Fort Mierosławskiego, dawniej zwany fortem Pawła, był jednym z dzieł Cytadeli Aleksandrowskiej. Powstał w 1854 roku jako umocnienie ziemne w formie lunety, osłaniające od północy tzw. Wrota Konstantynowskie (bramę żoliborską). W 1921 roku nadano mu imię generała Ludwika Mierosławskiego – wodza powstania styczniowego, jednej z czołowych postaci polskich zrywów XIX wieku.
Przez dziesięciolecia fort dominował nad okolicą Marymontu. W jego kazamatach przetrzymywano więźniów politycznych, a okoliczni mieszkańcy szeptali o legendach związanych z Trauguttem. Jednak w dwudziestoleciu międzywojennym los fortu został przesądzony. Rozbudowa Warszawy, planowane połączenie Żoliborza z centrum miasta oraz budowa nowoczesnego wiaduktu wymagały rozebrania umocnień.
Po 1935 roku rozpoczęły się prace rozbiórkowe. Ziemne nasypy i ceglane mury podważano oskardami, a solidny budulec przewidywano wykorzystać do nowych inwestycji. W miejscu dawnego fortu wytyczono trasę wiaduktu żoliborskiego. Ostatecznie cały teren przeobraził się, a po dawnym forcie nie pozostało nic. Dziś w tym miejscu mieści się Zespół Szkół Elektronicznych.
Odnaleźliśmy materiał źródłowy wraz z fotografiami w Expressie Lubelskim i Wołyńskim z 1935 roku.




Żoliborz ma być połączony z Warszawą wiaduktem, który skróci znacznie trasę tramwajową. Mieszkańcy tego odległego przedmieścia będą jeździli nie tylko prędzej, ale nie będą unieruchamiani przez każdy silniejszy deszcz, kiedy to koło wiaduktu kolejowego tworzy się nieprzebyte jezioro.
W okolicy dworca Gdańskiego miasto przy pomocy Funduszu Pracy kończy już budowę olbrzymiego nasypu, który zostanie umocniony specjalnemi przyczółkami. Z drugiej strony natomiast, przy ulicy Mickiewicza, roboty są znacznie bardziej skomplikowane.
Na drodze przyszłego wiaduktu, który zbuduje kolej, leży na wpół w ziemi ukryty niezdarny olbrzym. Kiedyś tamował swobodny rozwój urbanistyczny Warszawy, kiedyś w lochach jego przepastnych więziono buntowników, a dziś oskard polskiego robotnika podważa i rozbiera olbrzymie mury przestarzałej twierdzy.
Fort Pawła, teraz fortem Mierosławskiego zwany, musi w przeważnej swej części zniknąć. Na jego miejscu właśnie będzie się rozpoczynał wiadukt żoliborski.
Podjeżdżamy do wysokiego drewnianego parkanu, przechodzimy przez bramę prowizoryczną i oto roztacza się przed nami niezmiernie charakterystyczny widok. Obnażone mury twierdzy sprawiają wrażenie jakichś egzotycznych kamieniołomów, pośród których pracują galernicy. Jakby ilustracja do starego francuskiego romansu.
W istocie jednak są to tylko cegły, które zbielały pod działaniem czasu, pokryte przytem mocną zaprawą betonową. Robota bardzo solidna i wyborna cegła, która się nam może na jakiś lepszy cel przydać.
Młody technik, który kieruje tutaj robotami, prowadzi mnie do wnętrza fortu. Szybko schodzimy na dół, do kazamat z zakratowanemi oknami. Jakichś szczególnych śladów nigdzie nie spostrzegamy.
— Pracujemy tutaj — mówi mój przewoźnik — z wielką ostrożnością. Kto wie, czy nie natrafimy na jakieś szanowne kości. Kto wie, kto tu był więziony. Są nawet jakieś legendy o Traugucie.
Ciemnym fortecznym kuryfarzem przechodzimy do obronnych murów, wyposażonych w wąskie strzelnice dla piechoty, która miała bronić tej ostatniej pozycji przed nacierającym nieprzyjacielem. Dziś przyglądamy się tego rodzaju fortyfikacjom ze sceptycznym uśmiechem.
Wiemy doskonale, że kilka nowoczesnych haubic rozniosłoby to wszystko w przeciągu kilku godzin.
Z murów obronnych prowadzą wąskie przejścia do głębokich fos, gdzie rośnie jeszcze bujnie trzcina wodna. Wracamy i po chwili jedziemy dalej w kierunku Marymontu i Słodowca.
Wreszcie zatrzymuje nas zielono-żółta tabliczka Funduszu Pracy. Nowy punkt robót, nowe zagadnienia.
— Tutaj — mówi inż. Stolarczyk — chowamy do betonowego kanału całą rzekę, grzeszącą brzydkimi zapachami. Rudawkę.
Pamiętam dobrze ową Rudawkę z czasów wielkiej, przeszłorocznej powodzi. Ileż kłopotu było wówczas z jej megalomanją wiosenną! Ten smrodliwy potok groził Bielanom, Marymontowi i Żoliborzowi. Motopompy strażackie musiały tutaj pracować w dzień i w nocy.
W każdym razie zabrano się do niej bardzo energicznie. W niedługim czasie stanie się podobna do lwowskiej Pełtwi, którą w całości schowano pod ziemię. Wszystkie okoliczne grunta staną się zdatnemi pod budowę, a z powietrza znikną trujące miazmaty.
Źródło:

Dodaj komentarz