Seweryn Woźniak – Echa prawdy – wspomnienia z czasów wojny w powiecie krasnostawskim

Obserwuj nas

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia 1939 r. Mieszkańcy Olesina i innych wiosek masowo pędzili bimber, chociaż Niemcy za odstawiony kontyngent dawali dużą ilość wódki, bo za wódkę mogli się coś dowiedzieć od Polaków. W dniu 26 grudnia 1939 r. jeden z gospodarzy przywiózł swoją furmanką 5-ciu żołnierzy niemieckich uzbrojonych po zęby i dwóch SS z trupimi czaszkami. Jeden z SS mówił czysto po polsku. Nazywał on się Szyfler, zaś drugi SS-man nic nie rozumiał po polsku. W tym dniu było 25°C mrozu. Spojrzałem w okno i zobaczyłem bandytów, śmierć zajrzała mi w oczy. W jednym mieszkaniu było kilku sąsiadów i rodzina. Ci co przywieźli Niemców otworzyli drzwi do mojego mieszkania. Niemiec zapytał o moje nazwisko, wziął mnie osobno i tych ojca i syna za świadków. Śledztwo było ciężkie, straszliwe, trwało około godziny, chodziło w nim o broń. Znałem Niemców z historii i z frontu, byłem twardym komunistą i prawdziwym synem Polski Ludowej. Nie będę opisywał śledztwa, bo trzeba by spisać cały zeszyt, tylko napiszę, że moje tłumaczenia się przed hitlerowcami to tylko 5% prawdy, a 95% zeznawałem fałszywie i to mnie obroniło od śmierci. Po śledztwie hitlerowcy wyszli na naradę. Za chwilę wyszedłem i poprosiłem ich do mieszkania, gdzie byli moi goście. Postawiłem 2 litry spirytusu, sam nalałem sobie i Szwabom po niecałej szklance. Później postawiłem jeszcze 1 litr i Szwaby zaczęli się dalej wypytywać. Liczyli, że przy alkoholu coś się dowiedzą. Pomyślałem sobie, głupi jesteś Szwabie, gdybym wypił wiadro, to bym zmarł, a nie dowiesz się nic ode mnie.

1940 r.

W 1940 r. niektórzy, co się uważali za mądrzejszych we wsi, zaczęli tworzyć partyzantkę. Sołtysem wsi Bobrowe był Franciszek Łysakowski ps. Wyrąb, mój prawdziwy przyjaciel. Co dwa tygodnie, w środy, żandarmeria niemiecka wzywała sołtysów z całej gminy na odprawę do Krasnegostawu. Żandarmi pytali się jacy ludzie są w ich wioskach, czy są ludzie zapatrywania komunistycznego, itd. Sołtys z Olesina był to człowiek zamożny, fałszywy, wyzyskiwacz, biednego nie miał za proch pod noga. Partyzantka się zwiększała. Ludzie obradki robili wcześniej, żeby w nocy światła nie palić. Partyzanci stawali za drzewa albo za jakimś budynkiem i gdy ktoś szedł drogą albo wracał z innej wioski, to słyszał głos: „Stój, padnij!”, a przecież poznawała się danego wartownika, bo był ze swojej wioski. Jak było błoto to w błoto, jak był mróz, to musiał leżeć ile się podobało wartownikowi i tak gnębiony był Polak przez Polaka. U Wacława Szostaka ps. Jeleń była w mieszkaniu melina dowódców

całego powiatu Krasnystaw. Tam się odbywały narady dzień i noc. Cała melina była zatłoczona ludźmi. Leżeli na podłodze jeden przy drugim. Do Olesina przybył dowódca BCh Józef Nikodem Kłosowski ps. Lemiesz. On dowódcą nie był, tylko chciał przeżyć wojnę. W sytuacji, gdy Niemcy tylko zjawili się we wsi, to ludzie uciekali gdzie tylko kto mógł. On [Józef Nikodem Kłosowski] nie robił żadnej akcji, ani nie wydawał rozkazów. Chodził tylko do meliny Szostaka i wykładał co się dzieje na świecie, ponieważ miał radio oraz powielacz i wydawał różne czasopisma. Do meliny Wacława Szostaka przychodził ze mną. Ja go ubezpieczałem i gdy doszliśmy do Wacława Szostaka, w mieszkaniu którego było pełno ludzi, zaraz Szostak Wacław brał mnie za ramiona, wypychał na dwór i mówił, ty tu nie masz prawa przebywać i to się powtarzało cały czas. Chociaż wyrzucał mnie z meliny, ja i tak wiedziałem o wszystkim, bo mi Kłosowski opowiadał. Szostak Wacław jeszcze przed wojną podejrzewał, że jestem komunistą. Kłosowski też był komunistą, ale tylko ja wiedziałem o nim, a on o mnie i nikt więcej. Ci w melinie Szostaka Wacława, gdyby o tym wiedzieli, to Kłosowski wojny by nie przeżył.

W 1940 r. była ciężka zima. Ludzie nie mieli opału, zaczęli rąbać grabinę. Z meliny Szostaka Wacława wyszedł rozkaz zabraniający wstępu do lasu. Co dzień do lasu wysyłano kilku ludzi z bronią, żeby powstrzymać wycinanie grabiny i innego drzewa. Jeśli ktoś dał sutą łapówkę, temu wolno było ciąć drzewo, a kto nie miał pieniędzy na łapówki był bity straszliwie. Do dziś jeden z gospodarzy ze wsi Bobrowe pamięta i nie rozmawia z tym z Olesina, który go straszliwie pobił. Niemcy ściągali kontyngenty. Jeżeli ktoś nie mógł się wywiązać, był straszliwie bity. Niemcy jeździli po wsiach z granatową policją i sprawdzali czy zwierzęta są zakolczykowane.

W Olesinie u Wacława Szostaka przed 1939 r. służył młody chłopak ze wsi Glińska, biedny Franciszek Kowalik. Wacław Szostak, gdy wojna się zaczęła, odprawił służącego, ale ten od czasu do czasu go odwiedzał. Pewnego razu, gdy przyszedł do Wacława Szostaka zauważył karabin za piecem, ale go to nie obchodziło. Szostak bał się, że może do Niemców zameldować i wydał na niego karę śmierci. Kowalik też miał karabin, ale do konspiracji nie należał. W krótkim czasie Szostak zebrał swoich kumpli i poszli do Glińsk, obstąpili dom Kowalika. Kowalik z bronią zaczął uciekać, ale został zabity.

1941/1942 r.

W 1940 r. w gminie Gorzków był Niemiec Krauze, ubrany po cywilnemu, jeździł po wioskach i ściągał kontyngent. Bił ludzi, każdego kto nie wywiązał się. Jesienią 1942 r. Szostak dobrał sobie 5-ciu ludzi, niby to odważnych i wyszli na szosę, w tym miejscu, gdzie przebiega granica powiatów Chełm i Zamość. Tam się pokładli z granatami w krzakach i czekali na Krauzego, który jechał z Krasnegostawu motocyklem, ale z drugim Niemcem. W momencie zbliżenia się motocykla rzucono dwa granaty, ale nietrafnie. Niemcy stanęli i osłupieli, i tylko patrzyli jak tchórze uciekali gęsiego do lasu. Ostatni uciekał Wacław Szostak. Krauze poznał Szostaka, ponieważ Szostak stale był w Gminie jako agronom wiejski. Było to późną jesienią. Niemcy jakby chcieli to położyliby jednym strzałem 6-ciu ludzi uciekających gęsiego. Szostak jest znaczny, ma 185 cm, krzywe nogi i kolana do środka. Szostak zrozumiał, że Krauze go poznał. Cała wieś uciekła z dobytkiem do drugiej wioski w gminie Łopiennik, z obawy, że Niemcy spalą całą wieś. Tymczasem ktoś powiadomił burmistrza gminy Zielińskiego, że gdy ten Niemiec co siedział z tyłu powie, że Krauze rozpoznał Szostaka, będzie miał życie darowane. Niemcy obaj kłócili się, a burmistrz popierał [twierdził], że nie poznał. Burmistrza powiadomili o tym zamachu granatowym policjant, który był w konspiracji. Nazywali go Jaś i on bronił Szostaka.

Strony: 1 2 3 4 5 6

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Najnowsze wpisy