W letnie dni dawna Chełmża miała swój niepowtarzalny znak rozpoznawczy. Nie były nim ani mury gotyckiej świątyni, ani tafla jeziora odbijająca niebo, lecz zapach – słodkawy, lekko mdły, unoszący się nad całym miastem. To rumianek decydował o rytmie życia tej pomorskiej miejscowości, przenikając nie tylko powietrze, ale i codzienność jej mieszkańców.

Okoliczne pola w sezonie letnim zamieniały się w prawdziwe morze drobnych, białych kwiatów. Zbieranie rumianku nie było zajęciem marginalnym – uczestniczyli w nim niemal wszyscy: kobiety, mężczyźni, młodzież, a często także dzieci. Charakterystycznym widokiem były całe grupy ludzi wracających z pól z koszami i workami pełnymi suszu. Można powiedzieć, że w pewnym sensie „cała Chełmża” pracowała przy rumianku.
Zjawisko to miało przede wszystkim wymiar ekonomiczny. Dla wielu mieszkańców handel rumiankiem stanowił podstawę utrzymania. W sezonie niemal każdy sklep zajmował się jego sprzedażą, a handel odbywał się również na ulicach i w prywatnych domach. Chełmża stawała się wówczas swoistą „giełdą rumiankową”, przyciągając kupców z różnych stron.
Nie był to produkt o znaczeniu wyłącznie lokalnym. Chełmżyński rumianek trafiał na rynki zagraniczne – między innymi do Niemiec i Szwajcarii. Miejscowi z dumą podkreślali, że ich ziele potrafi konkurować nawet z cenionym rumiankiem węgierskim, uchodzącym za jeden z najlepszych w Europie.
Jednocześnie brak organizacji handlu sprawiał, że mieszkańcy często padali ofiarą pośredników. Przyjezdni kupcy wykupywali duże ilości surowca po zaniżonych cenach, osiągając znaczne zyski kosztem lokalnej ludności. Dopiero z czasem zaczęły pojawiać się próby uporządkowania tej sytuacji. Inicjatywy społeczne – jak działalność Towarzystwa Ogródków Działkowych czy pomysł stworzenia „rumiankowego konsorcjum” – miały na celu zabezpieczenie interesów zbieraczy i wprowadzenie bardziej sprawiedliwych zasad handlu.
Rumianek odcisnął jednak piętno nie tylko na gospodarce, ale i na charakterze miasta. Współcześni obserwatorzy zauważali z pewną ironią, że Chełmża zdaje się żyć spokojniej, jakby uśpiona. Być może – sugerowano pół żartem – wpływ na to miał właśnie powszechnie pity napar rumiankowy. W mieście, które pachniało ziołami, nawet herbata miała podobno aromat bardziej „podchełmżyński” niż dalekowschodni.
Ten obraz sennego, rumiankowego miasteczka kontrastował jednak z jego historią. Już w XIII wieku Chełmża była ważnym grodem warownym, położonym malowniczo na półwyspie otoczonym jeziorami. W 1251 roku stała się siedzibą biskupią, którą pozostawała przez niemal sześć stuleci. Do dziś o tej przeszłości przypomina monumentalna gotycka świątynia, dominująca nad panoramą miasta.
Również w czasach nowożytnych Chełmża zapisała się w historii Pomorza jako ośrodek o silnych tradycjach patriotycznych. W 1918 roku mieszkańcy podjęli walkę z germańskim ciemiężycielem, ponosząc ofiary w imię odzyskania niepodległości.
W okresie międzywojennym miasto, podobnie jak wiele innych w Polsce, zmagało się z trudnościami gospodarczymi. Przez pewien czas brakowało impulsu do rozwoju. Zmiany zaczęły następować dopiero wraz z pojawieniem się nowych władz samorządowych. Młody burmistrz, związany ze środowiskiem sportowym, postawił na aktywizację mieszkańców i rozwój infrastruktury – szczególnie w dziedzinie sportów wodnych, do których Chełmża miała znakomite warunki naturalne.
Podejmowane inwestycje, poprawa estetyki i higieny miasta oraz rosnąca aktywność społeczna dawały nadzieję na przełamanie stagnacji. Chełmża, przez lata kojarzona z rumiankiem i spokojem, zaczynała powoli budzić się do nowego życia.
Źródło:
Express Lubelski i Wołyński, 1935, nr 212

Dodaj komentarz