Na początku 1938 roku opinia publiczna została poruszona informacją o tajemniczym zniknięciu jednego z obrazów Józefa Chełmońskiego — „Dojeżdżacza”. Dzieło, przedstawiające scenę łowów na tle szerokiego pejzażu, należało do córki malarza, Zofii Austowej i było oceniane przez znawców na około 40 tysięcy złotych. Sprawa szybko przerodziła się w wielowątkowe dochodzenie policyjne, odsłaniające kulisy obrotu dziełami sztuki w międzywojennej Polsce.

Obraz powierzony znajomemu
Jak wynikało z relacji prasowych, Zofia Austowa oddała obraz do sprzedaży swemu znajomemu Stanisławowi Harasimowiczowi, byłemu obywatelowi ziemskiemu. Pośrednik zapewniał, że posiada nabywcę w osobie zamożnego Anglika, Romana Ketmela. Z czasem jednak zaczął unikać właścicielki i odpowiadał na jej pytania w sposób wymijający.
Zaufanie Austowej było duże. Podczas oczekiwania na sprzedaż przekazała Harasimowiczowi łącznie 800 złotych oraz kilka drobnych szkiców pędzla Chełmońskiego, których wartość oceniano na około 300 ówczesnych złotych. Wkrótce potem pośrednik zniknął bez śladu.
Zgłoszenie na policję i poszukiwania
Po zaginięciu Harasimowicza Austowa zgłosiła sprawę policji. Rozpoczęto szeroko zakrojone dochodzenie, a fotografie skradzionego obrazu rozesłano do urzędów policyjnych w kraju i za granicą. Śledztwo trwało kilka miesięcy i obejmowało obserwacje, wywiady oraz kontrolę rynku antykwarycznego.
Dopiero po trzech miesiącach policji udało się natrafić na ślad zaginionego „Dojeżdżacza”.
Lombard, antykwariusz i nowy właściciel
W toku dochodzenia ustalono, że Harasimowicz zastawił obraz w lombardzie przy placu Napoleona (dziś Plac Powstańców Warszawy) za kwotę 1200 złotych. Następnie wykupem zainteresowali się pośrednicy związani z warszawskim handlem antykwarycznym.
W sprawie pojawiły się nazwiska właścicielki magazynu zegarmistrzowsko-jubilerskiego Chany Skórki oraz pośrednika Lejby Murocznika. Ostatecznie obraz trafił do antykwariusza Jakuba Klejnmana, który wykupił kwit lombardowy, odrestaurował uszkodzone dzieło i dorobił nowe ramy, po czym wystawił obraz w swoim sklepie.
Po pewnym czasie „Dojeżdżacz” został sprzedany bogatemu przemysłowcowi z Górnego Śląska za 3 tysiące złotych — kwotę znacznie niższą od pierwotnej wyceny.
Odnalezienie dzieła i spór o własność
Policja stołeczna, współpracując z funkcjonariuszami z Górnego Śląska, odnalazła obraz oraz jego nabywcę. Ze względu na trwające postępowanie nazwisko kupującego utrzymano w tajemnicy.
Decyzją prokuratora obraz objęto sekwestrem sądowym do czasu rozstrzygnięcia sporu o własność przed Sądem Okręgowym. W charakterze świadków przesłuchiwano osoby związane z obrotem dziełem, w tym Skórkę, Murocznika i Klejnmana.
Sam Harasimowicz, podejrzewany o przywłaszczenie, pozostawał pod dozorem policji.
Rynek sztuki międzywojennej w cieniu nadużyć
Sprawa „Dojeżdżacza” pokazała, jak łatwo w realiach międzywojennych dzieło sztuki mogło zniknąć z prywatnej kolekcji i przejść przez kilka rąk, zanim zostało zidentyfikowane. Jednocześnie ujawniła znaczenie lombardów i antykwariatów jako miejsc, w których często pojawiały się przedmioty o niejasnym pochodzeniu. Dla rodziny Chełmońskiego była to nie tylko sprawa finansowa, lecz także kwestia ochrony dorobku jednego z najważniejszych polskich malarzy przełomu XIX i XX wieku.
Źródło:
ABC : nowiny codzienne. 1938, nr 93

Dodaj komentarz