W połowie lat 30. XX wieku w samym centrum Warszawy doszło do odkrycia, które na chwilę ożywiło mroczne wspomnienia czasów carskiego panowania. Pod gmachem nr 1 przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie mieściły się biura wydziału technicznego zarządu miejskiego oraz związek pracowników samorządowych, odnaleziono ludzkie szczątki.
Do odkrycia doszło przypadkiem. Podczas prac przy zatkanej rurze wodociągowej, której główny zawór znajdował się w piwnicy budynku, dozorca – w obecności gospodarza lokalu, pana Kiljańskiego – natrafił na coś białego, wyłaniającego się z ziemi. Dalsze kopanie ujawniło dwie ludzkie czaszki oraz fragmenty szkieletów.

W świetle przyniesionych latarni stwierdzono, że szczątki są stosunkowo dobrze zachowane. Jedna z czaszek miała niemal kompletne uzębienie, z wyjątkiem trzech przednich zębów, co mogło wskazywać na ich wybicie. Obok kości znajdowały się kawałki metalu, przypominające resztki kajdan.
Znalezisko nabrało szczególnego znaczenia, gdy przypomniano sobie historię budynku. W okresie zaborów mieścił się tu komisariat rosyjskiej policji, tzw. cyrkuł. Areszt znajdował się w niewielkim pomieszczeniu o zakratowanych oknach, dokładnie w miejscu, gdzie obecnie prowadzono prace.
W prasie pojawiły się przypuszczenia, że odnalezione szkielety mogą należeć do ofiar carskiej policji, które zmarły w areszcie i zostały potajemnie pochowane w piwnicy, aby uniknąć formalności i rozgłosu. Zapowiedziano dokładne zbadanie piwnic, nie wykluczając, że mogą one skrywać więcej podobnych tajemnic.
Odkrycie to stało się kolejnym przypomnieniem brutalnych realiów funkcjonowania aparatu represji w Królestwie Polskim oraz tego, jak długo ich ślady potrafią pozostawać ukryte pod powierzchnią codziennego życia miasta.
Źródło: Express Lubelski i Wołyński, 1934, nr 335.

Dodaj komentarz