Godzina bez nienawiści nie istniała. Anatomia akademickiego terroru roku 1936

Mury przedwojennych uniwersytetów, zamiast być azylem wolnej myśli, w 1936 roku stały się areną walki wręcz. To nie był rok debat, lecz rok lasek nabijanych żyletkami, wybijanych szyb i milczącej kapitulacji państwa przed radykalną ulicą. Zanim getto ławkowe stało się prawem, stało się brutalną codziennością.

Brunatna wiosna: Politechnika pod oblężeniem

Rok 1936 zaczął się od huku pękających szyb na warszawskiej Politechnice. W marcu radykalna młodzież z ONR i Młodzieży Wszechpolskiej ogłosiła „Dni bez Żydów”. To nie było tylko hasło – to była operacja logistyczna.

Świadkowie tamtych wydarzeń wspominali kordony młodych ludzi w czapkach studenckich, którzy z nienawiścią w oczach sprawdzali legitymacje wchodzących. Kto wyglądał „niepewnie” lub był znany z żydowskiego pochodzenia, musiał liczyć się z gradem ciosów. Policja, powołując się na autonomię uczelni, stała zazwyczaj przed bramami, podczas gdy wewnątrz, w cieniu neorenesansowych krużganków, trwała regularna łapanka. Rektor Józef Zawadzki, widząc bezsilność kadry, musiał wielokrotnie zawieszać zajęcia, co tylko rozzuchwalało napastników.

„Żyletkowcy” – nowa twarz przemocy

To właśnie w 1936 roku do języka potocznego weszło przerażające określenie „laski z żyletkami”. Studenci narodowi masowo zaczęli nosić grube, drewniane kije, w których końcówki wbijano po kilka żyletek lub ostrych gwoździ.

Podczas tzw. „rajdów” po salach wykładowych, bojówki wpadały do audytoriów w trakcie prelekcji. Celowano w twarze i dłonie studentów żydowskich siedzących w ławkach. Przemoc miała charakter rytualny – ofiara miała zostać naznaczona blizną, która na zawsze przypominałaby o jej „miejscu w szeregu”. Na Uniwersytecie Warszawskim dochodziło do scen, w których studentki żydowskie były ciągnięte za włosy po schodach, a ich koledzy wyrzucani przez okna parterowych sal prosto w ręce czekających na zewnątrz bojówkarzy.

Lwowska jesień: Śmierć w cieniu uniwersytetu

Kulminacja nastąpiła w listopadzie we Lwowie. Na tamtejszym Uniwersytecie Jana Kazimierza napięcie sięgnęło zenitu. 20 listopada, w atmosferze ciągłych bójkek i prowokacji, zginął student Karol Prawdzic-Layman.

Jego śmierć stała się „paliwem” dla narodowej rewolucji. Choć nie było jasne, kto zadał śmiertelny cios, propaganda prawicowa natychmiast ogłosiła Laymana męczennikiem za wiarę i ojczyznę. Przez Lwów przetoczyła się fala pogromów, której uniwersytet był centrum. Studenci żydowscy bali się wychodzić z domów, a ci, którzy odważyli się przyjść na egzaminy, byli lżeni i bici na oczach biernych kolegów.

Samotność profesorów

W tym morzu nienawiści pojawiły się jednak wyspy przyzwoitości. Rok 1936 to rok wielkiego testu charakterów dla polskiej inteligencji.

  • Prof. Tadeusz Kotarbiński, wybitny logik i etyk, stał się żywą legendą. Gdy narodowcy zmuszali Żydów do siadania po lewej stronie sali, on, w geście solidarności, prowadził cały wykład na stojąco, deklarując, że nie usiądzie w katedrze, dopóki jego studenci są segregowani.
  • Prof. Mieczysław Wolfke na Politechnice, ryzykując karierę i zdrowie, otwarcie nazywał bojówkarzy „bandytami”, za co spotykały go brutalne szykany i wyzwiska pod drzwiami gabinetu.

Od „faktu” do „prawa”

Pod koniec 1936 roku stało się jasne, że uniwersytet jako instytucja przegrał. Agresja bojówek była tak skuteczna, że rektorzy, zamiast prosić o ochronę wojskową, zaczęli szukać kompromisu z agresorem. Argumentowano pragmatycznie: „jeśli oddamy im lewą stronę sali, przestaną bić”. Była to tragiczna iluzja. Rok 1936 stworzył stan faktyczny, który w 1937 roku został jedynie ubrany w paragrafy ministerialnych rozporządzeń, pieczętując jeden z najwstydliwszych rozdziałów w historii polskiej nauki.

Dlaczego nie było zajść w Lublinie?

W numerze 360 dziennika „ABC: Nowiny Codzienne” z 1936 roku wydarzenia związane z napięciami akademickimi w Polsce przedstawiono w odmienny sposób niż w wielu innych tytułach prasowych. W rubryce „Trybuna naszych Czytelników” opublikowano tekst zatytułowany pytaniem: „Dlaczego w Lublinie nie ma zajść akademickich?”. Autor wskazywał Lublin jako wyjątek na tle miast dotkniętych konfliktami studenckimi, podkreślając, że na Uniwersytecie Lubelskim — według jego opinii — panował spokojny, niezakłócony tok pracy naukowej. Publicysta, podpisany inicjałami ks. dr. S. W., tłumaczył tę sytuację w sposób jednoznaczny i kontrowersyjny, wiążąc ją z brakiem na uczelni żydowskich profesorów oraz studentów.

Więcej przeczytasz pod tym linkiem.

Bibliografia – Linki online:

  1. Żydowski Instytut Historyczny (JHI): Antysemityzm uniwersytecki w dwudziestoleciu międzywojennymSzczegółowa analiza dr Zofii Trębacz dotycząca m.in. zajść na Politechnice Warszawskiej.
  2. Dzieje.pl (Portal historyczny PAP): Dr hab. Jolanta Żyndul o genezie getta ławkowegoWywiad o eskalacji przemocy w połowie lat 30.
  3. Wydział Historii UW: Dokumentacja i pamięć o getcie ławkowymOficjalne kalendarium wydarzeń na największej polskiej uczelni.
  4. Kultura Liberalna: Aneks historyczny: Getto ławkowe w 1936Opis metod terroru i reakcji środowiska intelektualnego.
  5. Histmag.org: Oblicza antysemityzmu w II RPKontekst polityczny radykalizacji młodzieży akademickiej.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze wpisy