Strona główna » List z Gdańska (1922). Codzienność Wolnego Miasta widziana z bliska

List z Gdańska (1922). Codzienność Wolnego Miasta widziana z bliska

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

W jednym z numerów „Ziemi Lubelskiej” z 1922 roku ukazał się obszerny „List z Gdańska”, napisany już w realiach Wolnego Miasta. Autor próbuje uchwycić codzienność miasta, które formalnie nie należało ani do Polski, ani do Niemiec, lecz w praktyce pozostawało areną ostrych napięć gospodarczych i narodowych.

Już na wstępie zwraca uwagę nasilony ruch budowlany. W całym Wolnym Mieście powstają nowe zakłady, głównie niemieckie przedsiębiorstwa i filie fabryk z głębi Niemiec. Ich lokalizacja nie jest przypadkowa — buduje się wzdłuż linii kolejowej z Gdańska do Sopotu oraz przy liniach tramwajowych, aby zapewnić sobie jak najdogodniejsze połączenia. Równolegle wyrastają liczne wille, lecz inwestycje te nie rozwiązują podstawowego problemu miasta: dramatycznego głodu mieszkaniowego, który trwa już od trzech lat i w 1922 roku przybrał — jak pisze autor — wręcz katastrofalne rozmiary.

Budują przede wszystkim ludzie zamożni i spekulanci, którzy w nieruchomościach lokują kapitał, chroniąc go przed gwałtownym spadkiem wartości niemieckiej waluty. W tym samym czasie Gdańsk zalewają kantory wymiany i spelunki skupujące złoto, srebro oraz wszelkiego rodzaju kosztowności. Obok oficjalnych punktów pojawiają się także osoby prywatne, przewidujące dalszą zapaść marki niemieckiej i wykupujące od naiwnych mieszkańców rodzinne pamiątki i oszczędności, płacąc za nie niemal każdą żądaną cenę. W ten sposób zabezpieczają swój byt na przyszłość.

Druga część listu przybiera ton znacznie ostrzejszy. Autor krytycznie ocenia zachowanie części Polaków mieszkających w Gdańsku, zarzucając im brak taktu i politycznej rozwagi. Mimo narastających — jak podkreśla — pruskich szykan wobec Polonii, niektóre jej środowiska nie wyciągają wniosków z niedawnych doświadczeń zaborowych. Szczególnie negatywnie oceniana jest młodzież pracująca w handlu i bankach, zarabiająca stosunkowo najlepiej i chętnie oddająca się rozrywkom.

Opisane zostają liczne zabawy taneczne organizowane przez związki zawodowe kupców i bankowców. Jedna z nich, urządzona w październiku 1922 roku, przerodziła się — według relacji autora — w otwartą demonstrację pruskiego nacjonalizmu. Organizatorzy sprowadzili niemieckiego śpiewaka, niemiecką baletmistrzynię z teatru miejskiego oraz zaprosili urzędników niemieckich banków. Choć zabawa miała formalnie polski charakter, w praktyce nosiła wyraźne cechy niemczyzny.

Kulminacją wieczoru był incydent około drugiej w nocy, gdy zaproszeni Prusacy zaczęli wykrzykiwać obelgi pod adresem Polaków, a orkiestrze polecono grać „Deutschland, Deutschland über alles”. Na estradzie pojawił się niemiecki uczeń bankowy w stroju pruskiego huzara, prezentując — jak to ujął autor — ducha Hindenburgów i Wilhelmów wciąż żywego wśród Niemców. Próby zakończenia zabawy doprowadziły do bójki, po której część uczestników opuściła salę z obrażeniami. Dopiero zgaszenie światła zmusiło wszystkich do wyjścia, choć jeszcze w ciemności rozbrzmiewały niemieckie pieśni.

Autor kończy list gorzką refleksją. O ile zachowanie pruskich nacjonalistów nie budzi jego zdziwienia, o tyle szczególnie bolesne jest dla niego to, że Polacy — zaledwie kilka lat po doświadczeniach zaborów — bratają się z dawnym wrogiem, zapominając o własnej historii i ostrzeżeniach, które ta historia przyniosła.


Źródło

Ziemia Lubelska R.18 [i.e.17], nr 299 (1 listopada 1922)

W tym miesiącu wspierają Nas:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

Nasze portale