gdzie odbył spowiedź, która — jak sam przyznawał — była dla niego głębokim przeżyciem duchowym.
Z biegiem lat Słowacki coraz bardziej zwracał się ku mistycyzmowi. W 1843 roku, przebywając w Paryżu, pisał do matki już nie tylko o tęsknocie, ale o wewnętrznej przemianie. Źródłem jego szczęścia stawały się rzeczy proste: słońce, przyjaźń, wiara.
Powrót i niedokończona droga
Pod koniec życia tęsknota za ojczyzną i matką przybrała na sile. W 1848 roku Słowacki dotarł do Poznania, będąc już blisko upragnionego spotkania z rodziną. W liście pisał z poruszeniem o zapachu powietrza, który przypominał mu dzieciństwo, i o widoku polskich wsi oraz ludzi.
Był to powrót spóźniony.
Następnej Wielkanocy poeta już nie dożył.
Źródło:
Ziemia Lubelska 1922, R. 18, nr 104

Dodaj komentarz