Na początku XX wieku spokojna wieś Bystrzyca w gminie Zakrzówek stała się sceną wydarzeń, o których mówiła cała okolica. Historia miłości, plotek i zazdrości zakończyła się dramatem – strzałem z dubeltówki i śmiercią młodego gospodarza. Sprawa trafiła aż przed Sąd Okręgowy w Lublinie, a jej przebieg przypominał prawdziwy wiejski melodramat.
W centrum wydarzeń znajdowała się wdowa Michalakowa, mieszkająca w Bystrzycy wraz z dwiema dorosłymi córkami – Katarzyną i Marianną. Najbliższym sąsiadem rodziny był gospodarz Józef Lenard, który od lat pomagał osieroconej rodzinie. Doglądał ich gospodarstwa, opiekował się zwierzętami i wspierał wdowę w wychowaniu córek. Z czasem jednak pomoc sąsiada zaczęła budzić plotki. We wsi mówiono, że Lenard zbyt często bywa w chacie Michalakowej. Według opowieści mieszkańców miał nawet dorobiony klucz do domu wdowy i spędzał tam nie tylko całe dnie, ale i noce. Plotkarze twierdzili, że szczególną sympatią darzył starszą córkę – Katarzynę. Wiejski romans? A może tylko plotki? Tego już dziś nie sposób ustalić. Faktem jest jednak, że gdy Katarzyna dorosła, zaczęli pojawiać się pierwsi zalotnicy.
Pobity narzeczony
Pierwszym z nich był Rusinek, mieszkaniec tej samej wsi. Mężczyzna nie przejmował się krążącymi plotkami i pewnego dnia przyszedł do domu Michalakowej z wódką – jak nakazywał dawny obyczaj – aby poprosić o rękę Katarzyny. Zaręczyny zostały zawarte. Jednak droga do szczęścia okazała się bardzo krótka. Gdy Rusinek wracał po zaręczynach do domu, w drodze napadł na niego Lenard. Z ukrycia wyskoczył z kijem i dotkliwie pobił konkurenta. Według relacji świadków Rusinek uniknął jeszcze gorszego losu tylko dlatego, że przysiągł napastnikowi, iż zerwie zaręczyny z Katarzyną i nigdy więcej nie będzie się o nią starał. I rzeczywiście – zaloty ustały.
Nowy kandydat i niespokojne wesele
Po pewnym czasie o względy Katarzyny zaczął starać się Andrzej Pidek, zamożny gospodarz z pobliskich Kiełczewic. Tym razem nic nie stanęło na przeszkodzie, aby doprowadzić sprawę do ślubu. Ceremonia odbyła się tuż przed adwentem. Na weselu pojawił się także Józef Lenard. Jego zachowanie wzbudziło jednak ogromne zdziwienie gości. Według relacji uczestników zabawy gospodarz zachowywał się jak szalony – łapał się za głowę, wyrywał włosy i powtarzał, że musi kogoś zabić. Słowa te uznano za pijackie brednie. Nikt nie przypuszczał, że kilka dni później wydarzy się tragedia.
Strzał przez szybę
Kilka dni po weselu młodzi małżonkowie siedzieli wieczorem w izbie Michalakowej i jedli kolację. Nagle rozległ się strzał. Ktoś wystrzelił z dubeltówki przez okno. Andrzej Pidek, trafiony kilkunastoma śrucinami w głowę, padł na miejscu martwy. W chacie wybuchła panika. Młodsza córka wdowy, Marianna, oświadczyła, że przez okno widziała uciekającego sprawcę i rozpoznała w nim Józefa Lenarda. Kilka godzin później do Bystrzycy przyjechała policja.

Poszlaki przeciwko Lenardowi
Podczas śledztwa pojawiły się kolejne obciążające informacje. Kilku gospodarzy ze wsi zeznało, że około pół godziny przed strzałem widzieli Lenarda, który – dziwnie przebrany – kręcił się z bronią w pobliżu zabudowań Michalakowej. Funkcjonariusz, który przejął jego strzelbę, zauważył na niej świeży ślad wystrzału. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Lublinie. Proces wzbudził ogromne zainteresowanie i trwał cały dzień. Przesłuchano kilkunastu świadków, a opinię przedstawił lekarz sądowy dr Klarner. Oskarżenie popierał podprokurator Zwienigorodzki.
Zaskakujący wyrok
Obrońca oskarżonego, adwokat Jan Zdzienicki, przyjął zaskakującą linię obrony. Twierdził, że jeśli Lenard rzeczywiście dopuściłby się takiej zbrodni, musiałby być człowiekiem niepoczytalnym. Skoro jednak – jak dowodziła opinia lekarska – był zupełnie zdrowy na umyśle, to według obrońcy oznaczało, że zabójstwa nie popełnił. Po krótkiej naradzie sąd wydał wyrok. Ku zdumieniu wielu obserwatorów Józef Lenard został uniewinniony, a sąd nakazał natychmiast wypuścić go z więzienia. Sprawa zabójstwa Andrzeja Pidka pozostała więc bez jednoznacznego rozstrzygnięcia. W Bystrzycy jeszcze długo opowiadano o tragicznej historii miłości, zazdrości i strzału, który padł w zimowy wieczór przez szybę wiejskiej chaty.
Źródło: „Lublinianin”, 1907, R. 1, nr 38.

Dodaj komentarz