Strona główna » Sanatorium Dłuskich w Zakopanem – nowoczesny zakład zdrowotny w 1907 roku

Sanatorium Dłuskich w Zakopanem – nowoczesny zakład zdrowotny w 1907 roku

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

„Cudze chwalicie – swego nie znacie” – to stare przysłowie, które w 1907 roku zyskało nowe znaczenie w odniesieniu do Zakopanego. Bo oto w cieniu smrekowych lasów, na zboczu Gubałówki, wzniesiono gmach, który zadziwiał rozmachem i nowoczesnością. Było nim sanatorium zakopiańskie – zakład, który w krótkim czasie zdobył uznanie lekarzy i całego społeczeństwa.

Wielu przybywało do Zakopanego, by podziwiać Tatry, ale nie każdy pamiętał, że pod samymi szczytami rośnie dzieło nowoczesnej medycyny. Dopiero przypadek prowadził turystów ku temu miejscu. Tak było i z jednym z bywalców – artysta malarz Jan Rembowski, dawny pacjent i wielbiciel zakładu, namówił swego znajomego, aby zobaczył „Synatoryję”, jak mawiali górale. Droga prowadziła przez lasy ku dolinie Kościeliskiej, a wózek góralski wspinał się coraz wyżej. Wreszcie zza drzew wyłonił się gmach monumentalny, amfiteatralnie rozłożony na stoku góry – prawdziwa rezydencja zdrowia.

Na werandach i w parku wcale nie panował smutek, którego obawiali się niektórzy. Przeciwnie – gość ujrzał pacjentów roześmianych, zbratanych, żartujących ze sobą. Jedni leżeli na leżakach, inni spacerowali w słońcu, jeszcze inni rozmawiali w cieniu drzew. Twarze ogorzałe, oczy rozpromienione – to był obraz zdrowienia, a nie choroby. Ciężko chorych tu nie przyjmowano; do sanatorium trafiali głównie ci, których stan rokował poprawę. I rzeczywiście – po kilku tygodniach systematycznego trybu życia, obfitego i racjonalnego odżywiania oraz troskliwej opieki lekarzy, zdrowie powracało.

Budynek sanatorium był czteropiętrowy, o jednym tylko szeregu pokoi zwróconych na południe. To była cecha nowoczesnej architektury sanatoryjnej – światło, słońce i powietrze musiały docierać wszędzie.

  • Okna były wielkie, górne skrzydła otwierały się pod kątem 45 stopni dzięki prostemu mechanizmowi.
  • Ściany miały zaokrąglone rogi, co ułatwiało utrzymanie czystości.
  • Podłogi kryte linoleum, meble żelazne emaliowane lub lakierowane drewniane – wszystkie bez kantów.
  • Zamiast ciężkich tapicerek – zdejmowane, zmywalne poduszki.
  • Drzwi podwójne, by zapewnić ciszę i spokój.

Do tego centralne ogrzewanie, elektryczne oświetlenie, własna kanalizacja chemiczno-biologiczna, winda, urządzenia do odkurzania, porcelanowe wanny i nowoczesne natryski – wszystko, co wówczas uchodziło za szczyt higieny i wygody.

Szczególną uwagę zwrócono na problem plwocin – jednego z głównych źródeł zakażeń gruźliczych. W Zakopanem stosowano słynne spluwaczki prof. Flügge’go z Wrocławia: ścienne, pokojowe i kieszonkowe. Codziennie specjalny służący zbierał je, owijał w papierowe torby i wrzucał do rury prowadzącej wprost do wielkiego pieca w suterenach, gdzie całość natychmiast spalano. Rozwiązanie to imponowało prostotą i skutecznością – i miało być pokazane na wystawie higienicznej we Lwowie.

Sanatorium dysponowało pełnym zapleczem: pawilonem izolacyjnym z oddzielnymi łazienkami, salą operacyjną, apteką i laboratorium. Nie zapomniano nawet o ciemnicy fotograficznej dla amatorów. Obok nauki i medycyny była także przestrzeń duchowa – piękna kaplica pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, w której codziennie odprawiano mszę świętą.

Zakład nie zaniedbywał i kultury. Była sala czytelniana z ponad dwudziestoma pismami z różnych zaborów, biblioteka stale uzupełniana nowościami, sala muzyczna z fortepianem ozdobionym popiersiem Paderewskiego dłuta Błotnickiego, a także sala teatralna. To w niej odbywały się koncerty i spektakle. Przyjeżdżali artyści tej miary, co Barcewicz, Floryański, Mrozowska czy Zelwerowicz. Ale największą popularnością cieszyły się przedstawienia amatorskie, organizowane przez samych pacjentów. Ich dochód przeznaczano na Bratnią Pomoc dla ubogiej młodzieży – rozrywka łączyła się z dobroczynnością.

Sanatorium posiadało własne powozy, codzienną pocztę, telegraf, a wkrótce także połączenie telefoniczne z Krakowem, Lwowem i Wiedniem. To był europejski zakład w pełnym znaczeniu tego słowa, a przy tym osadzony w cichym otoczeniu tatrzańskich lasów. Z werand roztaczał się niezrównany widok na szczyty – widok, który koił i dodawał sił.

Sanatorium w Zakopanem w 1907 roku uchodziło za chlubę polskiej medycyny. Łączyło w sobie troskę o ciało i ducha, nowoczesną technikę i piękno natury, higienę i kulturę. Dla wielu było miejscem powrotu do zdrowia, a dla innych – świadectwem, że i na ziemi polskiej mogą powstawać zakłady równe najlepszym europejskim.

Źródło:

Tygodnik Illustrowany R.48, nr 23 (8 czerwca 1907)

W tym miesiącu wspierają Nas:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

Nasze portale