Rosyjscy jeńcy płakali, że go nie zobaczą. Poznaj historię miejsca, w którym narodziła się polska kanapka

Kraków, rok 1914. Na obrzeżach Wieliczki polski patrol bierze do niewoli kozacką jednostkę. Zazwyczaj jeńcy oddają się chętnie, ale tym razem są szczerze zrozpaczeni. Dlaczego? Bo wiedzą, że przez niewolę nie zobaczą już Krakowa i… słynnego Hawełki. To nie anegdota, to fakt, który w 1931 roku przypominał prestiżowy „Światowid”.

Dziś Hawełka to punkt obowiązkowy na mapie Rynku Głównego, ale czy wiedzieliście, że to właśnie tutaj, w sercu Małopolski, rozpoczęła się „triumfalna podróż” czegoś, co dziś mamy w każdej kuchni?

Globalny fenomen z krakowskiego Rynku

Już przed I wojną światową firma Hawełki była znana na całym świecie jako jeden z najbardziej renomowanych zakładów gastronomicznych Europy. To właśnie to miejsce uznaje się za kolebkę polskiej kanapki. To stąd piętrowe, bogato zdobione przysmaki ruszyły na podbój bufetów w Warszawie, Petersburgu, Moskwie, a nawet Paryżu i krajach skandynawskich.

Co sprawiało, że ludzie z całego kontynentu marzyli o wizycie w tym lokalu? Kluczem była jakość – słynne piwo (ze szczególnym uwzględnieniem Pilznera) oraz luksusowy bufet, którego widok zapierał dech w piersiach.

„Hawełka w nowej szacie” – luksus za setki tysięcy złotych

W 1931 roku, idąc z duchem czasu i „wyścigiem modernizacji”, lokal przeszedł gruntowną odnowę. Hawełka nie szczędził środków – remont kosztował kilkaset tysięcy ówczesnych złotych, co na tamte czasy było kwotą zawrotną.

Do pracy zaprzęgnięto „najtęższych artystów i rzemieślników”, by stworzyć wnętrza godne królewskiego miasta. Efekt? Nowoczesny lokal, który zachwycał rozmachem, ale jednocześnie szanował tradycję.

Niezmienna Sala Tetmajerowska

Mimo modernizacji, jedno miejsce pozostało nienaruszone: słynna Sala Tetmajerowska na pierwszym piętrze. Do dziś można tam podziwiać: polichromie autorstwa legendarnego Włodzimierza Tetmajera oraz staroświeckie sentencje pijackie – łacińskie i staropolskie napisy, które nadają wnętrzu niepowtarzalnego sznytu.

Dlaczego warto tam zajrzeć dzisiaj?

Artykuł sprzed niemal stu lat kończy się stwierdzeniem, że Hawełka to „nowa atrakcja Krakowa”, którą oblegają zarówno mieszkańcy, jak i turyści. Choć minęły dekady, to zdanie nie straciło na aktualności. Odwiedzając to miejsce, nie wchodzisz tylko do restauracji – wchodzisz do historii, która przetrwała wojny, zmiany ustrojów i rewolucje kulinarne.

Jeśli będziecie na Rynku w Krakowie, spójrzcie na bufet i wspomnijcie kozackich jeńców. Teraz już wiecie, za czym tak bardzo tęsknili.

Źródło:

Światowid. 1931, nr 1

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze wpisy