Po napaści Niemców na Związek Radziecki w dniu 21 czerwca 1941 r. dużo jeńców radzieckich szukało schronienia w województwie lubelskim. Jesienią zbliżali się do domostw gospodarzy we wsi. Jeden jeniec Wasyl co noc przychodził do mnie na kolację. Szpicle o tym donieśli Niemcom. Niemcy przebrali się po cywilnemu i chodzili w nocy po wsi. Pewnego wieczoru w lutym 1942 r. przyszło dwóch cywilów, zaczęli mówić po rosyjsku, chcieli jeść. Poznałem, że to byli Niemcy. Szczęście, że tego wieczoru nie przyszedł Wasyl, który doczekał wyzwolenia. Znałem także innego jeńca, który nazywał się Imran Regin i pochodził z Gruzji, był profesorem. Przyszedł na Wielkanoc – w Wielką Niedzielę – do jednego z gospodarzy. Zaraz poczęstowaliśmy dobrego przyjaciela dobrą zakąską i kielichem. Jeniec był przyjęty suto, niczego nie odmówił. Później wstał, spojrzał w okno i zaczął płakać jak małe dziecko. Wszyscy rozumieliśmy dlaczego płakał. Opowiadał nam jak jest w Gruzji. Powiedział, że gdy przeżyje wojnę, to przyjedzie do Polski swoim samochodem. Nie przeżył. W lesie pod Piaskami Szlacheckimi wraz z drugim jeńcem położył się spać. Nadszedł nauczyciel z Piask, zobaczył ich i dał znać Niemcom, którzy zastrzelili ich śpiących.
Jesienią 1941 r. inny ciężko chory jeniec wyszedł z lasu i przyszedł do Wacława Szostaka. Szostak niewiele się namyślał, poszedł do sąsiada Edwarda Banaka, dał mu 2 litry wódki. Oświadczył następnie jeńcowi, że odwiezie go do szpitala. Szostak W. i Banak odwiedzili jeńca do sąsiedniej wioski Wielobycz, do szpitala. Szostak W. i Banak odwiedzili jeńca do sąsiedniej wioski Wielobycz, do szpitala. Tam rzucili jeńca do sieni i sami szybko uciekli, żeby Policha nie rozpoznał, kto przywiózł chorego. Policha wziął go do siebie, do domu, z sąsiadem, który znał język rosyjski. Jeniec prosił, żeby mu nie dokuczać i mówił, że jak wyzdrowieje to im dużo opowie. Nazywał się Iwan Iwanowicz, pochodził ze Smoleńska, miał matkę i troje dzieci. Za chwilę zmarł. Policha miał duże zmartwienie, ponieważ Wielobycz towieś położona przy ruchliwej drodze. Nie chciał rozgłaszać ludziom o tym co się stało. W nocy poszedł do wójta, zrobili trumnę i pochowali zmarłego na cmentarzu, a Szostak szczerzył zęby i śmiał się. Inni jeńcy wychodzili na szosę Krasnystaw – Gorzków i prosili w wsparcie.
W dniu 6 grudnia 1942 r. dwóch jeńców wyszło na szosę w miejscu gdzie jest poczta w Wielkopolu i każdego kto przechodził prosili o wsparcie kilkoma złotymi. Agronom Władysław Wołoch szedł do Gorzkowa do pracy i dał znać [doniósł o tych jeńcach] na posterunek policji. Policjanci udali się furmanką do Wielkopola. Jeńcy zaczęli uciekać, jeden w jedną a drugi w drugą stronę. Jeden uciekł do stoczku, w którym chłop poił konia. Jeniec siadł na tego konia i uciekł do lasu, gdzie konia wypuścił. Drugi jeniec uciekał w kierunku Gorzkowa. Policjanci zaczęli do niego strzelać, ale bez skutku. Partyzant Stępień wziął broń od policjanta i strzelił do jeńca, postrzelił go. Na posterunku kopali rannego, czemu przyglądał się Władysław Wołoch.
W 1942 r. na wieś Olesin został wyznaczony kontyngent w ilości 550q. Olesin posiadał 186 ha gruntów. Obaj agronomowie: gminny – Wołoch i wiejski – Szostak wraz z sołtysem rozdzielili kontyngent według swojego uznania. Rodziny agronomów były najzamożniejsze, a reszta to sama nędza. Sołtysem był Franciszek Pawelec. W ustalonym czasie do sołtysa w Olesinie przyjechali Niemcy. Sołtys wysłał gońca, żeby zebrać żywność w postaci kur, jaj i masła. Hitlerowcy zjedli suty obiad, nastawili patefon, zaczęli grać tango Milonga i dalej w tany z żoną sołtysa i córką jego brata, a gdy się pobawili udali się na spacer pod rączkę na gościniec. Po spacerze znowu tańce itd. … O partyzancie nie było co myśleć. Melina u Wacława Szostaka chwilowo była pusta.
Tej samej jesieni Szostak dobrał sobie kumpla z Antoniówki – Rudka Żurka. Uzbroili się w grubsze kije i udali się do jednej zamężnej kobiety, której mąż był w niewoli. Kobieta mając pełne ręce roboty, nie mogąc podołać, najęła parobka. Szostak i Żurek weszli do mieszkania i zaczęli bardzo znęcać się nad kobietą i parobkiem. Bili tak jak Niemcy w Oświęcimiu w bloku 11. W tym czasie przyszli dwaj inni partyzanci, położyli się przy oknie i przyglądali się torturom zadawanym przez Szostaka i Żurka. Partyzanci ci to Franciszek Żurek ps. Kłusownik i Zygmunt Puławski ps. Siłacz. Parobek uciekł w koszuli i boso do swojego domu (pół kilometra). Ci co leżeli śmiali się z akcji Szostaka, któremu chodziło o sprawy seksualne.
Do meliny Szostaka przychodzili ludzie, co sami nazwali się dowódcami. Miał po co, czy nie, to przychodził, bo w melinie było co jeść i pić. Do meliny trzeba było dostarczać żywność tak jak do gospody. Dostarczaniem żywności kierował Paweł Czuba ps. Burza, autor książki: „Walczyli na ziemi krasnostawskiej”, a nie jak sam podaje, że był dowódcą obwodu.
16 grudnia 1942 r.
Drogi czytelniku, gdy będziesz jechał autobusem do Bobrowego, miniesz dwa gospodarstwa z prawej strony. Za drugim z nich zobaczysz piaskownię wykopaną w pagórku. Jeszcze w tym miejscu pozostała piwnica, z szosy widać ją dobrze. W tym miejscu stały zabudowania Franciszka Niewiadomskiego. W mroźny wieczór 16 grudnia 1942 r. Wacław Szostak i jego kumple jechali saniami z Kolonii Nowiny, gmina Łopiennik, ze zrabowanym tucznikiem, w kierunku Bobrowego, żeby zmylić ślad. Na furmana Wacław Szostak wyznaczył swego brata Edwarda ps. Wierzba, który posiadał dobre konie. Przyjechali pod dom Niewiadomskiego. Furman został przy tuczniku, natomiast wszyscy złodzieje obskoczyli dom. W domu Niewiadomskiego było dwóch synów, jedna córka i staruszek gospodarz. Jeden syn zajmował się kamasznictwem i miał dużo skór do szycia butów, a drugi zajmował się krawiectwem i miał dużo towarów do szycia. W tym czasie w domu były również cztery obce osoby: sołtys Bobrowego – Franciszek Łysakowski, Bolesław Pomarański i dwóch wioskowych wartowników – Stanisław Wrona i Józef Sadlak. Pierwszy do mieszkania wszedł Stanisław Sokołowski w czarnych okularach, później wszedł Szostak Wacław i pozostali. Sokołowski jako dowódca AK, a Szostak jego zastępca, nakazali przygotować sobie sutą kolację. Nie bardzo było z czego przygotować sutą kolację, bo Niewiadomski był karłowym gospodarzem. Jednemu synowi kazano pójść do wsi i przynieść większą ilość wódki, a córce nakazano przygotować kolację. Obcych ludzi wyproszono z mieszkania i zamknięto w komorze. Do pilnowania obcych ludzi postawiono wartownika, a był nim Michał Stefanczyk ps. Budrys. Gdy wszystko było gotowe zaczęli pić i jeść. Po kolacji kazano wszystkim domownikom położyć się na podłodze i zaczęły się straszne tortury. Bili, polewali wodą i na nowo bili. Kazano wstać, pocałować broń, dalej kłaść się i to samo. W tym czasie Stefanczyk Michał przyniósł wódkę i poił tych, co byli zamknięci w komorze. Po torturach bestialskich zrabowano pościel z łóżek, skóry i towary, co synowie mieli do szycia i odjechali do Olesina. Może ktoś z czytelników pomyśli sobie dlaczego rodzina Niewiadomskich tak była torturowana. Otóż zaraz danemu czytelnikowi wyjaśnię. Niewiadomski miał studnię w miedzy z Franciszkiem Wójtowiczem i stale był spór i niezgoda pomiędzy rodzinami. Rodzina Niewiadomskich nie należała do żadnych konspiracji, byli to ludzie cisi, spokojni i pracowici. Natomiast rodzina Wójtowiczów wysoko się ceniła, żona Wójtowicza była starszą sanitariuszką, a bracia jej męża też należeli do konspiracji. Ona sama woziła Niemcom do Zamościa, do Rotundy, żywność w postaci jaj, masła, kiełbasy, furmanką z jednym z gospodarzy z Olesina – Janem Kiszczakiem, jeszcze żyjącym. Ludzie umierali w Rotundzie od katowania i głodu, a Wójtowiczowa ps. Kukułka dokarmiała Niemców. Sama mianowała się starszą sanitariuszką, a przecież nie było rannych w Olesinie, ani w Bobrowem. Może byli tylko ci ranni, ale nie od kuli okupanta, tylko od świńskiego druta, który świnia miała w ryju, albo może był gwóźdź w zagrodzie i zaczepił się, gdy wyjmował świnie. Na taką ranę nie trzeba było sanitariuszki. A w książce autor Czuba zamieścił zdjęcie, że były sanitariuszki w Olesinie. To zdjęcie było zrobione w Olesinie przed kampanią wrześniową jako zdjęcie koła „Wici” w Olesinie, a dzisiaj przyczepione jest do historii Mistycznej autorowi Czubie i jego zwolennikom.

Dodaj komentarz