Latem 1936 roku nad Warszawą przeszła jedna z tych burz, które na długo zapadały mieszkańcom w pamięć. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut ulewa sparaliżowała komunikację w wielu częściach miasta, zalała piwnice, magazyny i szpitale, a w niektórych miejscach poziom wody sięgał niemal dachów pojazdów. O dramatycznych wydarzeniach szczegółowo informował „Express Lubelski i Wołyński”.

Burza nadciąga nad miasto
Dzień zaczął się spokojnie, choć od rana panował skwar i duszne powietrze. W godzinach południowych nad Warszawą zaczęły jednak gromadzić się ciężkie, ołowiane chmury. Nadciągały z ogromną prędkością, pędzone silnym wiatrem i sunęły bardzo nisko nad ziemią.
Był to wyraźny znak zbliżającej się nawałnicy. Najpierw spadły pojedyncze krople deszczu, lecz wkrótce ulewa przybrała formę prawdziwego potopu. Nad miastem rozlegały się grzmoty, a jeden z piorunów uderzył w transformator wysokiego napięcia przy ulicy Nalewki, uszkadzając przewody sieci elektrycznej na dużej przestrzeni.
Żoliborz odcięty przez wodę
Najbardziej dramatyczna sytuacja powstała na ulicy Krajewskiego, gdzie znajdował się przejazd tramwajowy pod wiaduktem kolejowym prowadzącym w stronę Żoliborza. Potoki wody wypełniły zagłębienie do wysokości ponad półtora metra, praktycznie odcinając jedyny wówczas dojazd z Warszawy do tej dzielnicy.
Do zalanego przejazdu wjechała taksówka nr 23378, która w jednej chwili znalazła się niemal pod dachem pod wodą. Kierowca został uwięziony w środku pojazdu. Na pomoc rzucił się posterunkowy policji w mundurze oraz drugi funkcjonariusz, który zrzucił z siebie ubranie, aby łatwiej dostać się do tonącego samochodu. Kierowcę udało się wydobyć z wody. Samą taksówkę uratowali dopiero przechodnie. Trzej mężczyźni, gdy ulewa zaczęła ustępować, rozebrali się do naga i wypchnęli samochód z zalanego przejazdu. W tym samym miejscu znalazła się także druga taksówka – nr 240118. Wóz również został zalany, lecz w tym przypadku ani kierowcy, ani samochodowi nie groziło poważniejsze niebezpieczeństwo.
Kapusta w wodzie i autobus w pułapce
Na ul. Krajewskiego wydarzył się jeszcze jeden wypadek. Podczas przejazdu przez silny nurt wody przewrócił się wóz załadowany workami z kapustą. Woźnica po pewnym czasie zdołał jednak wyłowić worki z wody i postawić wóz na koła. Jeszcze bardziej dramatyczna sytuacja spotkała autobus jadący z Łomianek. Pojazd P.K.P. nr 427428 próbował przejechać pod przejazdem na Żoliborzu, lecz utknął w najgłębszym miejscu. Woda sięgała niemal dachu autobusu i zaczęła wlewać się do wnętrza pojazdu. W środku znajdowało się kilkunastu pasażerów, którzy wpadli w panikę. Ostatecznie musieli przeczekać nawałnicę w autobusie, stojąc w przemoczonej odzieży i obuwiu.
Tramwaje stanęły w całym mieście
Ulewa sparaliżowała komunikację miejską. Na Żoliborzu przez dłuższy czas unieruchomione były tramwaje linii 4, 14, 15 i 17, ponieważ zalany został przejazd pod torami kolejowymi. Na Pradze, przy ulicy 11 Listopada, woda – jak podkreślała prasa – zalała przejazd pod tunelem, co zdarzało się tam przy każdej większej ulewie. W rezultacie zatrzymały się tramwaje linii 12 i 21. Problemy pojawiły się także w innych częściach miasta:
- na ulicy Górczewskiej wstrzymano ruch linii 9,
- na Woli koło ul. Bema zatrzymały się tramwaje linii 21,
- na Czerniakowie woda zalała torowisko i na pewien czas stanęły tramwaje linii 2,
- na ulicy Chełmskiej potoki wody unieruchomiły autobusy miejskie.
Zalane piwnice, magazyny i szpitale
Skutki ulewy odczuto w całej Warszawie. W centrum i na peryferiach woda zalała piwnice i sutereny w kilkudziesięciu domach. Wśród najbardziej dotkniętych miejsc znalazły się m.in.:
- dom przy ul. Matejki 3 – gdzie mieściły się składy agencji „Iskra”,
- budynek przy ul. Kopernika 23,
- fabryka konserw przy ul. Czerniakowskiej 196,
- domy przy ul. Belwederskiej,
- budynek przy ul. Markowskiej 18, gdzie znajdowała się Mennica Państwowa.
Zalane zostały także sutereny domu przy placu Dąbrowskiego na rogu Marszałkowskiej. Woda wdarła się również do innych ważnych obiektów:
- do domów w osiedlu miejskim na Kole,
- do piwnic szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze,
- do szpitala Sióstr Elżbietanek w Mokotowie,
- do magazynów apteki Ubezpieczalni Społecznej przy placu Unii Lubelskiej.
W tych miejscach straty były znaczne.
Zalane magazyny i urzędy
Ulewa spowodowała również szkody w przedsiębiorstwach i urzędach. Woda zalała magazyny firmy Haberbusch i Schiele oraz pomieszczenia w Centralnym Areszcie. Podmyty został także gmach Urzędu Śledczego przy ul. Daniłowiczowskiej. Pod wodą znalazły się całe ulice – m.in. Lubaczewska i Pułtuska, a częściowo także Szustra i Narbutta na Mokotowie. Woda wdarła się również do domu przy placu Trzech Krzyży 8, gdzie znajdowały się składy znanej firmy kolonialnej. W magazynie braci Jabłkowskich zalany został sklep w podziemiach oraz dział reklamacyjny.
Kanalizacja przestała działać
Najtrudniejsza sytuacja panowała na Pradze, gdzie ulewa była szczególnie silna. Sieć kanałów odpływowych została wypełniona wodą aż po brzegi. Wiele kanałów zatkały różnego rodzaju odpadki. Pogotowie techniczne wodociągów i kanalizacji nie było w stanie skutecznie działać – wody nie było gdzie odprowadzić. Służby techniczne otrzymywały liczne alarmy, z których część okazała się fałszywa. Przy ulicy Leszno 6 i 40 oraz przy ulicy Rynkowej 7 woda zalała podwórza, domy i sutereny. W jednym z budynków przy Leszno 40 dodatkowo pękła rura wodociągowa. Ekipy techniczne pracowały przy usuwaniu skutków ulewy aż do późnego wieczora.
Niecodzienny epizod na ulicy Złotej
W całym zamieszaniu wydarzył się również epizod, który prasa opisywała jako „wesoły incydent”. Na rogu ulicy Złotej i Sosnowej podczas największej ulewy z pralni w domu przy ul. Złotej 47 wybiegła młoda kobieta w kostiumie kąpielowym i zaczęła tańczyć w strugach deszczu. Zachowanie to wywołało ogromne poruszenie. Dzieci uliczne przywitały ją przeciągłymi gwizdami, a sytuacja szybko przyciągnęła uwagę policji. Funkcjonariusz musiał wkroczyć, aby zakończyć widowisko. Kobietę odprowadzono do VIII komisariatu policji, gdzie ustalono, że jest to 25-letnia Wiktoria Kowalczyk. Jak informowała prasa, miała ona stanąć przed sądem pod zarzutem obrazy moralności publicznej.
Źródło:
„Express Lubelski i Wołyński”, 1936, R. 13, nr 202.

Dodaj komentarz