Wiosną 1945 roku, gdy na teren Austrii wkroczyły wojska amerykańskie, dla tysięcy więźniów obozu koncentracyjnego KL Mauthausen-Gusen rozpoczął się moment długo wyczekiwanej wolności. Nie oznaczał on jednak końca dramatu. Wielu z nich nie doczekało powrotu do domu — nawet wtedy, gdy wyzwolenie było już blisko.
Reportaż opublikowany w „Przekroju” (1945, nr 15) ukazuje ten moment w sposób przejmujący i bezpośredni. Autor przypomina, że nie wszystkim dane było wrócić do Ojczyzny. Jak czytamy, część więźniów została zamordowana zaledwie trzy dni przed wkroczeniem wojsk amerykańskich do Mauthausen. Uciekający esesmani nie zdążyli zatrzeć śladów zbrodni — ciała pozostały, stając się „dowodem rzeczowym”, utrwalonym na fotografiach alianckich reporterów.
Ten obraz wyznacza granicę między piekłem obozu a niepewną jeszcze wolnością.
Droga powrotna
Reportaż „Przekroju” skupia się nie na samej chwili wyzwolenia, lecz na drodze powrotnej — procesie długim, pełnym emocji i fizycznego wyczerpania.
Autor opisuje transport repatriacyjny prowadzony przez Czerwony Krzyż. Wozem oznaczonym trasą Mauthausen–Praga–Warszawa ocaleni docierają do Krakowa. Scena ich przyjazdu została uchwycona w krótkich, reporterskich obrazach: siedzą przed punktem pomocy dla repatriantów, uśmiechają się do miasta, do ludzi i do słońca. Wśród nich są mężczyźni, kobiety, a nawet dzieci — wszyscy naznaczeni doświadczeniem obozu, lecz jednocześnie próbujący odnaleźć w sobie radość powrotu.


Autor pyta retorycznie, ile męki i ile strasznych dni przeżyli w obozie koncentracyjnym w Górnej Austrii, zanim dotarli „do swoich — do Ojczyzny”.
Polska, która sama się podnosi
Powrót więźniów zderzał się z rzeczywistością kraju wyniszczonego wojną. Reportaż podkreśla, że Polska witała ocalałych całym sercem, choć sama była jeszcze biedna i zrujnowana.
Jak zauważa autor, kraj nie mógł zaoferować wiele poza tym, co posiadał: uczuciem, codziennym chlebem — nie zawsze białym — oraz pracą. W tych słowach zawarta została prawda o pierwszych miesiącach powojennych: solidarność społeczna zastępowała brak materialnych środków. Jednocześnie pojawia się nadzieja. Po krótkim pobycie w Krakowie repatrianci mieli ruszyć dalej, w głąb kraju, do rodzinnych miejscowości rozsianych po wyzwolonej Polsce.


Powrót jako początek
Reportaż „Przekroju” nie kończy się triumfem. Zamiast tego pozostawia czytelnika z poczuciem, że powrót był dopiero początkiem kolejnej drogi — odbudowy zdrowia, odnalezienia bliskich, a często także życia od nowa w świecie, który zmienił się nieodwracalnie.
Obraz transportu repatriantów, uśmiechów mieszających się z wyczerpaniem oraz świadomości tych, którzy nie doczekali wolności, tworzy jedno z najbardziej poruszających świadectw pierwszych tygodni po wyzwoleniu obozów koncentracyjnych.
Powracający z Mauthausen nie wracali jedynie do kraju. Wracali do życia, które należało dopiero na nowo zbudować.


Dodaj komentarz