W międzywojennej Polsce pomniki nie były jedynie formą upamiętnienia przeszłości. Były także narzędziem polityki, lokalnych ambicji i sporów o to, kto i jak ma reprezentować pamięć historyczną. Dobitnie pokazuje to historia z Józefowa Biłgorajskiego, opisana w jednym z ówczesnych artykułów prasowych.
Sprawa zaczęła się od idei, którą trudno uznać za kontrowersyjną. Zbliżająca się rocznica powstania listopadowego w 1931 roku stała się pretekstem do podjęcia inicjatywy budowy pomnika upamiętniającego powstańców z lat 1830 i 1863. Planowano wzniesienie obelisku w centralnym punkcie miasteczka – na rynku lub w jednym z jego zaułków. Była to koncepcja wpisująca się w szerszy nurt II Rzeczypospolitej, gdzie pamięć o powstaniach stanowiła fundament budowania tożsamości państwowej.
Szybko jednak inicjatywa została przejęta przez lokalne środowisko, które – jak sugeruje autor korespondencji – działało nie tyle w duchu wspólnotowym, co raczej we własnym interesie. Powołano „komitet obywatelski”, w skład którego weszli nauczyciele, urzędnicy gminni oraz osoby powiązane z lokalnymi strukturami społecznymi i gospodarczymi. Na czele stanął kierownik szkoły powszechnej, wokół którego skupiła się grupa najbardziej aktywnych działaczy.
Rozpoczęto zbiórkę pieniędzy. Kwestowano pod hasłem budowy pomnika dla powstańców. Mieszkańcy – jak wynika z relacji – chętnie wspierali inicjatywę, przekonani, że ich datki posłużą uczczeniu narodowych zrywów. W praktyce jednak decyzje komitetu poszły w zupełnie innym kierunku.
Zgodnie z zasadą „Panu Bogu świeczka i diabłu ogarek”, postanowiono połączyć dwa cele: uczcić powstańców oraz jednocześnie wystawić pomnik Józefowi Piłsudskiemu, przedstawianemu jako „budowniczy Polski” i „zdobywca Kijowa”. Ostatecznie jednak zebrane środki wystarczyły tylko na jedną realizację.
W centrum Józefowa stanął pomnik Piłsudskiego. Uroczystość odsłonięcia miała skromny charakter – uczestniczyli w niej przedstawiciele szkoły, władze gminne, grupa strzelców oraz mieszkańcy. Tymczasem pomnik powstańców, który był pierwotnym celem zbiórki, nigdy nie powstał. W miejscu planowanej budowy wykonano jedynie niski cokół, który – jak ironicznie zauważa autor tekstu – pozostał niedokończony i szybko stracił swoje znaczenie.
Opis tej sytuacji wpisuje się w szerszy kontekst II Rzeczypospolitej, w której kult Józefa Piłsudskiego po przewrocie majowym (1926) stopniowo zajmował coraz ważniejsze miejsce w przestrzeni publicznej. Pomniki marszałka pojawiały się w wielu miastach i miasteczkach, często kosztem innych inicjatyw upamiętniających. Władza symboliczna zaczynała koncentrować się wokół jednej postaci, a lokalne społeczności nie zawsze miały realny wpływ na to, jak wykorzystywane są ich środki i zaangażowanie.
Źródło:
Głos Lubelski : pismo codzienne. R. 18, nr 313 (3 listopada 1931) – brak s. 1-2

Dodaj komentarz