Wieliczka, której imię od dziewięciu stuleci rozbrzmiewa po całym świecie dzięki cudom solnych podziemi, tak silnie zrosła się w powszechnej świadomości z pojęciem kopalni, że niemal zupełnie przysłoniła inne, równie godne widzenia osobliwości. Trudno dziś mówić o tym mieście inaczej, jak przez pryzmat podziemnych komór, szybów i legend. A przecież także nad ziemią, na powierzchni tej olbrzymiej kopalni, istnieją miejsca, które w równym stopniu splatają swe dziwy z wieńcem wielickiej sławy. Jednym z nich jest kościół św. Sebastiana – świątynia cicha, wyniosła, a dotąd niemal nieznana poza obrębem samej Wieliczki.

Kościół św. Sebastiana został zbudowany w roku 1598 na wzgórzu, obok miasta, ze składek obywateli dawnego przedmieścia Wieliczki, zwanego Mierzączką. Historia nie zachowała odpowiedzi na pytanie, dlaczego wybrano na patrona właśnie rzymskiego dowódcę pretorianów z czasów Dioklecjana, który w roku 288 poniósł śmierć męczeńską, przeszyty tysiącem strzał. To, co dotyczy tak dawnej przeszłości, ginie jednak w mroku dziejów – tym bardziej, że sama świątynia z biegiem lat uległa niemal całkowitej ruinie.
Z pierwotnej budowli pozostały jedynie modrzewiowe ściany, pokryte przedziwnie piękną, ciemnowiśniową patyną wieków, jaką dziś oglądać można już tylko na starych cerkiewkach, oraz mocno zniszczony renesansowy ołtarz główny. Przetrwało jednak to, co w tym miejscu najcenniejsze – wspaniałe położenie kościoła, wśród rozłożystych lip, które z pewnością pamiętają jeszcze czasy Zygmuntowskie.
Z pod kościoła św. Sebastiana Wieliczka przedstawia się najpełniej. Szczególnie w dzień słoneczny, gdy wszystko pławi się w złotym świetle, a wzrok może swobodnie biec aż do granic widnokręgu. Od strony wschodniej ku górze pną się w zwartym szeregu domy mieszkalne dla górników, wzniesione przed kilku laty. Naprzeciw, na drugim skrzydle kotliny, wśród której leży Wieliczka, wznosi się cmentarz, cały otoczony drzewami, gdzie gnieżdżą się słowiki, a w wiosenne, księżycowe noce płyną ptasie pieśni – rzewne, przesmutne – wsiąkając perłowymi tonami w ziemię nad czołami strudzonych pracowników kilofa i młota.
Od strony zachodniej widoczna jest zachowana w stanie pierwotnym wieżyca potężnego królewskiego zamczyska, wzniesionego przez Kazimierza Wielkiego, który jako pierwszy opasał Wieliczkę obronnym murem. Tuż obok rysuje się sylweta kościoła farnego, dalej ciągną się dymiące kominy szybów, a jeszcze dalej bystry wzrok sięga aż ku Wawelowi, ku Mariackiej wieży, stojącej „dla miasta strażnicą”, odcinającej się na blado-niebieskim firmamencie przysłoniętym mgłą złocistych pyłów.
Jeszcze przed kilku laty kościół św. Sebastiana stał na progu zupełnej zagłady. Dach przeciekał, przyspieszając dzieło zniszczenia, wnętrze niszczało w zgodnym zespole z zębem czasu, a dzwonnicę obrały sobie za schronienie kawki i wrony. Jeszcze chwila ludzkiej obojętności, a być może dziś wewnątrz znajdowałby się skład rupieci, zaś na stokach wzgórza, pod cieniem lip, rozlegałby się nieustanny gwar, nie liczący się ani z powagą miejsca, ani z odpoczynkiem zmarłych.
Los jednak przeznaczył tej świątyni inny udział.

Pan Adolf Scheuring, dziecko Wieliczki i obywatel tego górniczego miasta, postawił sobie za cel życia odnowienie kościoła, przy którym bawił się jako dziecko, patrząc z bólem na jego postępującą ruinę. Nie był on bogatym fundatorem, który mógłby hojnie sypać z własnej szkatuły. Miał zaledwie tyle, ile wystarczało na skromne utrzymanie. A jednak podjął dzieło ogromem wprost odstraszające – i to czyni jego wysiłek szczególnie godnym uznania.
Zapukał śmiało do ofiarności publicznej, nie zrażając się jej napięciem i ograniczeniami. Datki płynęły w formie składek i zasiłków, spośród których najznaczniejszą była subwencja Ministerstwa Skarbu. Co szczególnie godne podkreślenia, pan Scheuring nie podjął się pracy pochopnie. Do tak trudnego zadania zaprosił jako doradcę Włodzimierza Tetmajera z Bronowic – wybór najlepszy z możliwych.
Postanowiono przede wszystkim pozostawić nietknięte naturalne, ciemnowiśniowe tło ścian i powały. Na tym tle rozsypano prawdziwy kalejdoskop barw czerwono-modrych, wzorzystych, swojskich, a przy tym wyłącznie polskich. Kolorystyka ta najpełniej objawia się od strony chóru, patrząc ku ambonie. Trudno znaleźć w całej Polsce kościół bardziej polski w wyrazie.
Na powale świątyni umieszczono dwa malowidła: przedstawienie św. Sebastiana oraz św. Kingi. Prezbiterium zdobi wspaniały obraz, ukazujący moment legendarnego wrzucenia przez błogosławioną Kingę złotego pierścienia do szybu na Węgrzech – pierścienia, który odnaleziono później w kopalni siostrzanej Wieliczki, w Bochni. Artysta oddał na obliczu Kingi majestat królewski i mistyczną ekstazę, zaś twarz Bolesława Wstydliwego nacechował pokorą i zupełnym zdaniem się na wolę Bożą.

Wyjątkową wartość posiada także pergamin odnaleziony w mosiężnej kuli wieży kościelnej podczas jej odnowy. Dokument z roku 1531, wystawiony w Ankonie, poświadcza relikwię związaną z włócznią, którą przebito bok Chrystusa, i stanowi cenny zabytek historyczny.
Wieżę kościoła wzbogaciły nowe dzwony. Pierwszy, pod wezwaniem św. Sebastiana, niesie modlitwę o zmartwychwstanie Ojczyzny. Drugi, poświęcony św. Stanisławowi Kostce, patronowi młodzieży, wzywa do zbratania serc i duchowego wyzwolenia. Ostatnią ozdobą stały się witraże wykonane w zakładzie Żeleńskiego w Krakowie, przedstawiające Chrystusa i Matkę Boską. Gdy w czasie niedzielnej sumy przez południowe okna wpada do wnętrza światło, kościół mieni się barwami, a smugi tęczy unoszą się wśród dymów kadzidła nad głowami wiernych.
Choć świątynia zdaje się być niemal ukończona, pan Scheuring nie zamierza spocząć na laurach. W planach pozostają nowe organy, boczne ołtarze oraz dalsze wyposażenie wnętrza. Wszystko to ma służyć jednemu celowi – większej chwale Boga i miastu, które wyrasta nad solnym królestwem.
Kto pragnie nasycić się duchem Ojczyzny i podnieść serce ku Stwórcy, niech przybędzie na nabożeństwo do kościoła św. Sebastiana w Wieliczce.
Źródło:
Wędrowiec : pismo illustrowane poświęcone turystyce i sportowi w kraju i zagranicą R. 2, nr 22 (25 września 1912)

Dodaj komentarz