Strona główna » Sprawa jeńców i zakładników. Wojna polsko-bolszewicka 1920.

Sprawa jeńców i zakładników. Wojna polsko-bolszewicka 1920.

Wesprzyj portal, udostępniając znajomym:

Jesień 1920 roku. Wojna polsko-bolszewicka dogasa, ale echo działa nie cichnie w sercach tysięcy rodzin. Na mapie już narysowano linię pokoju – traktat w Rydze ma przynieść kres krwawemu zderzeniu dwóch światów. Ale w cieniu oficjalnych porozumień, w chłodnych korytarzach komisji i delegacji, rozgrywa się inna walka – o ludzi.

Warszawa, 24 listopada. Właśnie wtedy, na komisji międzyministerialnej, delegat Ministerstwa Skarbu – pan Skrzetuski – przedstawia opinię dotyczącą preliminarza budżetowego dla działań Polskiego Czerwonego Krzyża. Chodzi o sprawę powrotu jeńców i zakładników z głębi Rosji sowieckiej. Do Moskwy ma wyruszyć polska część komisji mieszanej, ale sytuacja wciąż się komplikuje.

Polskie Towarzystwo Czerwonego Krzyża otrzymało z budżetu 5 milionów marek – suma pokaźna, mająca pokryć koszty akcji repatriacyjnej. Ale pieniądze to nie wszystko. Potrzeba zgody i współpracy – a tej, ze strony bolszewików, zaczyna brakować.

„Proszę telegrafować stan sprawy” – głosi depesza wysłana z Warszawy do Rygi. Tam znajduje się delegacja, która bezskutecznie czeka na odpowiedzi strony sowieckiej. Podsekretarz stanu Dąbrowski informuje wieczorem, że 21 listopada odbyło się posiedzenie komisji do spraw jeńców i zakładników. Spotkanie nie przyniosło przełomu – wręcz przeciwnie. Bolszewicy ogłosili, że dotychczas obowiązujące umowy – trzy porozumienia zawarte pod egidą Czerwonego Krzyża – uznają za wygasłe.

To cios w sam fundament dotychczasowych ustaleń. Polska delegacja protestuje. Uznaje umowy za ważne przynajmniej do momentu wejścia w życie nowego układu. Ale bolszewicy odmawiają. Nie chcą włączenia repatriacji do obecnych negocjacji.

Cisza po bitwie

Wojna, choć już wygasa, wciąż zbiera ofiary – tym razem milczeniem. Tysiące jeńców i zakładników czeka w niepewności, rozsiani w głębi Rosji – od Smoleńska po Kazań. Są tam legioniści, oficerowie, sanitariuszki. Są ludzie cywilni, wzięci jako „zabezpieczenie” w czasie ofensyw i odwrotów. Często bez wyroku, bez zarzutu – po prostu zatrzymani.

Polska opinia publiczna niepokoi się coraz bardziej. Prasa podnosi głos. Ludzie pytają: gdzie są nasi? Kiedy wrócą? A rząd, choć deklaruje zaangażowanie, zderza się z bolszewicką grą – opartą na przeciąganiu, niedopowiedzeniach, anulowaniu wcześniejszych zobowiązań.

Na podstawie:

Ziemia Lubelska R.15, nr 515 (25 listopada 1920)

W tym miesiącu wspierają Nas:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

Nasze portale