Strona główna » Z procesu organizatorów „gorallenvolku”

Z procesu organizatorów „gorallenvolku”

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Po zakończeniu II wojny światowej jednym z głośniejszych procesów na południu Polski były rozprawy przeciwko przywódcom tzw. Komitetu Góralskiego, czyli formacji kolaboracyjnej, która w latach okupacji niemieckiej próbowała wciągnąć mieszkańców Podhala do współpracy z hitlerowskim aparatem władzy.

Zeznania oskarżonych

Na sali sądowej pojawił się m.in. Tomasz Kościelniak, sołtys i wiceprezes rabczańskiej delegatury „komitetu góralskiego”. Zrelacjonował wiec w Rabce. Na tym zgromadzeniu w roku 1940, zorganizowanym przez działaczy „komitetu”, wystąpił Wacław Krzeptowski – prezes struktur góralskich w Zakopanem. Podczas tego spotkania wznoszono hasła antyżydowskie i nawoływano do przyjmowania tzw. Kennkart góralskich, specjalnych dokumentów tożsamości mających odróżniać ludność Podhala od reszty Polaków. Krzeptowski otwarcie groził, że ci, którzy nie podporządkują się planom niemieckim, zostaną wysiedleni z Podhala.

Zeznał też, że został do działalności wciągnięty pod przymusem we wrześniu 1942 r., a już w kwietniu 1943 r. wystąpił z delegatury. Jednak w trakcie procesu musiał przyznać, że odebrał od Niemców 20 tysięcy złotych na uwolnienie aresztowanych mieszkańców – pieniędzy tych nigdy nie rozliczono, a Kościelniak twierdził, iż przekazał je Krzeptowskiemu.

Drugim z oskarżonych był Stanisław Mul, sekretarz komitetu w Rabce. Sam przyznał, że nie był góralem – pochodził z Rzeszowskiego. Do Rabki trafił wiosną 1941 roku i, obawiając się wywózki na roboty do Niemiec, podjął pracę w lokalnej delegaturze. Zgodnie z jego zeznaniami, wnioski o polskie Kennkarty były rozpatrywane dopiero po uzyskaniu opinii z Zakopanego, a sprzeciwy wobec wydania dokumentów góralskich obarczano opłatami.

Mul przyznał, że powtarzał za wójtem Andrzejem Wójciakiem groźby: górale, którzy nie przyjmą Kennkarty góralskiej, będą wysiedleni. Kluczowym momentem dla niego był wiec w Rabce 30 sierpnia 1942 r., kiedy to na mównicy obok portretu Hitlera i góralskiego sztandaru przemawiali Krzeptowski, Wójciak i niemiecki urzędnik Reichert. Wtedy Mul zrozumiał polityczne cele całej inicjatywy.

Skutkiem tamtego wiecu było lawinowe zwiększenie liczby wniosków – w ciągu miesiąca wpłynęło około 700 podań o wydanie Kennkart góralskich. Krzeptowski powtarzał wówczas, że kto nie przyjmie dokumentu, „będzie musiał wziąć na plecy 20 kilogramów i opuścić Podhale”.

Kolejni świadkowie

Na rozprawie zeznawał także Antoni Kęsek, przed wojną inteligent, później komisarz wójt w Szczawnicy, a po wojnie sekretarz Sądu Grodzkiego w Cieszynie. Przyznał, że sam posiadał Kennkartę góralską, lecz tłumaczył to chęcią działania dla dobra miejscowej ludności. Podkreślał, że w jego przekonaniu nie ma różnicy między góralską a polską tożsamością – podobnie jak nie ma różnicy między Mazurem a Kaszubą.

Znaczenie procesu

Proces przeciwko członkom Komitetu Góralskiego miał znaczenie nie tylko lokalne, ale i symboliczne. Ukazywał bowiem skalę i mechanizmy niemieckiej polityki dzielenia Polaków na grupy etniczne, by łatwiej nimi zarządzać. Próba stworzenia „góralevolku” była jednym z najbardziej jaskrawych przykładów takich działań – z jednej strony oparta na groźbach i szantażu, z drugiej na obietnicach przywilejów i odrębności narodowej.

Zeznania oskarżonych ujawniały atmosferę strachu, ale także mechanizmy kolaboracji. Podhale, które w okupacyjnych planach miało stać się „odrębną enklawą” lojalną wobec Niemiec, stało się miejscem dramatycznych wyborów i późniejszych rozliczeń.

Komentarz historyczny

Proces góralevolk pokazuje, jak bardzo okupant starał się wykorzystać lokalną odrębność kulturową do własnych celów politycznych. Niemcy usiłowali wmówić góralom, że nie są Polakami, lecz odrębnym „narodem góralskim”, który ma wyższy status od reszty społeczeństwa. W praktyce był to eksperyment polityczny, który miał sprawdzić, na ile można rozbić jedność narodową Polaków.

Choć część działaczy – jak Krzeptowski – aktywnie wspierała okupanta, większość górali traktowała „Kennkarty góralskie” jako narzędzie przymusu i niechętnie ulegała naciskom. Widać to choćby w zeznaniach świadków, którzy tłumaczyli się strachem przed wysiedleniem czy represjami.

Dzisiejsza historiografia ocenia góralevolk jako jedną z najciemniejszych kart okupacyjnego Podhala, ale jednocześnie podkreśla, że była to inicjatywa narzucona z zewnątrz i wspierana przez wąskie grono kolaborantów. Rozliczenie tych osób po wojnie miało zatem wymiar oczyszczający – stanowiło próbę przywrócenia godności społeczności góralskiej, która w zdecydowanej większości pozostała wierna Polsce.

Losy Wacława Krzeptowskiego

Sam Wacław Krzeptowski, uznawany za symbol zdrady górali, nie doczekał procesu sądowego. W styczniu 1945 roku, gdy Niemcy wycofywali się z Podhala, został ujęty przez oddział Armii Krajowej. Niedługo później, na polanie koło Zakopanego, wykonano na nim wyrok śmierci. Dla wielu górali był to akt dziejowej sprawiedliwości – zamknięcie rozdziału, w którym próbowano ich oderwać od polskości.

Źródło:

Głos Ludu : pismo codzienne Polskiej Partii Robotniczej, 1946.11.07 nr 305

W tym miesiącu wspierają Nas:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

Nasze portale