W marcu 1928 roku Warszawa wstrzymała oddech. Nagłe zawalenie się nowoczesnego gmachu przy ulicy Nowogrodzkiej nie było tylko wypadkiem budowlanym – stało się początkiem bezwzględnej batalii prawnej, która rzuciła cień na karierę jednego z najwybitniejszych inżynierów, Adolfa Weisblatta.

Dzień, w którym runęły mury
Była środa, 28 marca 1928 roku. W samym sercu Warszawy, przy ulicy Nowogrodzkiej 72 (w bliskim sąsiedztwie placu Starynkiewicza), trwały intensywne prace przy wznoszeniu domu administracyjnego dla Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Budowa, którą kierował inżynier Adolf Weisblatt, miała być wizytówką nowoczesnej infrastruktury stolicy. Nagle, w tumanach kurzu i przy huku pękającego betonu, konstrukcja runęła.
Jak wynika z archiwalnych wycinków prasowych („Echa katastrofy na ul. Starynkiewicza”), reakcja władz miasta była natychmiastowa i bezlitosna. Już 2 kwietnia magistrat Warszawy podjął uchwałę o rozwiązaniu umowy z Weisblattem, uznając go za winnego katastrofy. Miasto zażądało zwrotu 501 000 zł wypłaconych na poczet robót, przepadku kaucji w wysokości 25 000 zł oraz pełnego pokrycia strat wynikłych z zawalenia się gmachu.
Prawny „szach-mat” między Warszawą a Lublinem
Dramat przy Nowogrodzkiej uruchomił niezwykły mechanizm prawny. Adolf Weisblatt, choć borykał się z problemami w Warszawie, był jednocześnie wierzycielem magistratu w Lublinie. Zaledwie tydzień przed katastrofą, 21 marca 1928 roku, Sąd Apelacyjny w Lublinie wydał prawomocny wyrok, przyznający inżynierowi gigantyczną kwotę 1 286 660 zł tytułem odszkodowania za przejęcie przez miasto jego prywatnych wodociągów.
Warszawa nie zamierzała pozwolić, by te pieniądze trafiły do rąk inżyniera. Już 3 kwietnia 1928 roku przedstawiciele prawni warszawskiego magistratu pojawili się u lubelskiego komornika, Stefana Steinbrycha. Cel był jeden: nałożenie aresztu na sumy należne Weisblattowi od Lublina, aby zabezpieczyć roszczenia Warszawy wynikające z katastrofy budowlanej. W ten sposób dług Lublina stał się „polisą” dla Warszawy, a sam Weisblatt znalazł się w potrzasku między dwoma magistratami.
Kim był człowiek, który „dał Lublinowi pić”?
Mimo tragicznego finału warszawskiej inwestycji, nie wolno zapominać o ogromnej skali dokonań Adolfa Weisblatta. Był on postacią formatu europejskiego – inżynierem komunikacji wyszkolonym w petersburskich biurach projektowych.
To on w 1899 roku ukończył budowę nowoczesnego systemu wodociągowego w Lublinie, który obejmował głębokie studnie artezyjskie przy dzisiejszej Alei Piłsudskiego oraz charakterystyczną, neogotycką wieżę ciśnień na placu Bernardyńskim (pl. Wolności). Co ciekawe, jego praca okazała się tak solidna, że gdy w 1939 roku niemieckie bomby zniszczyły nowoczesną sieć ujęć wodnych, miasto przetrwało oblężenie tylko dzięki sprawnym wciąż pompom Weisblatta z XIX wieku.
W Warszawie Weisblatt był nie tylko przedsiębiorcą budowlanym, ale i współwłaścicielem żeglugi parowej na Wiśle (wspólnie z Maurycym Fajansem) oraz cenionym społecznikiem. Angażował się w budowę szpitala dla nerwowo chorych „Zofiówka” w Otwocku i zasiadał w zarządzie prestiżowego Szpitala Starozakonnych na Czystem.
Źródło:
Zorza : pismo tygodniowe z rysunkami, poświęcone sprawom oświaty, dobrobytu i rozwoju społecznego ludu R. 63, nr 17 (15 kwietnia 1928)

Dodaj komentarz